Chciał się zabić. I bał się rykoszetu?
10.01.2012
, aktualizacja: 10.01.2012 20:47
- Chciałem się zabić - zapewniał we wtorek płk Mikołaj Przybył, który w poniedziałek w przerwie konferencji prasowej strzelił sobie w policzek. Przez parę dni zostanie w szpitalu na obserwacji.
ZOBACZ TAKŻE
- Sprawa płk. Przybyła - śledztwo przeniesione z Poznania do Warszawy (11-01-12, 09:28)
- Korki na Niestachowskiej - zobacz gdzie jeszcze (11-01-12, 07:28)
- Z tramwajów znikają herby Poznania! Dlaczego? (11-01-12, 06:58)
- Postrzelony prokurator trafi do szpitala w Bydgoszczy (10-01-12, 14:01)
- Kolega Przybyła: "Zaplanował to. Wiedział, że wrócą po kamery" (09-01-12, 22:10)
- Po samobójczej próbie płk. Przybyła: "Krzyknąłem, żeby przestali filmować" (09-01-12, 14:25)
Śledztwo w sprawie próby samobójczej płk Mikołaja Przybyła wszczęła we wtorek Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Poznaniu. Śledczy przesłuchali Przybyła, ale nie chcą ujawnić, co powiedział.
Chodzi o wydarzenia z poniedziałkowego przedpołudnia. Prokurator Przybył spotkał się z dziennikarzami, by odeprzeć zarzuty złamania prawa podczas szukaniu źródła przecieków ze śledztwa smoleńskiego. Prokurator odczytał oświadczenie, a potem poprosił o przerwę. Gdy dziennikarze wyszli, strzelił sobie w twarz. Okazało się, że przestrzelił sobie policzek.
We wtorek szpital poinformował, że Przybył zostanie jeszcze kilka dni na obserwacji. Umieszczono go w jednoosobowej sali, strzeżonej przez żandarmerię wojskową. Lekarze zapowiedzieli, że za dwa-trzy dni zostanie przewieziony na obserwację psychiatryczną do szpitala w Bydgoszczy. A później? - Żadne decyzje w sprawie przyszłości płk Przybyła nie zapadły - mówił Sławomir Schewe, rzecznik Prokuratury Wojskowej w Poznaniu. Ale przyznał też, że Przybyłowi grozi postępowanie dyscyplinarne za wniesienie na teren prokuratury prywatnego pistoletu (to z niego się postrzelił).
We wtorek kilku dziennikarzom udało się dodzwonić do płk Przybyła. Dance Woźnickiej, reporterce Radia Zet, potwierdził, że chciał się zabić. I dodał, że "trzeba uratować naczelnego prokuratora wojskowego Krzysztofa Parulskiego". Woźnicka swoją relację zakończyła słowami: "To była bardzo dziwna rozmowa".
Korespondentowi PAP Przybył wyjaśnił zaś, jak udało mu się przeżyć. Mówił, że lufę pistoletu włożył do ust, ale gdy miał nacisnąć spust, ktoś chwycił za klamkę i próbował wejść do pokoju. - Źle wymierzyłem, strzał padł zbyt szybko. W policzek, a nie w głowę - wyjaśnił.
Ale dziennikarze, którzy w poniedziałek czekali na korytarzu na drugą część konferencji, nie zapamiętali, by ktoś próbował wejść do pokoju Przybyła. Do środka wkroczyli dopiero po usłyszeniu strzału.
Jest jeszcze jedna niejasność: Przybył twierdzi, że chciał się zabić, ale jednocześnie w rozmowie z PAP przyznał, że interesował się tym, co po strzale stanie się z pociskiem: - Otworzyłem okno w swoim gabinecie i strzelałem w jego kierunku, żeby uniknąć rykoszetu.
Czy to oznacza, że chcąc się zabić, prokurator zadbał jednocześnie o to, by nie odnieść dodatkowych obrażeń? Po południu Przybył wyłączył telefon komórkowy.
Wątpliwości nie miał Bogdan Klich, były minister obrony, który po południu stwierdził w TVP, że jego zdaniem nie była to próba samobójcza, lecz samookaleczenie.
Przybył mówił też we wtorek, że na jego poniedziałkowy krok miały wpływ sprawy, które prowadzi. - Jedne z najpoważniejszych, jeżeli chodzi o kwestie finansowe w Wojsku Polskim - zaznaczył. - To one spowodowały bezpośredni nacisk na to, żeby przyspieszyć kroki w kierunku likwidacji prokuratury wojskowej.
W poniedziałkowym oświadczeniu Przybył odniósł się do planowanego włączenia prokuratury wojskowej do cywilnej. Ostrzegał, że efektem tego będzie bezkarność osób okradających polskie wojsko. Prokurator generalny Andrzej Seremet komentował później, że nie zgadza się z niektórymi stwierdzeniami Przybyła. A Krzysztof Parulski, szef naczelnej prokuratury wojskowej, powiedział, że akceptuje "wszystkie tezy pułkownika".
Spór między cywilną a wojskową prokuraturą we wtorek eskalował. Andrzej Seremet, jak podało RMF FM, zapowiedział odwołanie Krzysztofa Parulskiego.
Chodzi o wydarzenia z poniedziałkowego przedpołudnia. Prokurator Przybył spotkał się z dziennikarzami, by odeprzeć zarzuty złamania prawa podczas szukaniu źródła przecieków ze śledztwa smoleńskiego. Prokurator odczytał oświadczenie, a potem poprosił o przerwę. Gdy dziennikarze wyszli, strzelił sobie w twarz. Okazało się, że przestrzelił sobie policzek.
We wtorek szpital poinformował, że Przybył zostanie jeszcze kilka dni na obserwacji. Umieszczono go w jednoosobowej sali, strzeżonej przez żandarmerię wojskową. Lekarze zapowiedzieli, że za dwa-trzy dni zostanie przewieziony na obserwację psychiatryczną do szpitala w Bydgoszczy. A później? - Żadne decyzje w sprawie przyszłości płk Przybyła nie zapadły - mówił Sławomir Schewe, rzecznik Prokuratury Wojskowej w Poznaniu. Ale przyznał też, że Przybyłowi grozi postępowanie dyscyplinarne za wniesienie na teren prokuratury prywatnego pistoletu (to z niego się postrzelił).
We wtorek kilku dziennikarzom udało się dodzwonić do płk Przybyła. Dance Woźnickiej, reporterce Radia Zet, potwierdził, że chciał się zabić. I dodał, że "trzeba uratować naczelnego prokuratora wojskowego Krzysztofa Parulskiego". Woźnicka swoją relację zakończyła słowami: "To była bardzo dziwna rozmowa".
Korespondentowi PAP Przybył wyjaśnił zaś, jak udało mu się przeżyć. Mówił, że lufę pistoletu włożył do ust, ale gdy miał nacisnąć spust, ktoś chwycił za klamkę i próbował wejść do pokoju. - Źle wymierzyłem, strzał padł zbyt szybko. W policzek, a nie w głowę - wyjaśnił.
Ale dziennikarze, którzy w poniedziałek czekali na korytarzu na drugą część konferencji, nie zapamiętali, by ktoś próbował wejść do pokoju Przybyła. Do środka wkroczyli dopiero po usłyszeniu strzału.
Jest jeszcze jedna niejasność: Przybył twierdzi, że chciał się zabić, ale jednocześnie w rozmowie z PAP przyznał, że interesował się tym, co po strzale stanie się z pociskiem: - Otworzyłem okno w swoim gabinecie i strzelałem w jego kierunku, żeby uniknąć rykoszetu.
Czy to oznacza, że chcąc się zabić, prokurator zadbał jednocześnie o to, by nie odnieść dodatkowych obrażeń? Po południu Przybył wyłączył telefon komórkowy.
Wątpliwości nie miał Bogdan Klich, były minister obrony, który po południu stwierdził w TVP, że jego zdaniem nie była to próba samobójcza, lecz samookaleczenie.
Przybył mówił też we wtorek, że na jego poniedziałkowy krok miały wpływ sprawy, które prowadzi. - Jedne z najpoważniejszych, jeżeli chodzi o kwestie finansowe w Wojsku Polskim - zaznaczył. - To one spowodowały bezpośredni nacisk na to, żeby przyspieszyć kroki w kierunku likwidacji prokuratury wojskowej.
W poniedziałkowym oświadczeniu Przybył odniósł się do planowanego włączenia prokuratury wojskowej do cywilnej. Ostrzegał, że efektem tego będzie bezkarność osób okradających polskie wojsko. Prokurator generalny Andrzej Seremet komentował później, że nie zgadza się z niektórymi stwierdzeniami Przybyła. A Krzysztof Parulski, szef naczelnej prokuratury wojskowej, powiedział, że akceptuje "wszystkie tezy pułkownika".
Spór między cywilną a wojskową prokuraturą we wtorek eskalował. Andrzej Seremet, jak podało RMF FM, zapowiedział odwołanie Krzysztofa Parulskiego.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Chciał się zabić. I bał się rykoszetu?
jacek_poz
10.01.12, 21:57
skupcie się lepiej na korupcji w MON, o której ten człowiek mówił, co jest clou sprawy, a nie na boczne tory temat sprowadzacie.»
-
Chciał się zabić. I bał się rykoszetu?
holahola01
11.01.12, 00:07
Czyżby płk też nie rozmawiał z paniczem Żytnickim?»
-
Chciał się zabić. I bał się rykoszetu?
tad-tad
11.01.12, 01:02
Duzo bezpieczniej byłoby zastrzelic sie ,pistoletem gazowym , można byłoby jyż po godzinie , udzielic wywiadu.»
Najczęściej czytane24 htydzień




