Proces "Litara": Od porządku na trybunie są kibice

Piotr Żytnicki
30.11.2011 , aktualizacja: 30.11.2011 18:57
A A A Drukuj
Kibice Lecha nie pamiętają, czy ich szef poniewierał rodzinę z dziećmi. Pamiętają, że opluty przez niego kibic był pijany.

Źródło: Monitoring stadionu
"Litar" atakuje rodzinę z dziećmi na meczu reprezentacji Polski w Poznaniu (zdjęcie z monitoringu)
W poznańskim sądzie trwa proces Krzysztofa M., ksywa "Litar", szefa stowarzyszenia kibiców "Wiara Lecha". Prokuratura oskarża go o naruszenie nietykalności cielesnej jednego z kibiców oraz znieważenie przez plucie, a kluczowym dowodem jest nagranie z poznańskiego stadionu, które ujawniła "Gazeta".

Na filmie z monitoringu widać, jak "Litar", tuż przed meczem reprezentacji Polski w listopadzie ub.r., podchodzi do kibica w biało-czerwonym stroju, popycha go, uderza głową i opluwa. Gdy inny kibol zwala oplutego z nóg, z górnej części trybuny schodzą dwie kobiety i dzieci. To rodzina zaatakowanego. Kobiety próbują uspokoić sytuację, ale "Litar" pluje w kierunku jednej z nich.

Przed sądem szef "Wiary Lecha" stwierdził, że nie uderzył i nie opluł kibica. Co więc zrobił? Zbliżył tylko głowę, a kibic wycierał twarz, bo się spocił.

W środe "Litar" nie przyszedł do sądu. Zeznawali tam kibice Lecha, którzy mieli widzieć zajście na stadionie. Zgłosili się sami, odpowiadając na apel zamieszczony na forum internetowym "Wiary Lecha".

W pamięć zapadła im głównie sponiewierana rodzina. Jeden ze świadków zeznał, że jechała na mecz tym samym tramwajem, a opluty kibic pił w nim alkohol, był głośny i wulgarny. Inny świadek wypatrzył oplutego w tłumie kibiców pod stadionem. Jest pewien, że mężczyzna był pijany. - Bo krzyczał coś bezsensownego i się zataczał - przekonywał.

A jak długo go widział? Świadek: - Kilka sekund.

Już na stadionie "Litar", jak twierdzą kibice, kulturalnie poprosił pijanego o opuszczenie trybuny. - Dbamy o wizerunek. Pijane osoby nie są mile widziane - mówili kibice.

Po co te zeznania? Obrońca "Litara", co sam przyznał, chce przekonać sąd, że nie był to chuligański atak, a interwencja szefa kiboli była uzasadniona.

Jak wyglądała ta interwencja, świadkowie nie pamiętali, choć jeden z nich miał stać parę kroków od szefa "Wiary Lecha". Kibic ten zeznał, że gdy "Litar" miał pluć i uderzać, odwrócił wzrok na dziesięć sekund.

Sponiewierana rodzina od początku twierdzi, że przyczyną agresji były ich biało-czerwone stroje. "Litar" miał wyzwać ich od "pikników", dla których nie ma miejsce na trybunie fanatycznych kibiców Lecha.



Jeden z nich przyznał w środe, że kibice kazali oplutemu usunąć z policzka namalowaną biało-czerwoną flagę: - Bo była rozmazana, a to hańbienie barw narodowych.

- Skoro był pijany, to dlaczego nie powiadomiono ochrony? - dociekał prokurator.

- Na tej trybunie kibice sami dbają o porządek - odpowiedział jeden ze świadków.

"Litar" chce też przekonać sąd, że przyczynił się do poprawy bezpieczeństwa na stadionie. O jego zasługach miał opowiedzieć były prezes Lecha Andrzej Kadziński. Ten jednak, choć odebrał wezwanie, na rozprawie się nie pojawił. Sąd nałożył na niego 500 zł kary.

Kolejna rozprawa w styczniu.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 30 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy