Zła opinia boli doktora. Grzybowski idzie do sądu
26.01.2012
, aktualizacja: 25.01.2012 18:22
Znany okulista Andrzej Grzybowski po negatywnej opinii swojej przełożonej przerwał habilitację i odszedł z pracy na Uniwersytecie Medycznym. Teraz przed sądem żąda przeprosin
ZOBACZ TAKŻE
- Szkoła na Dębcu w super kampusie? (26-01-12, 09:45)
- Policja działała bez zarzutu. Bo tak mówią... policjanci (26-01-12, 08:40)
- Grabaż też przeciw ACTA: Bo wolność jest jedna (26-01-12, 09:15)
Grzybowski w latach 1998-2001 był wiceprezydentem Poznania odpowiedzialnym za służbę zdrowia. Wtedy związany był z prawicą - najpierw ZChN, potem AWS. Stał się znany, gdy publicznie nazwał patologią matki samotnie wychowujące dzieci. Za te słowa potem przepraszał.
Cztery lata temu Grzybowski został adiunktem w katedrze historii nauk medycznych Uniwersytetu Medycznego. Rok później dr hab. Anita Magowska, przełożona Grzybowskiego, na polecenie władz uczelni miała ocenić jego pracę. Oceniła negatywnie.
Widzieliśmy ten dokument. Magowska zarzuca podwładnemu, że z trudem znajduje czas na prowadzenie zajęć ze studentami, które często skraca i przenosi do szpitala przy ul. Szwajcarskiej. Grzybowski jest tam ordynatorem okulistyki. Magowska oskarża: nie jest dyspozycyjny i zaangażowany w działalność dydaktyczną, pobiera pieniądze za zajęcia z zagranicznymi studentami, choć nie realizuje nawet tych, które ma w obowiązkowej puli. Magowska ocenia: "Jest nastawiony na czerpanie korzyści materialnych za wszelką cenę".
Pod lupę idzie też dorobek naukowy okulisty. Magowska ocenia, że przeważają w nim "prace popularne, kompilacyjne", a brakuje "gruntownych, analitycznych studiów". Powołując się na współpracowników Grzybowskiego, ocenia, że jest wobec nich arogancki. Opinię kończy wniosek: "Nie popieram dalszego zatrudnienia".
Grzybowski odwołuje się od negatywnej opinii. Bez skutku. Jesienią 2009 r. rezygnuje z pracy na poznańskiej uczelni i przerywa habilitację, którą kończy później na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.
Grzybowski wciąż jednak czuje się dotknięty opinią Magowskiej, więc pozywa ją do sądu. Chce, by przeprosiła go na łamach uczelnianej gazety i w pismach do władz uczelni. Magowska ma przyznać, że naruszyła dobre imię Grzybowskiego i naraziła go na utratę zaufania. Okulista wyjaśnia, że gdy w Łodzi robił habilitację, ciągnęła się za nim zła opinia.
Pierwszy proces toczy się bez rozgłosu. Sąd przyznaje rację Grzybowskiemu, ale wyrok zostaje uchylony. Okazuje się, że sąd pominął wiele dowodów, nie przesłuchał nawet Magowskiej.
Wczoraj po raz drugi sprawa trafia na wokandę, ale na wniosek Grzybowskiego zostaje utajniona. Jego argumenty znamy z pism, które kierował do sądu. Odpiera w nich zarzuty Magowskiej: zajęcia przenosił na prośbę studentów, odwoływał je tylko, gdy wyjeżdżał na konferencje naukowe, odpracowywał nieobecności, a sprawę wynagrodzenia za zajęcia z zagranicznymi studentami wyjaśnił z władzami uczelni. Rektor zgodził się też, by łączył pracę na uczelni i w szpitalu.
Skąd zatem negatywna opinia? Grzybowski twierdzi, że Magowska była do niego negatywnie nastawiona, przekroczyła granice rzetelnej krytyki, jej zarzuty są ogólnikowe. W odpowiedzi Magowska powołuje się na rozmowy ze studentami i wykładowcami. I dodaje, że sporządzanie takich opinii to standardowa procedura na uczelni.
Jednak władze Uniwersytetu Medycznego dzisiaj od sporu się odcinają. - To prywatny konflikt dwóch osób, a nie sprawa uczelni - mówi nam rzecznik uniwersytetu Marek Ruchała. Ale zaraz dodaje: - Gdyby istniały sposoby obiektywnego zmierzenia, który wykładowca pracuje dobrze, a który źle, przełożeni nie musieliby wystawiać im opinii. Czy teraz zaczną się obawiać sądowych pozwów? Z zaciekawieniem oczekuję rozstrzygnięcia tej sprawy.
Proces znalazł się też na liście Programu Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Ale prawnicy fundacji, zwykle chętni do wyrażania opinii, wczoraj nie chcieli oceniać, kto ma rację w tym sporze.
Cztery lata temu Grzybowski został adiunktem w katedrze historii nauk medycznych Uniwersytetu Medycznego. Rok później dr hab. Anita Magowska, przełożona Grzybowskiego, na polecenie władz uczelni miała ocenić jego pracę. Oceniła negatywnie.
Widzieliśmy ten dokument. Magowska zarzuca podwładnemu, że z trudem znajduje czas na prowadzenie zajęć ze studentami, które często skraca i przenosi do szpitala przy ul. Szwajcarskiej. Grzybowski jest tam ordynatorem okulistyki. Magowska oskarża: nie jest dyspozycyjny i zaangażowany w działalność dydaktyczną, pobiera pieniądze za zajęcia z zagranicznymi studentami, choć nie realizuje nawet tych, które ma w obowiązkowej puli. Magowska ocenia: "Jest nastawiony na czerpanie korzyści materialnych za wszelką cenę".
Pod lupę idzie też dorobek naukowy okulisty. Magowska ocenia, że przeważają w nim "prace popularne, kompilacyjne", a brakuje "gruntownych, analitycznych studiów". Powołując się na współpracowników Grzybowskiego, ocenia, że jest wobec nich arogancki. Opinię kończy wniosek: "Nie popieram dalszego zatrudnienia".
Grzybowski odwołuje się od negatywnej opinii. Bez skutku. Jesienią 2009 r. rezygnuje z pracy na poznańskiej uczelni i przerywa habilitację, którą kończy później na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.
Grzybowski wciąż jednak czuje się dotknięty opinią Magowskiej, więc pozywa ją do sądu. Chce, by przeprosiła go na łamach uczelnianej gazety i w pismach do władz uczelni. Magowska ma przyznać, że naruszyła dobre imię Grzybowskiego i naraziła go na utratę zaufania. Okulista wyjaśnia, że gdy w Łodzi robił habilitację, ciągnęła się za nim zła opinia.
Pierwszy proces toczy się bez rozgłosu. Sąd przyznaje rację Grzybowskiemu, ale wyrok zostaje uchylony. Okazuje się, że sąd pominął wiele dowodów, nie przesłuchał nawet Magowskiej.
Wczoraj po raz drugi sprawa trafia na wokandę, ale na wniosek Grzybowskiego zostaje utajniona. Jego argumenty znamy z pism, które kierował do sądu. Odpiera w nich zarzuty Magowskiej: zajęcia przenosił na prośbę studentów, odwoływał je tylko, gdy wyjeżdżał na konferencje naukowe, odpracowywał nieobecności, a sprawę wynagrodzenia za zajęcia z zagranicznymi studentami wyjaśnił z władzami uczelni. Rektor zgodził się też, by łączył pracę na uczelni i w szpitalu.
Skąd zatem negatywna opinia? Grzybowski twierdzi, że Magowska była do niego negatywnie nastawiona, przekroczyła granice rzetelnej krytyki, jej zarzuty są ogólnikowe. W odpowiedzi Magowska powołuje się na rozmowy ze studentami i wykładowcami. I dodaje, że sporządzanie takich opinii to standardowa procedura na uczelni.
Jednak władze Uniwersytetu Medycznego dzisiaj od sporu się odcinają. - To prywatny konflikt dwóch osób, a nie sprawa uczelni - mówi nam rzecznik uniwersytetu Marek Ruchała. Ale zaraz dodaje: - Gdyby istniały sposoby obiektywnego zmierzenia, który wykładowca pracuje dobrze, a który źle, przełożeni nie musieliby wystawiać im opinii. Czy teraz zaczną się obawiać sądowych pozwów? Z zaciekawieniem oczekuję rozstrzygnięcia tej sprawy.
Proces znalazł się też na liście Programu Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Ale prawnicy fundacji, zwykle chętni do wyrażania opinii, wczoraj nie chcieli oceniać, kto ma rację w tym sporze.
- 16 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Zła opinia boli doktora Grzybowskiego. Idzie do...
radny.z.poznania
26.01.12, 08:27
hehe, doprawdy wyborne, temat godny głównej strony wyborczej.. oczywiście "znaniość" profesora Grzybowskiego polega na tym, że był wiceprezydentem Poznania (oraz oczywiście, że jest autorem »
Najczęściej czytane24 htydzień




