Koniec sądu nad Szwakami. Dzieci zostaną z rodzicami
30.09.2011
, aktualizacja: 30.09.2011 21:52
- Koniec, naprawdę? - Szwakowie wyszli w piątek z sali rozpraw i nie dowierzali, że to już koniec sądowej batalii. Sąd po dwóch latach zamknął wczoraj sprawę i uznał, że nie odbierze im dzieci
ZOBACZ TAKŻE
- Będzie proces za sterylizację bez pytania (09-12-11, 10:16)
- Bo znów by zaszła - sąd o sterylizacji Wioletty Szwak (14-09-11, 21:08)
- Sąd w sprawie Szwaków z Błot Wielkich. Zeznawali nauczyciele (08-09-10, 21:27)
- Wielkie szczęście Szwaków: ślub i chrzest Róży (27-12-09, 20:44)
- Radość w Błotach Wielkich. Róża wróciła! (16-09-09, 20:51)
- Decyzja sądu: Róża wraca do rodziców! (30-06-11, 00:00)
- Jest opinia. Róża powinna wrócić do rodziców (03-09-09, 14:40)
- Róża bardziej niż porządku potrzebuje matki (25-08-09, 09:00)
- Ale to byłoby przecież niemożliwe, nie do pojęcia, gdyby nam dzieci zabrali - mówił Władysław Szwak, gdy już dotarło do niego, że mogą się cieszyć.
Sędzia Sąd Rejonowego w Szamotułach Jolanta Biniak zakończyła w piątek toczące się od dwóch lat postępowanie w sprawie o odebranie władzy rodzicielskiej Wioletcie i Władysławowi Szwakom. 13-letnia Natalia, 12-letni Tomek, 9-letnia Ania i dwuletnia już Róża mogę zostać w swoim domu. Sąd jedynie ograniczył Szwakom władzę rodzicielską poprzez ustanowienie dozoru kuratora - ma kontrolować rodzinę raz w miesiącu.
Dwa lata temu ta sama sędzia wydała decyzję o odebraniu Róży rodzicom. Dziecko zabrano matce w szpitalu kilka dni po urodzeniu. Kobiecie podano środki na wstrzymanie laktacji, piersi zalecono ścisnąć ciasnym stanikiem. Dziecko przekazano rodzinie zastępczej. Sąd uzasadniał: rodzice są niezaradni, w domu panuje bałagan. Kuratorka nadzorująca rodzinę zawnioskowała o odebranie im także trójki starszych dzieci.
Za Szwakami wstawiła się jednak lokalna społeczność - sołtys, ksiądz, szkoła, sąsiedzi, opieka społeczna. Potem rodzinę zbadali biegli - stwierdzili, że rodzice "pozytywnie i właściwie zaspokajają potrzeby emocjonalne małoletnich, w szczególności poczucie przynależności do rodziny, miłości, zainteresowania nimi...". I zalecili, by Różę oddać rodzicom. Stanowczo domagał się tego rzecznik praw dziecka. Po dwóch miesiącach oddano dziecko Szwakom. Sprawa w sądzie toczyła się jednak nadal - i dopiero w piątek została zakończona.
- Wreszcie. I szkoda, że tak długo - komentuje Marek Michalak, rzecznik praw dziecka. - Ze zdumieniem obserwowałem na przykładzie tej sprawy, jak źle działa system. Ta rodzina potrzebowała być może wsparcia socjalnego, ale nie potrzebowała, by straszyć ją zabraniem dzieci. Wszystkie opinie specjalistów wyraźnie wskazywały, że dzieci powinny w tym domu pozostać. Te opinie dawały też podstawę, by sprawę zakończyć w sądzie szybciej. Starsze dzieci przez dwa lata musiały żyć w strachu, że ktoś może przyjść i je zabrać - mówi. - Musimy wyjaśnić jedną rzecz: sąd rodzinny, to nie powinien być sąd represyjny, ale opiekuńczy, jego rolą jest wspomagać rodzinę - podkreśla.
- Powodem odebrania Róży był nieład w domu i niski status społeczny rodziny. Dwa lata zajęło sądowi zrozumienie, że nie są to powody, dla których powinno się odbierać dzieci. Zamiast pomóc, chciano ukarać tych ludzi za to, że są słabsi - mówiła w piątek po wyjściu z sali mecenas Małgorzata Heller-Kaczmarska, pełnomocnik Szwaków.
Sąd w piątek zalecił, by oprócz nadzoru kuratora, rodzina nadal dostawała wsparcie opieki społecznej, a Wioletcie Szwak zalecił, by kontynuowała leczenie (jest lekko upośledzona). Od dwóch lat - decyzją sądu - do domu w Błotach Wielkich przychodzi opiekunka i pomaga w prowadzeniu domu. Teraz może przychodzić już rzadziej. - Pani Wioletta radzi sobie coraz lepiej, potrzebuje jeszcze czasem, by ją wesprzeć, ale staramy się jej nie wyręczać - mówi Weronika Klimuntowska-Nawrocka, kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach. - Nie korzystają i nigdy nie korzystali z pomocy finansowej, pan Władek jest na tyle gospodarny, że radzi sobie sam. Jedyną rzeczową pomoc, jaką od nas dostał to węgiel na zimę - dodaje. Dzięki pomocy miejscowych firm i prywatnych ludzi, którzy pośpieszyli Szwakom z pomocą, udało się wyremontować dom, zrobić łazienkę, kupić pralkę.
Przed tygodniem pojechaliśmy do domu w Błotach Wielkich, bez zapowiedzi. Wioletta Szwak gotowała obiad. W łazience nastawiona pralka. W pokoju Natalia, Ania i Tomek bawili się z Różą. Władysław Szwak wybierał się, żeby kosić siano.
Róża najpierw trochę się wstydzi, przysłania oczy rączką. Po chwili odzywa się. - Talka... Tomek... Ania... - sama pokazuje palcem siostry i brata. Po kilkunastu minutach zaczyna z ochotą pozować do fotografii, tańczy, podskakuje. Cała rodzina parzy i śmieje się. Biegli w swojej ostatniej opinii, wydanej w kwietniu tego roku, napisali o Róży: "małoletnia jest prawidłowo zaopiekowana pod względem zdrowotnym, higienicznym, emocjonalnym. Małoletnia jest najsilniej związana z matką".
Sędzia Sąd Rejonowego w Szamotułach Jolanta Biniak zakończyła w piątek toczące się od dwóch lat postępowanie w sprawie o odebranie władzy rodzicielskiej Wioletcie i Władysławowi Szwakom. 13-letnia Natalia, 12-letni Tomek, 9-letnia Ania i dwuletnia już Róża mogę zostać w swoim domu. Sąd jedynie ograniczył Szwakom władzę rodzicielską poprzez ustanowienie dozoru kuratora - ma kontrolować rodzinę raz w miesiącu.
Dwa lata temu ta sama sędzia wydała decyzję o odebraniu Róży rodzicom. Dziecko zabrano matce w szpitalu kilka dni po urodzeniu. Kobiecie podano środki na wstrzymanie laktacji, piersi zalecono ścisnąć ciasnym stanikiem. Dziecko przekazano rodzinie zastępczej. Sąd uzasadniał: rodzice są niezaradni, w domu panuje bałagan. Kuratorka nadzorująca rodzinę zawnioskowała o odebranie im także trójki starszych dzieci.
Za Szwakami wstawiła się jednak lokalna społeczność - sołtys, ksiądz, szkoła, sąsiedzi, opieka społeczna. Potem rodzinę zbadali biegli - stwierdzili, że rodzice "pozytywnie i właściwie zaspokajają potrzeby emocjonalne małoletnich, w szczególności poczucie przynależności do rodziny, miłości, zainteresowania nimi...". I zalecili, by Różę oddać rodzicom. Stanowczo domagał się tego rzecznik praw dziecka. Po dwóch miesiącach oddano dziecko Szwakom. Sprawa w sądzie toczyła się jednak nadal - i dopiero w piątek została zakończona.
- Wreszcie. I szkoda, że tak długo - komentuje Marek Michalak, rzecznik praw dziecka. - Ze zdumieniem obserwowałem na przykładzie tej sprawy, jak źle działa system. Ta rodzina potrzebowała być może wsparcia socjalnego, ale nie potrzebowała, by straszyć ją zabraniem dzieci. Wszystkie opinie specjalistów wyraźnie wskazywały, że dzieci powinny w tym domu pozostać. Te opinie dawały też podstawę, by sprawę zakończyć w sądzie szybciej. Starsze dzieci przez dwa lata musiały żyć w strachu, że ktoś może przyjść i je zabrać - mówi. - Musimy wyjaśnić jedną rzecz: sąd rodzinny, to nie powinien być sąd represyjny, ale opiekuńczy, jego rolą jest wspomagać rodzinę - podkreśla.
- Powodem odebrania Róży był nieład w domu i niski status społeczny rodziny. Dwa lata zajęło sądowi zrozumienie, że nie są to powody, dla których powinno się odbierać dzieci. Zamiast pomóc, chciano ukarać tych ludzi za to, że są słabsi - mówiła w piątek po wyjściu z sali mecenas Małgorzata Heller-Kaczmarska, pełnomocnik Szwaków.
Sąd w piątek zalecił, by oprócz nadzoru kuratora, rodzina nadal dostawała wsparcie opieki społecznej, a Wioletcie Szwak zalecił, by kontynuowała leczenie (jest lekko upośledzona). Od dwóch lat - decyzją sądu - do domu w Błotach Wielkich przychodzi opiekunka i pomaga w prowadzeniu domu. Teraz może przychodzić już rzadziej. - Pani Wioletta radzi sobie coraz lepiej, potrzebuje jeszcze czasem, by ją wesprzeć, ale staramy się jej nie wyręczać - mówi Weronika Klimuntowska-Nawrocka, kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach. - Nie korzystają i nigdy nie korzystali z pomocy finansowej, pan Władek jest na tyle gospodarny, że radzi sobie sam. Jedyną rzeczową pomoc, jaką od nas dostał to węgiel na zimę - dodaje. Dzięki pomocy miejscowych firm i prywatnych ludzi, którzy pośpieszyli Szwakom z pomocą, udało się wyremontować dom, zrobić łazienkę, kupić pralkę.
Przed tygodniem pojechaliśmy do domu w Błotach Wielkich, bez zapowiedzi. Wioletta Szwak gotowała obiad. W łazience nastawiona pralka. W pokoju Natalia, Ania i Tomek bawili się z Różą. Władysław Szwak wybierał się, żeby kosić siano.
Róża najpierw trochę się wstydzi, przysłania oczy rączką. Po chwili odzywa się. - Talka... Tomek... Ania... - sama pokazuje palcem siostry i brata. Po kilkunastu minutach zaczyna z ochotą pozować do fotografii, tańczy, podskakuje. Cała rodzina parzy i śmieje się. Biegli w swojej ostatniej opinii, wydanej w kwietniu tego roku, napisali o Róży: "małoletnia jest prawidłowo zaopiekowana pod względem zdrowotnym, higienicznym, emocjonalnym. Małoletnia jest najsilniej związana z matką".
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Koniec sądu nad Szwakami
good_vibrations
30.09.11, 20:25
Są szczęśliwi - to jest najważniejsze.A co do pracy kuratora - dmuchają na zimne, rozumiem. Straszyć jednak ludzi zabraniem dziecka nie trzeba. Gdyby ktoś się nad dziećmi znęcał latami, to z»
Najczęściej czytane24 htydzień





