Jeden przypis nie uratuje plagiatora

Piotr Żytnicki
26.08.2011 , aktualizacja: 26.08.2011 19:38
A A A Drukuj
Oskarżona o plagiat profesor Uniwersytetu Ekonomicznego kontratakuje i sama zarzuca plagiat studentce, której pracę bezprawnie skopiowała
Sąd
fot. Sławomir Kamiński / AG
Sąd
Prof. Eugeniusz Najlepszy, rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Ekonomicznego, stwierdził w piątek przed sądem, że takiej sprawy w poznańskim środowisku akademickim nie było.

Prof. Grażyna B. skopiowała w swojej książce 41 stron pracy magisterskiej, której była promotorem na Uniwersytecie Medycznym. W niektórych miejscach zamieniła pojedyncze słowa, ale większość przepisała dosłownie, z przypisami w tych samych miejscach, z tych samych źródeł. Odkryła to studentka - pielęgniarka z 21-letnim stażem.

Prokuratura chciała warunkowo umorzyć sprawę, przyjmując, że społeczna szkodliwość plagiatu była nieznaczna. Ale na umorzenie nie zgodziła się pokrzywdzona studentka.

W piątek na drugiej rozprawie prof. Grażyna B. niespodziewanie przeszła do ataku. Jej prawnik zarzucił studentce, że sama "w nieuprawniony sposób wykorzystała literaturę w swojej pracy", a zatem nie może być pokrzywdzoną. Aby to udowodnić, zażądał porównania fragmentów pracy magisterskiej z cytowanymi w niej książkami.

Adwokat Paweł Nowakowski, pełnomocnik studentki, zarzuty prof. Grażyny B. uznał za absurdalne: - Pracę magisterską sprawdzano programem antyplagiatowym, który potwierdził, że została napisana samodzielnie.

Dr Jarosław Liberek, językoznawca z UAM, podkreślał w piątek, że program antyplagiatowy daje 99-proc. pewność, iż do plagiatu nie doszło.

Liberek jest biegłym sądowym. W piątek wyjaśniał, co trzeba zrobić, by przepisując cudzy tekst, nie narazić się na zarzut plagiatu. Mówił długo o cudzysłowach i przypisach. To podstawowa wiedza dla każdego studenta piszącego pracę magisterską, ale nie dla prof. Grażyny B., która na poprzedniej rozprawie tłumaczyła się... zgubieniem przypisu. Jak to możliwe? Profesor wyjaśniała, że na stronie otwierającej rozdział umieściła przypis z informacją o wykorzystaniu "obszernych fragmentów" pracy magisterskiej. Potem podczas korekty przypis tajemniczo zniknął, a ona tego nie zauważyła.

Czy jeden przypis pozwalałby przepisać ponad 40 stron? - Oczywiście nie - odpowiedział dr Liberek. I ocenił: - Prof. Grażyna B. naruszyła obowiązujące w środowisku naukowym zasady. Nie znajduję dla jej zachowania wytłumaczenia.

Gdy plagiat wyszedł na jaw, Grażyna B. była już profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego. Sprawę badał wtedy prof. Eugeniusz Najlepszy. To on wniósł o ukaranie profesor trzyletnim zakazem wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego. Ostatecznie komisja dyscyplinarna zdecydowała się na roczny zakaz. Najlepszy nie chciał odpowiedzieć, czy przepisując pracę studentki, profesor działała z premedytacją. Ale przyznał: - Z takim doświadczeniem zawodowym nie mogła zrobić tego nieświadomie.

Prof. Grażyna B. do połowy 2008 r. była rektorem Zachodniej Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Zielonej Górze. Kolejna rozprawa pod koniec września.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Jeden przypis nie uratuje plagiatora kosztorysik 26.08.11, 19:55

    Jest tajemnicą poliszynela, że studenci piszą prace magisterskie na tematy, które potem złożone w całość dają pracę doktorską. Jednak perfidne skopiowanie 40 stron to skandal!»

  • Jeden przypis nie uratuje plagiatora emissarius 26.08.11, 20:27

    Myślę sobie że prawem studenta jest nie wiedzieć, błądzić, a może nawet skompromitować się. Jednak nauczycielowi akademickiemu zdecydowanie nie wypada. O prawdziwej wartości człowieka nie »

  • Tacy to profesorowie angrusz1 27.08.11, 07:21

    cwaniacy .Jak ich dużo ?»