Profesor wreszcie ukarana za plagiat
30.09.2011
, aktualizacja: 30.09.2011 17:27
Sąd skazał poznańską profesor, która splagiatowała pracę swojej studentki. Wcześniej jednak prokuratura chciała warunkowego umorzenia sprawy, a sąd namawiał studentkę, by się na to zgodziła
ZOBACZ TAKŻE
- Plagiat profesorki jednak szkodliwy (24-09-11, 11:00)
- Jeden przypis nie uratuje plagiatora (26-08-11, 19:16)
- Profesor o plagiacie: To wypadek przy pracy (13-07-11, 19:11)
- Za plagiat prokuratura kary się nie domaga (21-05-11, 09:00)
Dwa lata temu prof. Grażyna B. skopiowała w swojej książce 41 stron pracy magisterskiej, której była promotorem na Uniwersytecie Medycznym. W niektórych miejscach zamieniła pojedyncze słowa, ale większość przepisała dosłownie, z przypisami w tych samych miejscach, z tych samych źródeł. Odkryła to studentka Maria Siedlecka - pielęgniarka z 21-letnim stażem.
- Oskarżona jest doświadczonym naukowcem ze sporą liczbą publikacji naukowych. Nie można przyjąć, że działała nieumyślnie, a społeczna szkodliwość jej czynu była nieznaczna. Umorzenie byłoby złym przykładem dla środowiska naukowego - mówiła w piątek sędzia Monika Pac-Walasik.
"Gazeta" pisała o tej sprawie od ponad roku. Uzasadniając wyrok skazujący, sędzia niemal słowo w słowo powtórzyła to, co akcentowaliśmy w naszych artykułach.
Jednak taki finał sprawy nie był oczywisty. Prokuratura co prawda potwierdziła, że doszło do plagiatu, ale do aktu oskarżenia dołączyła wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Bo społeczna szkodliwość plagiatu była rzekomo nieznaczna. Prokurator Szymon Dąbrowski tak tłumaczył to w piśmie do sądu: "Zdarzenie miało jednostkowy, incydentalny charakter i nie było przejawem lekceważenia porządku prawnego".
Na pierwszej rozprawie nikt z prokuratury się nie pojawił. A sędzia Pac-Walasik próbowała przekonać pokrzywdzoną studentkę do zawarcia ugody: w zamian za zgodę na umorzenie sprawy profesor wypłaciłaby jej zadośćuczynienie. - To korzystne rozwiązanie - namawiała sędzia. Studentka się nie zgodziła.
W piątek ta sama sędzia przekonywała, że nie ma podstaw do warunkowego umorzenia sprawy.
Także prokuratura zmieniła zdanie. Na ostatniej rozprawie pojawił się prokurator Przemysław Wojtkowski. - Trzeba inaczej spojrzeć na tę sprawę - powiedział w mowie końcowej. A potem wycofał wniosek o warunkowe umorzenie i poprosił o skazanie profesor na 5 tys. zł grzywny. Sąd ukarał ją grzywną o tysiąc złotych mniejszą.
- Wymiar kary nie jest dla mnie najważniejszy - mówiła po wyroku Maria Siedlecka. - Liczy się fakt, że profesor nie uniknęła kary, a prokuratura i sąd zrozumiały, że takich spraw nie można bagatelizować. Bo pobłażając plagiatorom, dajemy innym przyzwolenie na czynienie tego samego.
Grażyna B. do połowy 2008 r. była rektorem Zachodniej Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Zielonej Górze. Gdy plagiat wyszedł na jaw, była profesorem poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Uczelnia zawiesiła ją, a komisja dyscyplinarna pozbawiła prawa wykonywania zawodu na rok.
Krzywdy Marii Siedleckiej sąd wycenił w piątek na 3 tys. zł zadośćuczynienia (zapłaci skazana Grażyna B.). - Ufałam pani profesor, a ona wykorzystała to zaufanie, by mnie okraść. Plagiat wywrócił moje życie. Ostatni rok podporządkowałam walce o sprawiedliwość - tłumaczyła w piątek Siedlecka. I oceniła: - Ta suma ma się nijak do krzywd, jakie poniosłam.
W czerwcu br., w podobnej sprawie, sąd w Toruniu uznał, że profesor miejscowego uniwersytetu przywłaszczył w swoim artykule fragmenty pracy doktorskiej Agnieszki Raubo. Skazał go, a doktorantce przyznał 30 tys. zł zadośćuczynienia.
- Oskarżona jest doświadczonym naukowcem ze sporą liczbą publikacji naukowych. Nie można przyjąć, że działała nieumyślnie, a społeczna szkodliwość jej czynu była nieznaczna. Umorzenie byłoby złym przykładem dla środowiska naukowego - mówiła w piątek sędzia Monika Pac-Walasik.
"Gazeta" pisała o tej sprawie od ponad roku. Uzasadniając wyrok skazujący, sędzia niemal słowo w słowo powtórzyła to, co akcentowaliśmy w naszych artykułach.
Jednak taki finał sprawy nie był oczywisty. Prokuratura co prawda potwierdziła, że doszło do plagiatu, ale do aktu oskarżenia dołączyła wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Bo społeczna szkodliwość plagiatu była rzekomo nieznaczna. Prokurator Szymon Dąbrowski tak tłumaczył to w piśmie do sądu: "Zdarzenie miało jednostkowy, incydentalny charakter i nie było przejawem lekceważenia porządku prawnego".
Na pierwszej rozprawie nikt z prokuratury się nie pojawił. A sędzia Pac-Walasik próbowała przekonać pokrzywdzoną studentkę do zawarcia ugody: w zamian za zgodę na umorzenie sprawy profesor wypłaciłaby jej zadośćuczynienie. - To korzystne rozwiązanie - namawiała sędzia. Studentka się nie zgodziła.
W piątek ta sama sędzia przekonywała, że nie ma podstaw do warunkowego umorzenia sprawy.
Także prokuratura zmieniła zdanie. Na ostatniej rozprawie pojawił się prokurator Przemysław Wojtkowski. - Trzeba inaczej spojrzeć na tę sprawę - powiedział w mowie końcowej. A potem wycofał wniosek o warunkowe umorzenie i poprosił o skazanie profesor na 5 tys. zł grzywny. Sąd ukarał ją grzywną o tysiąc złotych mniejszą.
- Wymiar kary nie jest dla mnie najważniejszy - mówiła po wyroku Maria Siedlecka. - Liczy się fakt, że profesor nie uniknęła kary, a prokuratura i sąd zrozumiały, że takich spraw nie można bagatelizować. Bo pobłażając plagiatorom, dajemy innym przyzwolenie na czynienie tego samego.
Grażyna B. do połowy 2008 r. była rektorem Zachodniej Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Zielonej Górze. Gdy plagiat wyszedł na jaw, była profesorem poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Uczelnia zawiesiła ją, a komisja dyscyplinarna pozbawiła prawa wykonywania zawodu na rok.
Krzywdy Marii Siedleckiej sąd wycenił w piątek na 3 tys. zł zadośćuczynienia (zapłaci skazana Grażyna B.). - Ufałam pani profesor, a ona wykorzystała to zaufanie, by mnie okraść. Plagiat wywrócił moje życie. Ostatni rok podporządkowałam walce o sprawiedliwość - tłumaczyła w piątek Siedlecka. I oceniła: - Ta suma ma się nijak do krzywd, jakie poniosłam.
W czerwcu br., w podobnej sprawie, sąd w Toruniu uznał, że profesor miejscowego uniwersytetu przywłaszczył w swoim artykule fragmenty pracy doktorskiej Agnieszki Raubo. Skazał go, a doktorantce przyznał 30 tys. zł zadośćuczynienia.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
40 głosów
-
Profesor skazana za plagiat. Zapłaci grzywnę
apparent
30.09.11, 15:05
Jaka tam profesor, dr hab. zatrudniona na stanowisku prof. nadzw.!»
-
Profesor skazana za plagiat. Zapłaci grzywnę
xaliemorph
30.09.11, 15:08
Powinno się tępić te wszędobylskie zamiatanie pod dywan na świecznikach władzy, nauki, wojska etc. Dobrze że sędzia podziela te zdanie.»
-
Profesor wreszcie ukarana za plagiat
sp4m8ot
01.02.12, 21:12
Mogła użyć programu ze strony www.antyplagiat.netto by wiedziała które zdania zmienić»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Fanatyk gry Diablo III chciał zabijać ludzi
- Trasa na Franowo na ostatniej prostej. ...
- Będzie Peter und Paul? Nie, nadal Piotr i ...
- "Chleba zamiast igrzysk". Demonstracja ...
- Czy naprawdę ratowali jej życie? Sprawa ...
- Plan B gotowy. Jeśli remonty nie skończą ...
- Euro utrudni Ci życie? Masz MPK za darmo!




