Jak Poznań ma stawiać na sport?

Piotr Leśniowski, Marcin Wesołek
10.01.2012 , aktualizacja: 09.01.2012 17:21
A A A Drukuj
Przez budżetowe cięcia kilkanaście poznańskich klubów sportowych od nowego sezonu będzie musiało sobie radzić bez dotacji z miejskiej kasy. Ale czy oszczędności należy szukać akurat tam?
Derby Poznania: MUKS kontra Inea AZS
Fot. Lukasz Ogrodowczyk / Agencj
Derby Poznania: MUKS kontra Inea AZS
Cios w młodzież

Trudno o bardziej populistyczne porównanie od tego, do którego posunął się przewodniczący rady miasta Grzegorz Ganowicz. - Jeśli do wyboru jest ratowanie żłobków i dotacja na sport zawodowy, wybieram żłobki - oświadczył podczas ostatniego posiedzenia radnych z komisji kultury fizycznej. Wyszło wówczas na jaw, że od nowego sezonu, czyli w drugim półroczu 2012 roku, kilkanaście poznańskich klubów sportowych zostanie odciętych od dotacji z miejskiej kasy. Chodzi o niespełna 1,5 mln zł dla wszystkich. W sytuacji, gdy budżet Poznania tnie się ze wszystkich stron, kluby przegrywają ze żłobkami, a podobnego porównania nie wytrzymałyby inne, "poważniejsze" niż sport, dziedziny. Hasło jest chwytliwe i podejrzewam, że nie wzbudziło kontrowersji w społeczeństwie, w którym blisko połowa ludzi w ogóle nie uprawia sportu, a regularną aktywność fizyczną przejawia co czternasty obywatel.

Opuśćmy nieszczęsne żłobki, opuśćmy też przedszkola. Idźmy do szkoły. To w podstawówkach dzieci i młodzież najczęściej rozpoczynają treningi w klubach sportowych. Te miasto utrzymuje, co jest zresztą jednym z jego obowiązków. Mówi "a" i dotychczas mówiło też "b", gdy wspomagało finansowo sport. Ten zawodowy i ten mały, amatorski, dziecięcy są ze sobą ściśle powiązane. Najmłodsi garną się do treningów czy ruszania się w ogóle, tym chętniej, jeśli mają swoich idoli, boisko czy halę, w której chcieliby w przyszłości zagrać. Nie chodzi o światowe gwiazdy, ale o lokalnych bohaterów, o bezpośredni kontakt ze sportem tu w Poznaniu. Młodzież musi zobaczyć, jak dziwnie odbija się jajowata piłka do rugby, jak wyglądają parkany hokejowego bramkarza czy oddać swój pierwszy rzut "prawdziwą" piłką do "prawdziwego" kosza na "prawdziwym" boisku, gdzieś w przerwie "prawdziwego" meczu.

Tymczasem zapowiedzi wstrzymania dotacji dla klubów wieszczą raczej koniec takich atrakcji. Szefowie niektórych klubów już zapowiedzieli, że bez miejskich pieniędzy ich kluby padną. To będzie ich porażka, ale także Poznania, który nie ma czystego sumienia, choć przecież jeszcze niedawno był miastem, które "stawiało na sport". Owszem, postawiło na stadion, na który stać dzisiaj tak naprawdę tylko Lecha Poznań. Postawiło też na termy, które jednak są obiektem bardziej rekreacyjnym.

Dotychczasowe dotacje dla klubów odbierałem jako rodzaj zadośćuczynienia za to, że kluby nie mają warunków do rozwoju i konkurowania z rywalami z innych miast. Nie mają narzędzia, by przyciągnąć sponsora. Jeśli wycofają się z gry, będzie to wielka strata także dla tych kibiców, którzy na mecze chodzą od wielkiego święta. Takich jak Grzegorz Ganowicz, widziany na meczu koszykarzy podczas kampanii wyborczej z jesieni 2010 roku, gdy chciał zostać prezydentem Poznania.

Piotr Lesniowski

Dajmy wędkę, a nie rybę

Gdy w budżecie miasta brakuje pieniędzy na edukację czy sprawnie działający transport publiczny, nie dziwi mnie fakt, że trzeba obciąć fundusze na rozrywkę. A sport na poziomie ligowym jest właśnie rozrywką.

Wiadomo już, że poznańskie kluby ligowe mogą liczyć na wsparcie miasta w pierwszym półroczu 2012 r., czyli że koszykarze, koszykarki czy laskarze będą mieli za co skończyć sezon. Ale już w nowym muszą sobie poradzić bez miejskich pieniędzy, które w wielu przypadkach - jak np. w przypadku koszykarek MUKS - stanowiły 1/3 budżetu. Pisaliśmy o tym obszernie w tym tygodniu w "Gazecie".

Choć ta sytuacja dla wielu klubów oznacza dramat i - być może - konieczność wycofania z rozgrywek, jest też okazją do poważniejszego zastanowienia się nad sensem dotowania np. żeńskiej koszykówki. Poznańskie kluby Inea AZS i MUKS świetnie pracują z młodzieżą (na co zresztą dostają miejskie pieniądze z innej puli), ale po co wydawać pieniądze na mizerię, jaką prezentują seniorki? Mamy w Poznaniu dwie najsłabsze ekipy w ekstraklasie - promocja miasta jest żadna, podobnie jak i jakość rozrywki, na którą chodzi po kilkadziesiąt osób.

Ale to tylko przykład. Miasto od lat, dotując kluby, daje im rybę zamiast wędki. Funduje kroplówkę, która pozwala jakoś sklecić klubowy budżecik, ale nie daje - bo i nie może dać - szansy na rozwój. Obcięcie tych funduszy będzie bolesne dla tych klubów, być może doprowadzi do likwidacji niektórych sekcji, ale wydaje mi się konieczne w sytuacji, gdy miasto musi oszczędzać na wszystkim - miejskiej komunikacji, przedszkolach i szkołach czy inwestycjach.

Nawet w tych trudnych czasach nie zwalniam jednak samorządu z obowiązku wspierania sportu. Z tym, że wspierania sensownego i rozumianego jako dawanie wędki. Tą wędką jest infrastruktura - boiska, hale czy lodowiska, które służą nie tylko klubom, ale także nietrenującym w nich poznaniakom. Problem w tym, że po wydaniu grubo ponad 700 mln zł na mało funkcjonalny stadion, trudno będzie przekonać kogokolwiek do tego, że Poznań potrzebuje też mniejszego stadionu piłkarskiego, kilkutysięcznej hali z prawdziwego zdarzenia (o dużej, dziesięciotysięcznej hali, jakie stoją w Trójmieście czy Łodzi, nie śmiem nawet marzyć), remontu Areny czy budowy stadionu lekkoatletycznego i żużlowego. A potrzebuje, bo sport może rozwijać się bez gotówki przeznaczanej na kluby, ale nie może się rozwijać w sytuacji, gdy nie ma gdzie biegać, grać w piłkę czy w kosza.

To pewnie nie jest zadanie dla twórców budżetu na ten rok - większą siłę przebicia w walce o miliony z miejskiej kasy będą mieli płaczący rodzice z likwidowanych szkół. Ale kryzys kiedyś się skończy. Poznań powinien z niego wyjść z pomysłem na to, kiedy i za co wybudować boiska i hale, które są w nim bardzo potrzebne.

Marcin Wesołek

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy