Grobelny powinien mieć kaca po sprawie Broadwayu
07.09.2011
, aktualizacja: 06.09.2011 21:31
Gdy kilka dni temu kolorowy szyld Clubu Broadway znikał z kamienicy przy ul. Gwarnej, miałem poczucie, że to chwila historyczna. Niczym, zachowując wszelkie proporcje, zawieszenie polskiej flagi na Reichstagu.
ZOBACZ TAKŻE
- Kuria pozwała miasto o zapłatę za VIII LO (07-09-11, 12:05)
- Sprawa Broadwayu: Urzędniczka w rudych włosach? To nie ja (05-12-11, 21:57)
- Zgodziła się na alkohol w Broadwayu. Będzie miała proces (11-11-11, 22:41)
- Właściciel Broadwaya przepadł. Sąd grozi aresztem (28-10-11, 10:44)
- Sąd zamyka sprawę eksmisji Clubu Broadway (27-10-11, 21:02)
- Właściciel Clubu Broadway kończy w sądzie (05-10-11, 00:00)
- Zerwali szyld. Tak odchodzi Broadway (01-09-11, 11:33)
- Club Broadway działał, bo urzędnicy "przymknęli oko" (24-08-11, 08:00)
- Spaliśmy jak w raju. Bo Broadway nie zagrał (07-03-11, 08:00)
- Broadway wreszcie zamknięty. Mieszkańcy szczęśliwi (04-03-11, 19:55)
- Dyskoteka Broadway: mieszkańcy mają sobie radzić sami (12-01-11, 01:00)
- Nie ma mocnych na Club Broadway w centrum Poznania (13-12-10, 10:00)
- Dzika dyskoteka w centrum miasta (19-03-10, 10:00)
Broadway co prawda już od kilku miesięcy nie organizował dyskotek, ale mieszkańcy sąsiednich kamienic nie mieli pewności, czy koszmar nieprzespanych nocy nie powróci. Bo a nuż właściciele tego przybytku coś wymyślą? Nieraz wykazywali się przecież pomysłowością. Gdy dyskotece odcięto dostęp do pobieranej nielegalnie wody, zaczęli przywozić ją beczkowozami. Byle interes się kręcił. Dlatego trudno się dziwić, że gdy kilka miesięcy temu policja zamykała Broadway, nikt nie świętował i nie myślał o podsumowaniach. Teraz dzika dyskoteka znika z ul. Gwarnej chyba już na zawsze. To dobry moment na kilka refleksji.
Jest porażką miasta fakt, że w centrum półmilionowej metropolii wyrósł i przez ponad półtora roku mógł działać nielegalnie klub będący samowolą budowlaną, organizujący hałaśliwe dyskoteki, łamiący wszelkie przepisy, jakie tylko da się złamać. Miasto, chełpiące się milionowymi inwestycjami, w tym budowanym na Euro 2012 stadionem, musiało uznać wyższość cwaniaków, którzy w samym centrum otworzyli swój szemrany interes.
Jasne, nie za wszystko można obarczyć winą miejskich urzędników. Pretensje można mieć co najmniej do kilku instytucji, które w tej sprawie zrobiły zbyt mało lub mogły zrobić więcej.
I tak można mieć pretensje do sądu, w którym wlecze się sprawa o eksmisję dzikiej dyskoteki. Najpierw właściciele Broadwayu zasłaniali się zwolnieniami lekarskimi, a teraz sędzia rozprawy wyznacza co półtora miesiąca. Mógłby szybciej.
Można mieć pretensje do straży pożarnej, która dziką dyskotekę mogła zamknąć dużo wcześniej. W Broadwayu, jak odkryła policja, bawiło się bowiem więcej osób niż zezwolili strażacy. Lecz zamiast zamknąć klub, strażacy... podnieśli limit imprezowiczów. Poszli na rękę dzikiej dyskotece, choć nie musieli.
Pretensje można mieć nawet do policji, która w końcu wszczęła śledztwo w sprawie nielegalnych przeróbek budowlanych i wykorzystując ten pretekst, zamknęła dyskotekę na głucho. Bo zawsze mogła wpaść na to wcześniej.
Jednak to od miasta wszystko się zaczęło. Gdyby dwa lata temu miejscy urzędnicy nie poszli właścicielom Broadwayu na rękę, to klub nie dostałby zezwolenia na sprzedaż alkoholu i nigdy nie zacząłby działać. Urzędnicy przymknęli oko na brakujący dokument z sanepidu. Niby nic wielkiego, ale gdyby trzymali się przepisów, odkryliby, że dyskoteka powstała bez pozwolenia na przebudowę i jest samowolą. Dla urzędników sprawa skończyła się prokuratorskimi zarzutami, ale ich przełożeni nie stracili do nich zaufania i nie wyciągnęli żadnych konsekwencji.
Jest wielkim paradoksem, że miasto pomogło otworzyć interes człowiekowi, z którym wcześniej walczyło, gdy prowadził okrytą złą sławą dyskotekę Pulsar na Ratajach. Ona także dawała się we znaki sąsiadom i nikt nie umiał sobie z tym poradzić. Gdy wydawało się, że właściciel w końcu skapitulował, on tylko przeniósł się do centrum.
Lecz przede wszystkim jest porażką miasta fakt, że jego mieszkańcy, żyjący uczciwie, płacący podatki, przez półtora roku nie doczekali się ze strony tego miasta żadnej skutecznej pomocy! Że miasto, chełpiące się milionowymi inwestycjami, nie potrafiło zapewnić ludziom spokojnego snu. Okazało się to trudniejsze niż zbudowanie 40-tysięcznego stadionu.
Tymczasem ludzie, którzy na noc wywozili swoje dzieci do krewnych, którzy przez półtora roku zasypiać mogli dopiero nad ranem, liczyli na tę pomoc i czuli się opuszczeni. Słali listy do straży miejskiej, urzędników i prezydenta Ryszarda Grobelnego. Przedstawiali opinie, że hałas dochodzący z klubu przekracza dopuszczalne normy. W odpowiedzi słyszeli: rozumiemy was, robimy, co możemy, ale sami wiecie, swoboda działalności gospodarczej, przepisy, procedury, musicie zrozumieć, że ręce mamy związane.
Coś jednak można było zrobić. Choćby sprawdzić, że to nasi urzędnicy złamali przepisy, pozwalając na sprzedaż alkoholu, czym zgotowali mieszkańcom to piekło. Można było od razu cofnąć to zezwolenie, wyciągnąć konsekwencje wobec winnych.
Miasto wolało alibi, że przecież straż miejska wlepiła ostatnio parę mandatów za zakłócanie ciszy nocnej. Tyle że właściciele Broadwayu wszelkie kary i grzywny wliczali w koszty.
Raz zirytowani naciskami urzędnicy stwierdzili nawet, że nie są w stanie zrobić już nic więcej. I poradzili mieszkańcom, by właścicieli dyskoteki pozwali do sądu.
Tak naprawdę nie wiadomo, jak potoczyłyby się dalej losy Broadwayu, gdyby nie zamknęła go policja. Może wciąż by działał?
Dzisiaj mieszkańcy odetchnęli z ulgą i świętują koniec tego koszmaru. Ja na miejscu prezydenta Grobelnego miałbym po tej sprawie kaca.
Jest porażką miasta fakt, że w centrum półmilionowej metropolii wyrósł i przez ponad półtora roku mógł działać nielegalnie klub będący samowolą budowlaną, organizujący hałaśliwe dyskoteki, łamiący wszelkie przepisy, jakie tylko da się złamać. Miasto, chełpiące się milionowymi inwestycjami, w tym budowanym na Euro 2012 stadionem, musiało uznać wyższość cwaniaków, którzy w samym centrum otworzyli swój szemrany interes.
Jasne, nie za wszystko można obarczyć winą miejskich urzędników. Pretensje można mieć co najmniej do kilku instytucji, które w tej sprawie zrobiły zbyt mało lub mogły zrobić więcej.
I tak można mieć pretensje do sądu, w którym wlecze się sprawa o eksmisję dzikiej dyskoteki. Najpierw właściciele Broadwayu zasłaniali się zwolnieniami lekarskimi, a teraz sędzia rozprawy wyznacza co półtora miesiąca. Mógłby szybciej.
Można mieć pretensje do straży pożarnej, która dziką dyskotekę mogła zamknąć dużo wcześniej. W Broadwayu, jak odkryła policja, bawiło się bowiem więcej osób niż zezwolili strażacy. Lecz zamiast zamknąć klub, strażacy... podnieśli limit imprezowiczów. Poszli na rękę dzikiej dyskotece, choć nie musieli.
Pretensje można mieć nawet do policji, która w końcu wszczęła śledztwo w sprawie nielegalnych przeróbek budowlanych i wykorzystując ten pretekst, zamknęła dyskotekę na głucho. Bo zawsze mogła wpaść na to wcześniej.
Jednak to od miasta wszystko się zaczęło. Gdyby dwa lata temu miejscy urzędnicy nie poszli właścicielom Broadwayu na rękę, to klub nie dostałby zezwolenia na sprzedaż alkoholu i nigdy nie zacząłby działać. Urzędnicy przymknęli oko na brakujący dokument z sanepidu. Niby nic wielkiego, ale gdyby trzymali się przepisów, odkryliby, że dyskoteka powstała bez pozwolenia na przebudowę i jest samowolą. Dla urzędników sprawa skończyła się prokuratorskimi zarzutami, ale ich przełożeni nie stracili do nich zaufania i nie wyciągnęli żadnych konsekwencji.
Jest wielkim paradoksem, że miasto pomogło otworzyć interes człowiekowi, z którym wcześniej walczyło, gdy prowadził okrytą złą sławą dyskotekę Pulsar na Ratajach. Ona także dawała się we znaki sąsiadom i nikt nie umiał sobie z tym poradzić. Gdy wydawało się, że właściciel w końcu skapitulował, on tylko przeniósł się do centrum.
Lecz przede wszystkim jest porażką miasta fakt, że jego mieszkańcy, żyjący uczciwie, płacący podatki, przez półtora roku nie doczekali się ze strony tego miasta żadnej skutecznej pomocy! Że miasto, chełpiące się milionowymi inwestycjami, nie potrafiło zapewnić ludziom spokojnego snu. Okazało się to trudniejsze niż zbudowanie 40-tysięcznego stadionu.
Tymczasem ludzie, którzy na noc wywozili swoje dzieci do krewnych, którzy przez półtora roku zasypiać mogli dopiero nad ranem, liczyli na tę pomoc i czuli się opuszczeni. Słali listy do straży miejskiej, urzędników i prezydenta Ryszarda Grobelnego. Przedstawiali opinie, że hałas dochodzący z klubu przekracza dopuszczalne normy. W odpowiedzi słyszeli: rozumiemy was, robimy, co możemy, ale sami wiecie, swoboda działalności gospodarczej, przepisy, procedury, musicie zrozumieć, że ręce mamy związane.
Coś jednak można było zrobić. Choćby sprawdzić, że to nasi urzędnicy złamali przepisy, pozwalając na sprzedaż alkoholu, czym zgotowali mieszkańcom to piekło. Można było od razu cofnąć to zezwolenie, wyciągnąć konsekwencje wobec winnych.
Miasto wolało alibi, że przecież straż miejska wlepiła ostatnio parę mandatów za zakłócanie ciszy nocnej. Tyle że właściciele Broadwayu wszelkie kary i grzywny wliczali w koszty.
Raz zirytowani naciskami urzędnicy stwierdzili nawet, że nie są w stanie zrobić już nic więcej. I poradzili mieszkańcom, by właścicieli dyskoteki pozwali do sądu.
Tak naprawdę nie wiadomo, jak potoczyłyby się dalej losy Broadwayu, gdyby nie zamknęła go policja. Może wciąż by działał?
Dzisiaj mieszkańcy odetchnęli z ulgą i świętują koniec tego koszmaru. Ja na miejscu prezydenta Grobelnego miałbym po tej sprawie kaca.
- 26 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Grobelny powinien mieć kaca po sprawie Broadwayu
mkruzo
07.09.11, 09:42
Naiwność, Naiwność, Naiwność...Czy Prezydent Grobelny po sprawach, w których wytknięto mu ewidentne błędy, miał kiedykolwiek "kaca"? W mieście, gdzie nie ma konkurenta i nikt nie pracuje »
-
Grobelny powinien mieć kaca po sprawie Broadwayu
mp.1976
07.09.11, 13:44
nie tylko za Brodway ... za wieczny remont stadionu miejskiego, za lipna umowę z Lechem na jego najem, za nieterminowe i niezgodne za złożeniami budowę term ... generalnie za olanie miasta, »
-
Grobelny powinien mieć kaca po sprawie Broadwayu
ewarystluka01012010
07.09.11, 14:50
grobelny?! plują, a on z godnością mówi - pada deszcz. przykłady urzędników nie ukaranych w dziesiątki - np dyr. Remieziewicz 300 000,00 zl wyprowadzonych z miejskiej kasy itd itp...»
Najczęściej czytane24 htydzień




