Profesor wreszcie ukarana za plagiat

Piotr Żytnicki
30.09.2011 , aktualizacja: 30.09.2011 17:27
A A A Drukuj
Sąd skazał poznańską profesor, która splagiatowała pracę swojej studentki. Wcześniej jednak prokuratura chciała warunkowego umorzenia sprawy, a sąd namawiał studentkę, by się na to zgodziła

Fot.Agnieszka Sadowska / AG
Dwa lata temu prof. Grażyna B. skopiowała w swojej książce 41 stron pracy magisterskiej, której była promotorem na Uniwersytecie Medycznym. W niektórych miejscach zamieniła pojedyncze słowa, ale większość przepisała dosłownie, z przypisami w tych samych miejscach, z tych samych źródeł. Odkryła to studentka Maria Siedlecka - pielęgniarka z 21-letnim stażem.

- Oskarżona jest doświadczonym naukowcem ze sporą liczbą publikacji naukowych. Nie można przyjąć, że działała nieumyślnie, a społeczna szkodliwość jej czynu była nieznaczna. Umorzenie byłoby złym przykładem dla środowiska naukowego - mówiła w piątek sędzia Monika Pac-Walasik.

"Gazeta" pisała o tej sprawie od ponad roku. Uzasadniając wyrok skazujący, sędzia niemal słowo w słowo powtórzyła to, co akcentowaliśmy w naszych artykułach.

Jednak taki finał sprawy nie był oczywisty. Prokuratura co prawda potwierdziła, że doszło do plagiatu, ale do aktu oskarżenia dołączyła wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Bo społeczna szkodliwość plagiatu była rzekomo nieznaczna. Prokurator Szymon Dąbrowski tak tłumaczył to w piśmie do sądu: "Zdarzenie miało jednostkowy, incydentalny charakter i nie było przejawem lekceważenia porządku prawnego".

Na pierwszej rozprawie nikt z prokuratury się nie pojawił. A sędzia Pac-Walasik próbowała przekonać pokrzywdzoną studentkę do zawarcia ugody: w zamian za zgodę na umorzenie sprawy profesor wypłaciłaby jej zadośćuczynienie. - To korzystne rozwiązanie - namawiała sędzia. Studentka się nie zgodziła.

W piątek ta sama sędzia przekonywała, że nie ma podstaw do warunkowego umorzenia sprawy.

Także prokuratura zmieniła zdanie. Na ostatniej rozprawie pojawił się prokurator Przemysław Wojtkowski. - Trzeba inaczej spojrzeć na tę sprawę - powiedział w mowie końcowej. A potem wycofał wniosek o warunkowe umorzenie i poprosił o skazanie profesor na 5 tys. zł grzywny. Sąd ukarał ją grzywną o tysiąc złotych mniejszą.

- Wymiar kary nie jest dla mnie najważniejszy - mówiła po wyroku Maria Siedlecka. - Liczy się fakt, że profesor nie uniknęła kary, a prokuratura i sąd zrozumiały, że takich spraw nie można bagatelizować. Bo pobłażając plagiatorom, dajemy innym przyzwolenie na czynienie tego samego.

Grażyna B. do połowy 2008 r. była rektorem Zachodniej Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Zielonej Górze. Gdy plagiat wyszedł na jaw, była profesorem poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Uczelnia zawiesiła ją, a komisja dyscyplinarna pozbawiła prawa wykonywania zawodu na rok.

Krzywdy Marii Siedleckiej sąd wycenił w piątek na 3 tys. zł zadośćuczynienia (zapłaci skazana Grażyna B.). - Ufałam pani profesor, a ona wykorzystała to zaufanie, by mnie okraść. Plagiat wywrócił moje życie. Ostatni rok podporządkowałam walce o sprawiedliwość - tłumaczyła w piątek Siedlecka. I oceniła: - Ta suma ma się nijak do krzywd, jakie poniosłam.

W czerwcu br., w podobnej sprawie, sąd w Toruniu uznał, że profesor miejscowego uniwersytetu przywłaszczył w swoim artykule fragmenty pracy doktorskiej Agnieszki Raubo. Skazał go, a doktorantce przyznał 30 tys. zł zadośćuczynienia.

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów