Ryszard, chciałbym, żeby cię tu nie było
21.10.2011
, aktualizacja: 20.10.2011 17:11
Problemem nie jest to, że Poznań znalazł się pod finansową ścianą. Problemem jest to, że u prezydenta brakuje refleksji, że można było zrobić coś inaczej, lepiej zarządzać finansami i inwestycjami, coś zmienić na przyszłość - mówi radny PO Łukasz Mikuła.
ZOBACZ TAKŻE
- Grobelny pokaże budżet na 2012 r. (14-11-11, 16:58)
- Radny PiS: budujemy sobie piramidy i Sfinksa (05-11-11, 11:00)
- PO: Prezydencie, łatwo nie będzie (03-11-11, 16:35)
- Czy palatium Mieszka przebudowano w wieżę? (20-10-11, 20:01)
- Koncert Stinga pod lupą prokuratury (20-10-11, 19:41)
- Grobelny: bilety muszą podrożeć, termy na sprzedaż (15-10-11, 10:00)
- Budżet Poznania 2012: jak wyjść ze ślepej uliczki? (04-10-11, 21:28)
Michał Wybieralski: Wywiad "Gazety" z prezydentem Ryszardem Grobelnym o cięciach w przyszłorocznym budżecie Poznania skomentował pan na Facebooku słowami: "Tragedia. Niektórzy ludzie w ogóle nie uczą się na swoich błędach". Jakie błędy popełnił prezydent i czego się nie nauczył?
Łukasz Mikuła, radny PO: W trudnej sytuacji finansowej miasto powinno szczególnie starannie wybierać inwestycje, które realizuje i zastanowić się nad ich rozmachem. Kilka ostatnich inwestycji w Poznaniu to przykład nadmiernej gigantomanii - przedsięwzięć potrzebnych, które mogłyby jednak być tańsze. Mówię o stadionie, części sportowej Term Maltańskich, podziemnej trasie tramwajowej na Franowo. Decyzja o zwiększeniu pojemności stadionu być może faktycznie - jak mówi prezydent - nie spowodowała znaczącego wzrostu kosztów inwestycji, choć trudno to sprawdzić. Tylko co oznacza "znaczący"? W przypadku tej inwestycji 10 czy 15 proc. wzrostu kosztów to przecież olbrzymie sumy! Trzeba pamiętać, że każda dodatkowa złotówka wydana na stadion oznacza, że nie wydaliśmy dwóch złotych na inwestycje transportowe.
Jak to?
- Stadion nie był dofinansowany ze środków Unii Europejskiej, a inwestycje np. w transport zbiorowy są dotowane mniej więcej na poziomie 50 proc. wartości. Więc każda złotówka przesunięta z budowy stadionu, dałaby nam dodatkową złotówkę z Unii. Czas największego wysiłku inwestycyjnego w historii Poznania - jak powiedział w "Gazecie" prezydent o ostatnich latach - nie rozwiązał głównych problemów Poznania. Rozwiązał tylko jeden problem i to połowicznie - mamy gdzie rozgrywać zawody sportowe najwyższej rangi, ale tylko piłkarskie i pływackie. Bo już wielofunkcyjnej hali sportowo-widowiskowej na kilkanaście tysięcy osób Poznań wciąż nie ma. Z kolei problem garażowania tramwajów i dojazdu do nowej zajezdni na Franowie stworzyliśmy sobie sami, sprzedając zajezdnię przy Gajowej, która wciąż stoi niezagospodarowana.
Prezydent Grobelny firmował rozbudowę stadionu, budowę gigantycznych Term czy trasy na Franowo. Ale w głosowaniu poparli to przecież radni PO. Czy w takim razie Platforma nauczyła się czegoś na swoich błędach?
- Faktycznie, te inwestycje - mniej lub bardziej dobrowolnie - były akceptowane przez PO...
Co to znaczy "mniej dobrowolnie"?
- Prezydent często stawia radę miasta pod ścianą, najczęściej na dwa sposoby: "na Unię" i "na Euro". Miasto zgłasza swoje projekty, bez konsultacji z radą, do dotacji unijnych i je otrzymuje. I dobrze, ale nie zawsze są to te przedsięwzięcia, które rada uznaje za najpilniejsze. A prezydent mówi: trzeba uchwalić pieniądze na wkład własny, bo inaczej stracimy dotację. Ogranicza to swobodę przerzucania środków na inne ważne inwestycje. To miękka forma nacisku, którą prezydent stosował np. przy okazji Poznańskiej Elektronicznej Karty Aglomeracyjnej, choć przez kilka lat nie było większych postępów we wdrażaniu projektu. Radni PO poparli też wydatki na wiadukty na Grunwaldzkiej nad planowaną III ramą komunikacyjną (choć nie wszyscy, ja miałem inne zdanie w tej sprawie), bo urzędnicy przekonywali nas, że wykreślenie wiaduktów nie pozwoli nam zdążyć z Grunwaldzką na Euro. Dziś się okazuje, że i tak budowa wiaduktów nie zakończy się przed piłkarskimi mistrzostwami. Radni mogą czuć się zmanipulowani. Euro 2012 jest stałym argumentem prezydenta przed głosowaniami w radzie. Mówi się, że pewne inwestycje są wymaganiami UEFA, a potem okazuje się, że niekoniecznie i można z nich rezygnować (wydzielone torowisko na Dąbrowskiego) albo przesuwać je na później (np. PST do Dworca Zachodniego, Kaponiera). Trzeba pamiętać, że radni nie mają pełnego bieżącego dostępu do informacji o realizacji budżetu, zmianach kosztów prowadzonych inwestycji, podpisanych umowach. Nie wiemy, z czego jeszcze można zrezygnować, a z czego już nie. Prezydent ma tę wiedzę, a tym samym przewagę nad radnymi.
Fakt, że Platforma wiele akceptowała, ale też mocno zmieniła się po ostatnich wyborach samorządowych. Widząc konsekwencje dotychczasowych propozycji prezydenta, zmieniliśmy swoją optykę, pilniej przyglądamy się niektórym inwestycjom i planom, staliśmy się bardziej krytyczni wobec prezydenta. A on nadal twierdzi, że wszystko robi dobrze i nadal zamierza działać w ten sam sposób.
W rozmowie z "Gazetą" prezydent Grobelny przerzuca część odpowiedzialności za sytuację finansową Poznania na radę miasta, w domyśle - na PO, która w poprzedniej kadencji miała większość. Mówi, że trzeba było uchwalać coroczne podwyżki cen biletów, wcześniej zreorganizować sieć szkół, co dałoby kilkanaście milionów złotych oszczędności. Ponoć radni nie chcieli się na to zgodzić.
- Nie byłem radnym w poprzedniej kadencji, więc nie wiem o wszystkich zakulisowych rozmowach. Faktem jest to, że prezydent nie złożył takich uchwał do rady miasta, nie wywołał dyskusji. Na pewno PO była gotowa już wcześniej do rozmowy o restrukturyzacji finansów Poznania.
Prezydent wierzy, że w latach 2014-20 uda się zdobyć dofinansowanie z Unii na III ramę. To realne? Czy inwestycja w III ramę ma sens?
- To olbrzymi projekt, za kilka miliardów. Niektóre jego elementy rzeczywiście mają szanse na dofinansowanie, można je zbudować do 2020 r. i są sensowne. Mówię o wiaduktach na Lutyckiej (Wola, Podolany), Lechickiej i Bałtyckiej czy o fragmencie trasy obok specjalnej strefy ekonomicznej na Żegrzu. To byłaby wreszcie jakaś inwestycja nie czysto konsumpcyjna, a prodochodowa - w przyszłości przyniesie wpływ do kasy miasta z podatków płaconych przez firmy ze strefy. Moim zdaniem, budowę III ramy "po kawałku", bo tylko taka forma jest możliwa przy naszym budżecie, można prowadzić na trzy sposoby. Można zacząć od tworzenia nowych odcinków bez pełnej bezkolizyjności, takich jak np. zbudowana już ul. Szwedzka koło M1. Drugi scenariusz: na początku budujemy wiadukty na istniejących już odcinkach III ramy, np. w ciągu Lutycka - Lechicka - Bałtycka. Niestety, prezydent preferuje trzeci sposób - stawianie wiaduktów nad nieistniejącymi odcinkami III ramy! To najgorsze rozwiązanie, przykładem wiadukty na Bukowskiej i Grunwaldzkiej. Nie mając żadnej realnej perspektywy budowy III ramy w tych miejscach w ciągu najbliższych 10-15 lat, betonujemy tam w dziurach w ziemi kilkadziesiąt milionów złotych.
Prezydent Grobelny uzależnia preferencje dla transportu zbiorowego w śródmieściu od budowy wewnątrzmiejskiej obwodnicy, czyli właśnie III ramy.
- To kompletna aberracja, błędna polityka. Jej kontynuacja oznaczałaby, że przed 2040 r. nie mamy co liczyć na rozwój transportu publicznego w śródmieściu, bo będziemy przez cały ten czas budować wyłącznie jedną obwodnicę za kilka miliardów. W ubiegłym tygodniu byłem w Hanowerze, gdzie w centrum tramwaje jeżdżą pod ziemią. Poznań budowę podziemnej linii tramwajowych zaczyna od trasy do peryferyjnych centrów handlowych na Franowie.
Czy Platforma będzie starała się zmienić tę politykę prezydenta poprzez głosowania w radzie miasta?
- W krótkiej perspektywie w sprawie największych inwestycji niewiele da się zrobić. Część z nich już trwa, a na inne są podpisane umowy z wykonawcami. Na nowe duże inwestycje stać nas będzie dopiero po 2014 r. Musimy się do tego przygotować: strategicznie przemyśleć, co chcemy i powinniśmy wtedy rozpocząć, by prezydent znów nie zarzucił nas swoimi nie zawsze przemyślanymi projektami. Choć już teraz są możliwe ulepszenia komunikacji zbiorowej i przestrzeni publicznej w śródmieściu i nad Wartą. Można tu działać małymi krokami, za kilka milionów złotych rocznie. PO będzie zapewne szła w tym kierunku.
Co sądzi pan o planach oszczędności w budżecie Poznania, które przedstawił prezydent?
- Nie znamy żadnych szczegółów, tylko kwoty do zaoszczędzenia w poszczególnych dziedzinach życia. Wydaje mi się, że na razie nawet prezydent nie wie, jak obciąć wydatki np. na oświatę i kulturę o tyle milionów, o ile sobie założył.
Ze słów prezydenta wynika, że Poznań będzie miał wielkie problemy transportowe. Po dzisiejszych remontach i korkach czekają nas podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, rzadsze kursy autobusów i tramwajów, bardziej dziurawe i gorzej odśnieżane ulice. Nie obawia się pan tego?
- Boję się, że poznaniacy zniechęcą się do korzystania z komunikacji publicznej. Jestem też ciekawy, jak prezydent zamierza wytłumaczyć im, że wydaje miliony na wiadukty nad wielkimi dziurami w ziemi, a mieszkańcy mają jeździć po dziurach trochę mniejszych - na poznańskich ulicach.
Podoba się panu to, jak prezydent uwzględnił wyniki sondażu budżetowego wśród mieszkańców w planach przyszłorocznych oszczędności?
- Prezydent twierdzi, że po sondażu zwiększył cięcia w administracji. Oszczędności wyniosą tam teraz około 3 mln zł. To nie jest duża kwota w stosunku do innych dziedzin, więc wcześniej chyba nic nie chciał tam oszczędzać. Nie wydaje mi się więc, by sondaż miał wielki wpływ na decyzje prezydenta.
Swój komentarz do wywiadu prezydenta dla "Gazety" zakończył pan na Facebooku słowami "Wish you weren't here Ryszard" ("chciałbym, żeby cię tu nie było").
- Bo widziałbym go raczej w Warszawie, w parlamencie, gdzie, ze swoim doświadczeniem, powalczyłby o sprawy samorządowe. Ale zmiana na stanowisku prezydenta przydałaby się miastu. Problemem nawet nie jest to, że Poznań znalazł się pod finansową ścianą. Problemem jest to, że u prezydenta brakuje refleksji, że można było zrobić coś inaczej, lepiej zarządzać finansami i inwestycjami, coś zmienić na przyszłość. Jak ktoś nie zauważa własnych błędów, wyłącznie cudze, to jest to niebezpieczne.
Łukasz Mikuła, radny PO: W trudnej sytuacji finansowej miasto powinno szczególnie starannie wybierać inwestycje, które realizuje i zastanowić się nad ich rozmachem. Kilka ostatnich inwestycji w Poznaniu to przykład nadmiernej gigantomanii - przedsięwzięć potrzebnych, które mogłyby jednak być tańsze. Mówię o stadionie, części sportowej Term Maltańskich, podziemnej trasie tramwajowej na Franowo. Decyzja o zwiększeniu pojemności stadionu być może faktycznie - jak mówi prezydent - nie spowodowała znaczącego wzrostu kosztów inwestycji, choć trudno to sprawdzić. Tylko co oznacza "znaczący"? W przypadku tej inwestycji 10 czy 15 proc. wzrostu kosztów to przecież olbrzymie sumy! Trzeba pamiętać, że każda dodatkowa złotówka wydana na stadion oznacza, że nie wydaliśmy dwóch złotych na inwestycje transportowe.
Jak to?
- Stadion nie był dofinansowany ze środków Unii Europejskiej, a inwestycje np. w transport zbiorowy są dotowane mniej więcej na poziomie 50 proc. wartości. Więc każda złotówka przesunięta z budowy stadionu, dałaby nam dodatkową złotówkę z Unii. Czas największego wysiłku inwestycyjnego w historii Poznania - jak powiedział w "Gazecie" prezydent o ostatnich latach - nie rozwiązał głównych problemów Poznania. Rozwiązał tylko jeden problem i to połowicznie - mamy gdzie rozgrywać zawody sportowe najwyższej rangi, ale tylko piłkarskie i pływackie. Bo już wielofunkcyjnej hali sportowo-widowiskowej na kilkanaście tysięcy osób Poznań wciąż nie ma. Z kolei problem garażowania tramwajów i dojazdu do nowej zajezdni na Franowie stworzyliśmy sobie sami, sprzedając zajezdnię przy Gajowej, która wciąż stoi niezagospodarowana.
Prezydent Grobelny firmował rozbudowę stadionu, budowę gigantycznych Term czy trasy na Franowo. Ale w głosowaniu poparli to przecież radni PO. Czy w takim razie Platforma nauczyła się czegoś na swoich błędach?
- Faktycznie, te inwestycje - mniej lub bardziej dobrowolnie - były akceptowane przez PO...
Co to znaczy "mniej dobrowolnie"?
- Prezydent często stawia radę miasta pod ścianą, najczęściej na dwa sposoby: "na Unię" i "na Euro". Miasto zgłasza swoje projekty, bez konsultacji z radą, do dotacji unijnych i je otrzymuje. I dobrze, ale nie zawsze są to te przedsięwzięcia, które rada uznaje za najpilniejsze. A prezydent mówi: trzeba uchwalić pieniądze na wkład własny, bo inaczej stracimy dotację. Ogranicza to swobodę przerzucania środków na inne ważne inwestycje. To miękka forma nacisku, którą prezydent stosował np. przy okazji Poznańskiej Elektronicznej Karty Aglomeracyjnej, choć przez kilka lat nie było większych postępów we wdrażaniu projektu. Radni PO poparli też wydatki na wiadukty na Grunwaldzkiej nad planowaną III ramą komunikacyjną (choć nie wszyscy, ja miałem inne zdanie w tej sprawie), bo urzędnicy przekonywali nas, że wykreślenie wiaduktów nie pozwoli nam zdążyć z Grunwaldzką na Euro. Dziś się okazuje, że i tak budowa wiaduktów nie zakończy się przed piłkarskimi mistrzostwami. Radni mogą czuć się zmanipulowani. Euro 2012 jest stałym argumentem prezydenta przed głosowaniami w radzie. Mówi się, że pewne inwestycje są wymaganiami UEFA, a potem okazuje się, że niekoniecznie i można z nich rezygnować (wydzielone torowisko na Dąbrowskiego) albo przesuwać je na później (np. PST do Dworca Zachodniego, Kaponiera). Trzeba pamiętać, że radni nie mają pełnego bieżącego dostępu do informacji o realizacji budżetu, zmianach kosztów prowadzonych inwestycji, podpisanych umowach. Nie wiemy, z czego jeszcze można zrezygnować, a z czego już nie. Prezydent ma tę wiedzę, a tym samym przewagę nad radnymi.
Fakt, że Platforma wiele akceptowała, ale też mocno zmieniła się po ostatnich wyborach samorządowych. Widząc konsekwencje dotychczasowych propozycji prezydenta, zmieniliśmy swoją optykę, pilniej przyglądamy się niektórym inwestycjom i planom, staliśmy się bardziej krytyczni wobec prezydenta. A on nadal twierdzi, że wszystko robi dobrze i nadal zamierza działać w ten sam sposób.
W rozmowie z "Gazetą" prezydent Grobelny przerzuca część odpowiedzialności za sytuację finansową Poznania na radę miasta, w domyśle - na PO, która w poprzedniej kadencji miała większość. Mówi, że trzeba było uchwalać coroczne podwyżki cen biletów, wcześniej zreorganizować sieć szkół, co dałoby kilkanaście milionów złotych oszczędności. Ponoć radni nie chcieli się na to zgodzić.
- Nie byłem radnym w poprzedniej kadencji, więc nie wiem o wszystkich zakulisowych rozmowach. Faktem jest to, że prezydent nie złożył takich uchwał do rady miasta, nie wywołał dyskusji. Na pewno PO była gotowa już wcześniej do rozmowy o restrukturyzacji finansów Poznania.
Prezydent wierzy, że w latach 2014-20 uda się zdobyć dofinansowanie z Unii na III ramę. To realne? Czy inwestycja w III ramę ma sens?
- To olbrzymi projekt, za kilka miliardów. Niektóre jego elementy rzeczywiście mają szanse na dofinansowanie, można je zbudować do 2020 r. i są sensowne. Mówię o wiaduktach na Lutyckiej (Wola, Podolany), Lechickiej i Bałtyckiej czy o fragmencie trasy obok specjalnej strefy ekonomicznej na Żegrzu. To byłaby wreszcie jakaś inwestycja nie czysto konsumpcyjna, a prodochodowa - w przyszłości przyniesie wpływ do kasy miasta z podatków płaconych przez firmy ze strefy. Moim zdaniem, budowę III ramy "po kawałku", bo tylko taka forma jest możliwa przy naszym budżecie, można prowadzić na trzy sposoby. Można zacząć od tworzenia nowych odcinków bez pełnej bezkolizyjności, takich jak np. zbudowana już ul. Szwedzka koło M1. Drugi scenariusz: na początku budujemy wiadukty na istniejących już odcinkach III ramy, np. w ciągu Lutycka - Lechicka - Bałtycka. Niestety, prezydent preferuje trzeci sposób - stawianie wiaduktów nad nieistniejącymi odcinkami III ramy! To najgorsze rozwiązanie, przykładem wiadukty na Bukowskiej i Grunwaldzkiej. Nie mając żadnej realnej perspektywy budowy III ramy w tych miejscach w ciągu najbliższych 10-15 lat, betonujemy tam w dziurach w ziemi kilkadziesiąt milionów złotych.
Prezydent Grobelny uzależnia preferencje dla transportu zbiorowego w śródmieściu od budowy wewnątrzmiejskiej obwodnicy, czyli właśnie III ramy.
- To kompletna aberracja, błędna polityka. Jej kontynuacja oznaczałaby, że przed 2040 r. nie mamy co liczyć na rozwój transportu publicznego w śródmieściu, bo będziemy przez cały ten czas budować wyłącznie jedną obwodnicę za kilka miliardów. W ubiegłym tygodniu byłem w Hanowerze, gdzie w centrum tramwaje jeżdżą pod ziemią. Poznań budowę podziemnej linii tramwajowych zaczyna od trasy do peryferyjnych centrów handlowych na Franowie.
Czy Platforma będzie starała się zmienić tę politykę prezydenta poprzez głosowania w radzie miasta?
- W krótkiej perspektywie w sprawie największych inwestycji niewiele da się zrobić. Część z nich już trwa, a na inne są podpisane umowy z wykonawcami. Na nowe duże inwestycje stać nas będzie dopiero po 2014 r. Musimy się do tego przygotować: strategicznie przemyśleć, co chcemy i powinniśmy wtedy rozpocząć, by prezydent znów nie zarzucił nas swoimi nie zawsze przemyślanymi projektami. Choć już teraz są możliwe ulepszenia komunikacji zbiorowej i przestrzeni publicznej w śródmieściu i nad Wartą. Można tu działać małymi krokami, za kilka milionów złotych rocznie. PO będzie zapewne szła w tym kierunku.
Co sądzi pan o planach oszczędności w budżecie Poznania, które przedstawił prezydent?
- Nie znamy żadnych szczegółów, tylko kwoty do zaoszczędzenia w poszczególnych dziedzinach życia. Wydaje mi się, że na razie nawet prezydent nie wie, jak obciąć wydatki np. na oświatę i kulturę o tyle milionów, o ile sobie założył.
Ze słów prezydenta wynika, że Poznań będzie miał wielkie problemy transportowe. Po dzisiejszych remontach i korkach czekają nas podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, rzadsze kursy autobusów i tramwajów, bardziej dziurawe i gorzej odśnieżane ulice. Nie obawia się pan tego?
- Boję się, że poznaniacy zniechęcą się do korzystania z komunikacji publicznej. Jestem też ciekawy, jak prezydent zamierza wytłumaczyć im, że wydaje miliony na wiadukty nad wielkimi dziurami w ziemi, a mieszkańcy mają jeździć po dziurach trochę mniejszych - na poznańskich ulicach.
Podoba się panu to, jak prezydent uwzględnił wyniki sondażu budżetowego wśród mieszkańców w planach przyszłorocznych oszczędności?
- Prezydent twierdzi, że po sondażu zwiększył cięcia w administracji. Oszczędności wyniosą tam teraz około 3 mln zł. To nie jest duża kwota w stosunku do innych dziedzin, więc wcześniej chyba nic nie chciał tam oszczędzać. Nie wydaje mi się więc, by sondaż miał wielki wpływ na decyzje prezydenta.
Swój komentarz do wywiadu prezydenta dla "Gazety" zakończył pan na Facebooku słowami "Wish you weren't here Ryszard" ("chciałbym, żeby cię tu nie było").
- Bo widziałbym go raczej w Warszawie, w parlamencie, gdzie, ze swoim doświadczeniem, powalczyłby o sprawy samorządowe. Ale zmiana na stanowisku prezydenta przydałaby się miastu. Problemem nawet nie jest to, że Poznań znalazł się pod finansową ścianą. Problemem jest to, że u prezydenta brakuje refleksji, że można było zrobić coś inaczej, lepiej zarządzać finansami i inwestycjami, coś zmienić na przyszłość. Jak ktoś nie zauważa własnych błędów, wyłącznie cudze, to jest to niebezpieczne.
- 64 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Nie "cię" ale "Cię"
alfalfa
21.10.11, 12:19
tak pisze się po polsku.A.»
-
Wyborcza, chciałbym, żeby cię tu nie było
qwardian
21.10.11, 14:15
> Bo widziałbym go raczej w Warszawie, w parlamencieSejm wymaga dezynfekcji, po ostatnich wyborach. Ja oczywiście chcę Ryszarda Grobelnego, który wyciągnął Poznań z wielkiej dziury i »
-
Ryszard, chciałbym, żeby cię tu nie było
marek.es
09.04.12, 13:42
Problemem jest to, że Ryszard nie widzi w tym żadnej swojej winy.Rządzi miastem od 3 kadencji, więc powinien użyć zaimka "ja". Jeżeli nie używa, to znaczy,że nie wie co mówi (psychiaryk może»
Najczęściej czytane24 htydzień




