Autorka tej książki też była niejadkiem
25.12.2011
, aktualizacja: 23.12.2011 15:59
W setce najpiękniejszych książek świata wybranych w tym roku w konkursie CJ Picture Book Awards w Korei znalazła się "Gratka dla małego niejadka" z ilustracjami i tekstem Emilii Dziubak. Autorka mieszka w Poznaniu, ma 29 lat, to jej pierwsza książka.
Violetta Szostak: Podoba mi się ilustracja do przepisu na kompot z suszonych owoców: w świątecznej scenerii mroczna rodzinka owocopodobnych stworzeń. Upozowana trochę na wzór świętej rodziny. Dzieci się nie przestraszą?
Emilia Dziubak: Dzieci się śmieją. To nam się wydaje, że dzieci lubią tylko różowe obrazki. Choć przyznam się, że gdy wydawnictwo zorganizowało pierwsze warsztaty dla dzieci z moją książką, byłam przerażona idąc tam. A jak nie spodoba im się moja książka?! Dorosły chociaż uda, że mu się podoba, a dziecko nie. Ale dzieci były zachwycone. Jadły marchewki, które im rozdawaliśmy i rysowały. Tak jak chciałam.
Masz dzieci?
- Nie.
Skąd wiesz, jak rysować dla dzieci?
- Sama jestem jeszcze dzieckiem. Tak mi się wydaje. Szczerze mówiąc robiłam tę książkę dla siebie.
Byłaś niejadkiem?
- Strasznym. Do tej pory jestem. Ludzie mnie ciągle pytają: "Taka blada jesteś, jadłaś dziś śniadanie?".
Skąd się właściwie wzięłaś? Skąd biorą się te twoje fantastyczne postacie?
- Kiedy byłam mała, wyobrażałam sobie, że wszystko chodzi i ma oczy. Dorosłam i nadal tak miałam. W szkole nauczyciele zaczęli się niepokoić: "Masz 15 lat i nadal takie infantylne myślenie o rzeczywistości?". A ja uwielbiałam wszystko personifikować. Rysowałam dom z oczami i wyobrażałam sobie, jak się rusza. Dziś uwielbiam zderzać patetyczne z absurdem np. gdy w stylowej martwej naturze pojawia się znienacka spersonifikowany robal. Myślę, że tkwi w tym podświadomy bunt przeciwko przesadnej powadze w traktowaniu rzeczywistości, chęć ujrzenia jej z innej strony.
Dzieciństwo spędziłaś z kredkami?
- Tak, zawsze kredki, farby. Jak mi się coś spodobało w sklepie, nie marzyłam, żeby to kupić, ale myślałam, jak to zrobić albo narysować. Lubiłam kopiować obrazy z książek. A że moja mama miała bardzo dużo albumów i uwielbiała van Gogha, więc kopiowałam te "van Goghi".
Mama też malowała?
- Hobbystycznie. Kończyła technikum budowlane. Ja zresztą też. Moja mama prowadziła "zakład reklam", tak to się wtedy nazywało. Kiedy byłam mała, siedziałam przy niej, gdy rysowała, czasem do późnego wieczora. Raz domalowałam coś na szyldzie. Mama popatrzyła: "Dobrze". I malowałam dalej z mamą. Klienci nawet nie wiedzieli, że 8-letnie dziecko malowało dla nich szyldy.
Pochodzisz z Poznania?
- Z Dęblina w Lubelskiem. Do Poznania przyjechałam na studia, razem z moim przyszłym mężem, para podlotków. Nikogo tu nie znaliśmy. Wybraliśmy Poznań drogą eliminacji: nie chcieliśmy do Warszawy, do Krakowa jakoś też nie... Dziś cieszę się, że podjęliśmy właśnie taką decyzję.
Szukałam w księgarni innych twoich książek, nie mogłam znaleźć.
- No właśnie, prosiłaś, żebym przyniosła wszystkie, a "Gratka..." to na razie jedyny mój książkowy dobytek. Ilustruję dopiero od dwóch lat. Zanim pojawiła się książka, rysowałam m.in. dla "Przekroju". Ale przedtem robiłam zupełnie coś innego. Skończyłam grafikę warsztatową na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Wiesz, na czym to polega?
Opowiedz.
- To tradycyjne metody uzyskiwania grafik. Ja specjalizowałam się w technikach metalowych, robiliśmy dokładnie to samo co Dürer wieki temu. Skrobaliśmy w blasze, tworzyliśmy matryce, z których potem odbijaliśmy grafiki.
Emilia Dziubak: Dzieci się śmieją. To nam się wydaje, że dzieci lubią tylko różowe obrazki. Choć przyznam się, że gdy wydawnictwo zorganizowało pierwsze warsztaty dla dzieci z moją książką, byłam przerażona idąc tam. A jak nie spodoba im się moja książka?! Dorosły chociaż uda, że mu się podoba, a dziecko nie. Ale dzieci były zachwycone. Jadły marchewki, które im rozdawaliśmy i rysowały. Tak jak chciałam.
Masz dzieci?
- Nie.
Skąd wiesz, jak rysować dla dzieci?
- Sama jestem jeszcze dzieckiem. Tak mi się wydaje. Szczerze mówiąc robiłam tę książkę dla siebie.
Byłaś niejadkiem?
- Strasznym. Do tej pory jestem. Ludzie mnie ciągle pytają: "Taka blada jesteś, jadłaś dziś śniadanie?".
Skąd się właściwie wzięłaś? Skąd biorą się te twoje fantastyczne postacie?
- Kiedy byłam mała, wyobrażałam sobie, że wszystko chodzi i ma oczy. Dorosłam i nadal tak miałam. W szkole nauczyciele zaczęli się niepokoić: "Masz 15 lat i nadal takie infantylne myślenie o rzeczywistości?". A ja uwielbiałam wszystko personifikować. Rysowałam dom z oczami i wyobrażałam sobie, jak się rusza. Dziś uwielbiam zderzać patetyczne z absurdem np. gdy w stylowej martwej naturze pojawia się znienacka spersonifikowany robal. Myślę, że tkwi w tym podświadomy bunt przeciwko przesadnej powadze w traktowaniu rzeczywistości, chęć ujrzenia jej z innej strony.
Dzieciństwo spędziłaś z kredkami?
- Tak, zawsze kredki, farby. Jak mi się coś spodobało w sklepie, nie marzyłam, żeby to kupić, ale myślałam, jak to zrobić albo narysować. Lubiłam kopiować obrazy z książek. A że moja mama miała bardzo dużo albumów i uwielbiała van Gogha, więc kopiowałam te "van Goghi".
Mama też malowała?
- Hobbystycznie. Kończyła technikum budowlane. Ja zresztą też. Moja mama prowadziła "zakład reklam", tak to się wtedy nazywało. Kiedy byłam mała, siedziałam przy niej, gdy rysowała, czasem do późnego wieczora. Raz domalowałam coś na szyldzie. Mama popatrzyła: "Dobrze". I malowałam dalej z mamą. Klienci nawet nie wiedzieli, że 8-letnie dziecko malowało dla nich szyldy.
Pochodzisz z Poznania?
- Z Dęblina w Lubelskiem. Do Poznania przyjechałam na studia, razem z moim przyszłym mężem, para podlotków. Nikogo tu nie znaliśmy. Wybraliśmy Poznań drogą eliminacji: nie chcieliśmy do Warszawy, do Krakowa jakoś też nie... Dziś cieszę się, że podjęliśmy właśnie taką decyzję.
Szukałam w księgarni innych twoich książek, nie mogłam znaleźć.
- No właśnie, prosiłaś, żebym przyniosła wszystkie, a "Gratka..." to na razie jedyny mój książkowy dobytek. Ilustruję dopiero od dwóch lat. Zanim pojawiła się książka, rysowałam m.in. dla "Przekroju". Ale przedtem robiłam zupełnie coś innego. Skończyłam grafikę warsztatową na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Wiesz, na czym to polega?
Opowiedz.
- To tradycyjne metody uzyskiwania grafik. Ja specjalizowałam się w technikach metalowych, robiliśmy dokładnie to samo co Dürer wieki temu. Skrobaliśmy w blasze, tworzyliśmy matryce, z których potem odbijaliśmy grafiki.
1
2
następne »
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Autorka tej książki też była niejadkiem
paolobin
25.12.11, 21:58
Pani Emilio, gratuluję, już się zakochałem w Pani blaskach cieniowania...»
-
Autorka tej książki też była niejadkiem
jorka
25.12.11, 23:07
Pani Emilia rewelacyjnie rysuje! Widziałam jej prace w zeszłym roku na Festiwalu Sztuki - stałam przed jej stoiskiem i śmiałam się w głos, spersonifikowane robale są ekstra!»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć