Razem spłynęliśmy Wartą. Było warto

Jakub Łukaszewski, Joanna Leśniewska
07.08.2011 , aktualizacja: 07.08.2011 21:52
A A A Drukuj
- Hej, hej! Dokąd płyniecie, przecież nie umiecie? - pozdrawiali nas liczni wędkarze. Wczoraj razem z naszymi czytelnikami popłynęliśmy kajakami z Poznania do Czerwonaka. Poznań z rzeki wygląda zupełnie inaczej!
Spływ kajakowy w ramach akcji Gazety 'Poznań wraca nad rzekę'
Fot. Maciej Urbanowski / Agencja Gazeta
Spływ kajakowy w ramach akcji Gazety 'Poznań wraca nad rzekę'
Akcję "Poznań wraca nad rzekę" rozpoczęliśmy ponad miesiąc temu. Chodziło o to, by przekonać poznaniaków, że nad Wartę wrócić warto. W akcję włączyliśmy naszych czytelników. Czekaliśmy na zdjęcia pokazujące, że nad rzeką może być ciekawie, radośnie, przyjemnie. Otrzymaliśmy setki fotografii. Wybraliśmy autorów naszym zdaniem najlepszych zdjęć i nagrodziliśmy spływem kajakowym. Bo czy może być lepszy finisz nadwarciańskiej akcji niż namacalny kontakt z rzeką? Ci co byli, nie żałują. Przekonuje o tym jedna z uczestniczek niedzielnego wiosłowania, nasza dziennikarka Joanna Leśniewska. Oto jej relacja: - O godz. 11 na nabrzeżu było już tłoczno. Kajakarze szykowali się do spływu, a nasz redaktor naczelny Włodzimierz Bogaczyk zapewniał ich, że to nie koniec naszego pisania o Warcie. Potem kajaki wylądowały na wodzie i nawet jeśli ktoś nie umiał wiosłować, to płynął z prędkością 7 km na godz. - z taką prędkością płynie rzeka. Po drodze ponad zabytki dominowały widoki industrialne - fragment fortu, sypiący się mur oporowy, elektrociepłownia, most kolejowy. Taki most widziany od spodu wygląda zupełnie inaczej. Zresztą podobnie jak całe miasto - z kajaka obserwujesz je z zupełnie innej perspektywy. Po drodze spotkaliśmy też mnóstwo wędkarzy. Mówili, że ryby biorą słabo, a z nas śmiali się, że nie umiemy pływać. Mieli rację, bo wielu z nas to prawdziwi niedzielni kajakarze - wiosłujemy rzadko albo jak ja - wczoraj pierwszy raz w życiu. Ale pomagały nam rady kajakarzy z klubu Panta Rei działającego przy Politechnice. Akademicy później pokazywali nam triki, jakie da się na kajaku wykonać. Najśmieszniejsza była eskimoska, czyli odbijanie się wiosłem od dna i obracanie kajakiem dookoła własnej osi. Choć płynęliśmy dwójkami, to można też było poeksperymentować wiosłem w jedynce. Sama przesiadka na wodzie z dwójki na jedynkę była śmieszna. Odważyły się dwie nasze czytelniczki, siostry Helena i Dorota Dolata. Jak twierdzą, jedynki okazały się łatwiejsze w sterowaniu.

Po półtorej godziny byliśmy już w Czerwonaku. Doszliśmy pod Dziewiczą Górę, gdzie było rodzinnie i sympatycznie. Czytelnicy gratulowali "Gazecie" akcji "Poznań wraca nad rzekę" i przekonywali, że warto ją kontynuować. Później zaczęliśmy grać w siatkówkę, aż zaczęło lać - kończy relację Joanna Leśniewska.

Nasza dziennikarka, choć płynęła po raz pierwszy, potwierdza, że Warta jest rzeką idealną do nauki wiosłowania. Spokojna, z małą ilością zakrętów i dość szeroka - okazuje się, że będąc w kajaku, nie trzeba specjalnie wiosłować, by płynąć z jej nurtem.

Każdy z uczestników spływu dostał od nas pamiątkę. To album "Warta w Poznaniu" wydany przez Kancelarię Prawną Skoczyński Wachowiak Strykowski z tekstami Piotra Libickiego. O 16 - a zatem nim deszcz rozszalał na dobre - wszyscy byli już w autobusach wracających do Poznania.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów