Postrzelony prokurator ma powierzchowne obrażenia
09.01.2012
, aktualizacja: 09.01.2012 18:17
Płk. Mikołaj Przybył, zastępca wojskowego prokuratora okręgowego ds. przestępczości zorganizowanej usiłował popełnić samobójstwo podczas poniedziałkowej konferencji prasowej ws. badania bilingów dziennikarzy. Najpierw diagnozowano go w szpitalu, HCP, teraz trafił do szpitala przy ul. Przybyszewskiego
ZOBACZ TAKŻE
- Sprawa płk. Przybyła - śledztwo przeniesione z Poznania do Warszawy (11-01-12, 09:28)
- Prokurator zostaje w szpitalu. Jest z nim kontakt (10-01-12, 09:47)
- Zalewski: Pomysły likwidacji prokuratury wojskowej budziły wielki sprzeciw w środowisku śledczych (10-01-12, 06:00)
- Kolega Przybyła: "Zaplanował to. Wiedział, że wrócą po kamery" (09-01-12, 22:10)
- Postrzelony prokurator już po operacji (09-01-12, 21:31)
- Po samobójczej próbie płk. Przybyła: "Krzyknąłem, żeby przestali filmować" (09-01-12, 14:25)
- Poznaniacy niezadowoleni ze zmian w rozkładzie (09-01-12, 12:53)
- Strzał po śledztwie przeciekowym i inwigilacji dziennikarzy (09-01-12, 11:56)
- Prokurator Mikołaj Przybył postrzelił się podczas konferencji prasowej (09-01-12, 10:22)
Prokurator trafił do kliniki chirurgii szczękowo-twarzowej szpitala Klinicznego nr 2 w Poznaniu. - Stan chorego nie budzi większych zastrzeżeń z punktu widzenia medycznego. Obrażenia mają charakter powierzchowny - powiedział Krzysztof Osmola, ordynator Szpitala Klinicznego im. Heliodora Święcickiego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.
- Prokurator jest przytomny. Ma ranę postrzałową twarzoczaszki. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - mówił nam o godz. 12 Lesław Lenartowicz, prezes zarządu spółki CM HCP prowadzącej szpital HCP w Poznaniu. Po godz. 12 rzecznik prokuratury wojskowej w Poznaniu zakazał udzielania dalszych informacji o stanie zdrowia prokuratora.
Konferencja odbywała się w prokuraturze wojskowej w Poznaniu. Prokurator Przybył wygłosił oświadczenie, że prokuratura wojskowa w Poznaniu miała podstawy prawne, by żądać od operatorów telekomunikacyjnych danych personalnych, danych połączeń i treści esemesów.
- Pisząc nieprawdziwe i nieprecyzyjne słowa o łamaniu prawa przez Wojskowa Prokuraturę Okręgową w Poznaniu, wydział ds. przestępstwa zorganizowanych, zostaliśmy włączeni w kampanię zmierzającą do jak najszybszego zlikwidowania tej ostatniej zapory zapory przed systemem zorganizowanej przestępczości pozwalając na całkowite i bezkarne okradanie Wojska Polskiego. (...) Podkreślam, że w toku mojej całej służby jako prokurator nigdy nie przyniosłem ujmy Rzeczypospolitej Polskiej i będę bronić z całą stanowczością honoru oficera Wojska Polskiego i Prokuratora - powiedział podczas konferencji.
- Prokurator zapowiedział, że konferencja będzie podzielona na dwie części, najpierw wygłosi oświadczenie, a po przerwie będzie można zadawać pytania. Oświadczenie odczytywał bardzo emocjonalnie, dużo mówił o honorze oficera Wojska Polskiego. Podczas przerwy zauważyłem, że dziennikarze wracają na salę, też tam poszedłem. Za stołem zobaczyłem leżącego prokuratora w kałuży krwi - opowiada Rafał Pogrzebny, dziennikarz PAP.
- Usłyszeliśmy hałas, myśleliśmy, że to kamera się przewróciła. Dlatego na salę pierwsi wrócili operatorzy, potem weszliśmy my. Chcieliśmy wezwać pomoc, powiadomić kogoś, ale na tym korytarzu były tylko dwie przestraszone sekretarki. Dzwoniłam na 112, ale tam chciano mnie połączyć z policja, nie z pogotowiem. W końcu na miejscu zjawiła się żandarmeria wojskowa, a potem pogotowie - relacjonuje dziennikarka radia Zet Danka Woźnicka. - Natychmiast wszyscy wyciągnęli telefony, dzwoniliśmy na pogotowie. Chcieliśmy udzielić pierwszej pomocy, ale nas wyproszono. Prokurator postrzelił się w głowę - relacjonowała z miejsca zdarzenia dziennikarka TVP Agnieszka Bylica. Na miejsce przyjechało pogotowie. Rannego wyniesiono od tyłu budynku.
Informację o tym, że śledczy z wojskowej prokuratury w Poznaniu ściągnęli billingi dziennikarzy z sześciu miesięcy 2010 r. podała w grudniu "Rzeczpospolita". Chodziło o Cezarego Gmyza z "Rz" oraz Macieja Dudę z Tvn24.pl. Obaj pisali o katastrofie smoleńskiej. W listopadzie 2010 r. publikowali artykuły o tym, że kontrolerzy z lotniska w Smoleńsku zmienili swoje zeznania. Prokuratura nie podawała tego oficjalnie, więc uznała, że nastąpił przeciek. Podejrzewała, że informatorem dziennikarzy jest Marek Pasionek z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie.Samego Pasionka zawieszono i wszczęto śledztwo w sprawie jego kontaktów z mediami oraz przekazywania informacji o postępowaniu smoleńskim przedstawicielom władz USA. Ta sprawa została umorzona przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie.I to właśnie cywilna prokuratura powiadomiła w grudniu dziennikarzy, że Żandarmeria Wojskowa (na zlecenie wojskowej prokuratury z Poznania) ściągnęła od operatorów sieci komórkowych billingi z ich połączeniami oraz z numerami telefonów, na które wysyłali SMS-y. Co ważne, obaj przesłuchiwani wcześniej dziennikarze odmówili podania swoich źródeł informacji.W tej sprawie wypowiadała się poznańska prokuratura wojskowa. Występujący w jej imieniu płk Mikołaj Przybył oświadczył, że nie doszło do inwigilacji dziennikarzy. - Prokurator prowadzący sprawę nie miał pojęcia, czy rozmówcami sprawdzanych osób byli dziennikarze. Sprawdzaliśmy billingi prokuratorów, a nie dziennikarzy - zapewniał Przybył.Z akt śledztwa wynika jednak, że było inaczej.
- Prokurator jest przytomny. Ma ranę postrzałową twarzoczaszki. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - mówił nam o godz. 12 Lesław Lenartowicz, prezes zarządu spółki CM HCP prowadzącej szpital HCP w Poznaniu. Po godz. 12 rzecznik prokuratury wojskowej w Poznaniu zakazał udzielania dalszych informacji o stanie zdrowia prokuratora.
Konferencja odbywała się w prokuraturze wojskowej w Poznaniu. Prokurator Przybył wygłosił oświadczenie, że prokuratura wojskowa w Poznaniu miała podstawy prawne, by żądać od operatorów telekomunikacyjnych danych personalnych, danych połączeń i treści esemesów.
- Pisząc nieprawdziwe i nieprecyzyjne słowa o łamaniu prawa przez Wojskowa Prokuraturę Okręgową w Poznaniu, wydział ds. przestępstwa zorganizowanych, zostaliśmy włączeni w kampanię zmierzającą do jak najszybszego zlikwidowania tej ostatniej zapory zapory przed systemem zorganizowanej przestępczości pozwalając na całkowite i bezkarne okradanie Wojska Polskiego. (...) Podkreślam, że w toku mojej całej służby jako prokurator nigdy nie przyniosłem ujmy Rzeczypospolitej Polskiej i będę bronić z całą stanowczością honoru oficera Wojska Polskiego i Prokuratora - powiedział podczas konferencji.
- Prokurator zapowiedział, że konferencja będzie podzielona na dwie części, najpierw wygłosi oświadczenie, a po przerwie będzie można zadawać pytania. Oświadczenie odczytywał bardzo emocjonalnie, dużo mówił o honorze oficera Wojska Polskiego. Podczas przerwy zauważyłem, że dziennikarze wracają na salę, też tam poszedłem. Za stołem zobaczyłem leżącego prokuratora w kałuży krwi - opowiada Rafał Pogrzebny, dziennikarz PAP.
- Usłyszeliśmy hałas, myśleliśmy, że to kamera się przewróciła. Dlatego na salę pierwsi wrócili operatorzy, potem weszliśmy my. Chcieliśmy wezwać pomoc, powiadomić kogoś, ale na tym korytarzu były tylko dwie przestraszone sekretarki. Dzwoniłam na 112, ale tam chciano mnie połączyć z policja, nie z pogotowiem. W końcu na miejscu zjawiła się żandarmeria wojskowa, a potem pogotowie - relacjonuje dziennikarka radia Zet Danka Woźnicka. - Natychmiast wszyscy wyciągnęli telefony, dzwoniliśmy na pogotowie. Chcieliśmy udzielić pierwszej pomocy, ale nas wyproszono. Prokurator postrzelił się w głowę - relacjonowała z miejsca zdarzenia dziennikarka TVP Agnieszka Bylica. Na miejsce przyjechało pogotowie. Rannego wyniesiono od tyłu budynku.
Informację o tym, że śledczy z wojskowej prokuratury w Poznaniu ściągnęli billingi dziennikarzy z sześciu miesięcy 2010 r. podała w grudniu "Rzeczpospolita". Chodziło o Cezarego Gmyza z "Rz" oraz Macieja Dudę z Tvn24.pl. Obaj pisali o katastrofie smoleńskiej. W listopadzie 2010 r. publikowali artykuły o tym, że kontrolerzy z lotniska w Smoleńsku zmienili swoje zeznania. Prokuratura nie podawała tego oficjalnie, więc uznała, że nastąpił przeciek. Podejrzewała, że informatorem dziennikarzy jest Marek Pasionek z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie.Samego Pasionka zawieszono i wszczęto śledztwo w sprawie jego kontaktów z mediami oraz przekazywania informacji o postępowaniu smoleńskim przedstawicielom władz USA. Ta sprawa została umorzona przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie.I to właśnie cywilna prokuratura powiadomiła w grudniu dziennikarzy, że Żandarmeria Wojskowa (na zlecenie wojskowej prokuratury z Poznania) ściągnęła od operatorów sieci komórkowych billingi z ich połączeniami oraz z numerami telefonów, na które wysyłali SMS-y. Co ważne, obaj przesłuchiwani wcześniej dziennikarze odmówili podania swoich źródeł informacji.W tej sprawie wypowiadała się poznańska prokuratura wojskowa. Występujący w jej imieniu płk Mikołaj Przybył oświadczył, że nie doszło do inwigilacji dziennikarzy. - Prokurator prowadzący sprawę nie miał pojęcia, czy rozmówcami sprawdzanych osób byli dziennikarze. Sprawdzaliśmy billingi prokuratorów, a nie dziennikarzy - zapewniał Przybył.Z akt śledztwa wynika jednak, że było inaczej.
- 34 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Prokurator usiłował popełnić samobójstwo na kon...
berberysa
09.01.12, 11:51
Prokurator płk. Przybył i prokuratorzy wojskowi, wojskowi z 36 Pułku Lotnictwa, nie mogą protestować, jak np. lekarze. Płk Przybył powiedział o próbie rozwiązania prokuratury wojskowej, »
-
Postrzelony prokurator jest przytomny
jamj
09.01.12, 14:26
Dziwny to zamach samobójczy. Nie trafił w skroń?»
-
Postrzelony prokurator ma powierzchowne obrażenia
czarnyhs
09.01.12, 18:40
I całe szczęście, że Tobie - Mikołaju nie udało się. Życzę Tobie przede wszystkim zdrowia i sił, aby z tymi hienami walczyć po rekonwalescencji!!!!!»
Najczęściej czytane24 htydzień







więcej zdjęć