Policja działała bez zarzutu. Bo tak mówią... policjanci

Piotr Żytnicki, współpraca Ludmiła Anannikova
26.01.2012 , aktualizacja: 25.01.2012 18:28
A A A Drukuj
Policja odrzuciła skargę rodziny Jenczów na zachowanie funkcjonariuszy podczas eksmisji. Na jakiej podstawie odrzuciła? Tylko zeznań policjantów, którzy zaprzeczyli zarzutom małżeństwa


Katarzynę i Ryszarda Jenczów eksmitowano trzy miesiące temu z kamienicy przy ul. Dąbrowskiego. Małżeństwo zalegało z czynszem, bo kobieta jest chora, a mąż opiekuje się nią i nie może pracować. Jenczowie prosili miasto o przyznanie lokalu socjalnego, lecz urzędnicy odmawiali.

Gdy trwała eksmisja, pod kamienicą zebrali się anarchiści. Skandowali: "eksmisje stop!". Policja uznała zgromadzenie za nielegalne. I postawiła zarzuty anarchistom, którzy mieli mu przewodniczyć.

Ale to niejedyne wątpliwości, jakie budzi postawa policji. Funkcjonariusze już o świcie otoczyli kamienicę, w której mieszkali Jenczowie. Do środka nie wpuszczono ani anarchistów, ani dziennikarzy.

Co działo się w mieszkaniu Jenczów? Już po eksmisji rodzina opisała to w skardze na zachowanie policjantów, którzy asystowali komornikowi. Dowiadujemy się z niej, że policjanci weszli do mieszkania ze służbowymi pałkami w dłoniach. Trzymali je gotowe do użycia cały czas, choć nikt nie zachowywał się agresywnie. A kiedy niepełnosprawna Katarzyna Jencz miała ubrać się do wyjścia, stojący nad nią policjant nie chciał opuścić pokoju. Kobieta musiała się przebierać na jego oczach. Jenczowie twierdzą, że gdy poprosili funkcjonariuszy o przedstawienie się i wylegitymowanie, ci odmówili.

Lekarz rodzinny wystawił zaświadczenie, informujące, że zły stan zdrowia fizycznego i psychicznego Katarzyny Jencz nie pozwala na jej eksmisję. Zaświadczenie przyniosła Katarzyna Czarnota, jedna z anarchistek opiekujących się rodziną. Ale policja nie wpuściła jej do kamienicy. - Policjant powiedział, że niepełnosprawna osoba może sama zejść po zaświadczenie z trzeciego piętra - mówi Czarnota. Zaświadczenie odebrał w końcu Ryszard Jencz, ale komornik je zignorował.

Skargę rodziny badał policyjny wydział kontroli. Jenczowie właśnie dostali odpowiedź: policjanci postępowali prawidłowo.

Wydział kontroli powołuje się na relację funkcjonariuszy, którzy asystowali komornikowi. A ci zaprzeczyli po kolei wszystkim zarzutom. I tak twierdzą, że nie trzymali w dłoniach pałek służbowych, nie kazali niepełnosprawnej schodzić po zaświadczenie lekarskie i nie stali nad nią, gdy się przebierała. A także - że przedstawili się zaraz po wejściu do mieszkania.

W piśmie do Jenczów policja wyjaśnia też, że dziennikarzom zabroniono wejścia do kamienicy ze względu na "konieczność zapewnienia bezpieczeństwa i porządku publicznego", a także "parametry klatki schodowej i mieszkania". Zdaniem policji, prawo dziennikarzy do relacjonowania tej sprawy nie zostało ograniczone, bo na miejsce przyjechał rzecznik prasowy komendy, który na bieżąco przekazywał mediom informacje.

Wyjaśniając zarzuty Jenczów, policyjny wydział kontroli uznał, że wiarygodność funkcjonariuszy nie budzi wątpliwości i nie ma potrzeby, by konfrontować ich z Jenczami.

Jenczowie do dzisiaj przebywają w Centrum Interwencji Kryzysowej w Chybach. W ciągu kilku tygodni powinni się przeprowadzić do przydzielonego im przez miasto lokalu socjalnego. To jednak nie koniec kłopotów. Wczoraj rodzina dostała list od komornika, że jest mu winna ponad 6 tys. zł. Szczególne wątpliwości wzbudziła u Jenczów opłata za transport rzeczy, ponad 2 tys. zł. - Chcieliśmy przewozić rzeczy swoim autem, by nie narażać państwa Jencz na dodatkowe koszty komornicze, ale komornik stwierdził, że jego samochodem będzie szybciej, a koszty egzekucji i tak pokryje wierzyciel - opowiada Katarzyna Czarnota. W najbliższych dniach rodzina złoży zażalenie na działanie komornika w sądzie. - Wychodzi na to, że celowo wprowadził nas wszystkich w błąd, by przyśpieszyć eksmisję - komentuje Czarnota.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Policja działała bez zarzutu. Bo tak mówią... p... niezalezny.obserwator 26.01.12, 09:04

    A co na to powiedziałby nasz mały Goebbels? Szkoda, że Gazeta go nie cytuje. Zawsze jego kwieciste tłumaczenia czy lżenie z wyroków sądów ubarwiają opisy wyczynów jego mundurowej formacji.»