Prezydent szuka alibi dla bloków przy Szycu
20.02.2012
, aktualizacja: 20.02.2012 11:22
Po co prezydent Grobelny chce minireferendum w sprawie stadionu Szyca? Czy po to, by znaleźć alibi dla zabudowywania południowego klina zieleni, na co od lat naciskają deweloperzy? - komentuje dziennikarz "Gazety" Adam Kompowski.
ZOBACZ TAKŻE
- Na osiedlach już mają pomysły na szkoły (20-02-12, 10:30)
- Jakie obwody szkolne? Grobelny: Zdecydują mieszkańcy (20-02-12, 09:30)
- Korki na Bukowskiej - zobacz gdzie jeszcze (20-02-12, 07:41)
- Socjologia nudna? Uczelnie zamykają kierunek (19-02-12, 19:18)
- Losy stadionu Szyca w ręce mieszkańców (17-02-12, 20:26)
Co dalej z terenem stadionu Szyca i jego okolicami? Prezydent Ryszard Grobelny ujawnił w piątek, że chce się o to w maju zapytać mieszkańców Poznania. Brzmi dobrze, nieprawdaż? Tylko na pozór.
Dziś studium zagospodarowania przestrzennego zakłada, że może być tam jedynie zieleń i tereny rekreacyjne. Ale w urzędzie miasta myślą o zmianach. - Są różne opinie w tej sprawie - mówi prezydent Grobelny. A jego rzeczniczka Anna Szpytko konkretyzuje: - Wybierzemy reprezentatywną grupę mieszkańców z terenu całego Poznania. Przedstawimy im kilka scenariuszy zagospodarowania terenu z prognozami czasowymi i ekonomicznymi ich realizacji. Planujemy też przeprowadzić badanie opinii publicznej oraz zebrać rekomendacje rad osiedli z Wildy.
Mieszkańcy mają wybierać, czy tam, gdzie stoi stadion, ma być tylko zieleń i rekreacja, czy także miejsce na sport albo zabudowę mieszkaniową.
Całe to przedsięwzięcie śmierdzi mi manipulacją. Stadion Szyca leży na terenie południowego klina zieleni. Kliny zieleni z czterech stron zbliżające się do centrum Poznania to coś, co nadaje naszemu miastu wyjątkowy charakter. Opracowane przed wojną przez legendarnego architekta miasta Władysława Czarneckiego przetrwały Hitlera i komunę. Mają służyć przewietrzaniu miasta i temu, żeby wszyscy poznaniacy mieli blisko do terenów rekreacyjnych. Kliny trzeba więc chronić. Prezydent Grobelny mówi o "różnych opiniach", ale ja nie słyszałem o fachowcu urbaniście, który byłby za zabudową klinów zieleni. Natomiast, owszem, naciski w tej sprawie robią od lat deweloperzy, którzy na świetnie położonych mieszkaniach "na terenie klina zieleni" chcieliby zarobić. Ich intencje są jasne i oczywiste, i nie mają nic wspólnego z myśleniem o mieście jako całości. To nie są merytoryczne opinie, to biznesowy lobbing.
Tak się składa, że głos deweloperów często współgra z jedną z dewiz Ryszarda Grobelnego, która brzmi: lepiej, żeby teren był zagospodarowany przez prywatnego właściciela, bo miasto nie musi się przejmować jego utrzymaniem. A na dodatek mamy podatek od nieruchomości. I jeszcze sama inwestycja dobrze wpływa na lokalną gospodarkę, bo daje ludziom pracę.
Prezydent Grobelny jest sprytnym politykiem. Przez całe lata zarzucano mu, że nie konsultuje z mieszkańcami ważnych dla Poznania decyzji - więc proszę, robi konsultacje, ba! - daje ludziom prawo wyboru! I jeszcze gra na nosie stowarzyszeniu My-Poznaniacy, które tyle mówi o dopuszczeniu mieszkańców do decydowania o sprawach miasta. Tyle że robienie w sprawie stadionu Szyca sondażu jest w mojej ocenie nadużyciem, szukaniem alibi dla przyzwolenia na dalsze zabudowywanie południowego klina zieleni.
Oczywiście, prezydent ma prawo takie rozwiązanie zaproponować, powinna się też w tej sprawie odbyć publiczna debata. A wybrani przez nas radni mogą ten pomysł zatwierdzić lub nie. Ale i prezydent, i przynajmniej część radnych, ma jakie takie pojęcie o planowaniu miast, a przynajmniej - po to im płacimy, żeby pojęcie mieli. Problem jest w tym, że trochę głupio robić zamach na kliny zieleni. Fajnie się więc podeprzeć "głosem ludu", którego reprezentanci będą mieli pewnie ledwo kilka godzin na zapoznanie się z problemami planowania miasta.
Podobny mechanizm - sądu obywatelskiego - zastosowało niedawno miasto w sprawie spornego fragmentu ul. Umultowskiej. Tam część mieszkańców chciała, by ulica była zamknięta dla ruchu, część - była przeciw. Wybrani poznaniacy z innych dzielnic mieli rozstrzygnąć ten konflikt. Tamten pomysł bardzo mi się podobał. Tyle że to była sprawa lokalna, ważna dla okolicznych mieszkańców, ale bez wpływu na los całego miasta. Z klinami zieleni jest inaczej. Nie ma w tej sprawie sporu między mieszkańcami, jest konflikt interesów wąskiej grupy przedsiębiorców i dobra całego miasta. Jeśli słyszę, że wybrani do rozstrzygnięcia sprawy mieszkańcy poznają "wszystkie uwarunkowania", w tym finansowe, to obawiam się, że informacja, jaką otrzymają, będzie taka: "urządzenie parku kosztowałoby X milionów, a tych pieniędzy nie ma i nie będzie w ciągu 20 lat. Utrzymanie parku kosztuje X zł rocznie. A po zbudowaniu osiedla mieszkaniowego będziemy mieli X zł wpływów rocznie z podatku od nieruchomości, żadnych wydatków". Zgadnijcie, jak zdecydują?
Tyle że to jest myślenie w perspektywie 10-20 lat. A kliny zieleni są na stulecia i nie są na sprzedaż. Wyobraźmy sobie, ile zarobiłaby kasa Nowego Jorku, gdyby władze zgodziły się na zabudowę części Central Parku. Krocie. Ale nikomu nie przychodzi to do głowy. Wiedzą, że w centrum miasta mają skarb. My też możemy go mieć.
Dziś studium zagospodarowania przestrzennego zakłada, że może być tam jedynie zieleń i tereny rekreacyjne. Ale w urzędzie miasta myślą o zmianach. - Są różne opinie w tej sprawie - mówi prezydent Grobelny. A jego rzeczniczka Anna Szpytko konkretyzuje: - Wybierzemy reprezentatywną grupę mieszkańców z terenu całego Poznania. Przedstawimy im kilka scenariuszy zagospodarowania terenu z prognozami czasowymi i ekonomicznymi ich realizacji. Planujemy też przeprowadzić badanie opinii publicznej oraz zebrać rekomendacje rad osiedli z Wildy.
Mieszkańcy mają wybierać, czy tam, gdzie stoi stadion, ma być tylko zieleń i rekreacja, czy także miejsce na sport albo zabudowę mieszkaniową.
Całe to przedsięwzięcie śmierdzi mi manipulacją. Stadion Szyca leży na terenie południowego klina zieleni. Kliny zieleni z czterech stron zbliżające się do centrum Poznania to coś, co nadaje naszemu miastu wyjątkowy charakter. Opracowane przed wojną przez legendarnego architekta miasta Władysława Czarneckiego przetrwały Hitlera i komunę. Mają służyć przewietrzaniu miasta i temu, żeby wszyscy poznaniacy mieli blisko do terenów rekreacyjnych. Kliny trzeba więc chronić. Prezydent Grobelny mówi o "różnych opiniach", ale ja nie słyszałem o fachowcu urbaniście, który byłby za zabudową klinów zieleni. Natomiast, owszem, naciski w tej sprawie robią od lat deweloperzy, którzy na świetnie położonych mieszkaniach "na terenie klina zieleni" chcieliby zarobić. Ich intencje są jasne i oczywiste, i nie mają nic wspólnego z myśleniem o mieście jako całości. To nie są merytoryczne opinie, to biznesowy lobbing.
Tak się składa, że głos deweloperów często współgra z jedną z dewiz Ryszarda Grobelnego, która brzmi: lepiej, żeby teren był zagospodarowany przez prywatnego właściciela, bo miasto nie musi się przejmować jego utrzymaniem. A na dodatek mamy podatek od nieruchomości. I jeszcze sama inwestycja dobrze wpływa na lokalną gospodarkę, bo daje ludziom pracę.
Prezydent Grobelny jest sprytnym politykiem. Przez całe lata zarzucano mu, że nie konsultuje z mieszkańcami ważnych dla Poznania decyzji - więc proszę, robi konsultacje, ba! - daje ludziom prawo wyboru! I jeszcze gra na nosie stowarzyszeniu My-Poznaniacy, które tyle mówi o dopuszczeniu mieszkańców do decydowania o sprawach miasta. Tyle że robienie w sprawie stadionu Szyca sondażu jest w mojej ocenie nadużyciem, szukaniem alibi dla przyzwolenia na dalsze zabudowywanie południowego klina zieleni.
Oczywiście, prezydent ma prawo takie rozwiązanie zaproponować, powinna się też w tej sprawie odbyć publiczna debata. A wybrani przez nas radni mogą ten pomysł zatwierdzić lub nie. Ale i prezydent, i przynajmniej część radnych, ma jakie takie pojęcie o planowaniu miast, a przynajmniej - po to im płacimy, żeby pojęcie mieli. Problem jest w tym, że trochę głupio robić zamach na kliny zieleni. Fajnie się więc podeprzeć "głosem ludu", którego reprezentanci będą mieli pewnie ledwo kilka godzin na zapoznanie się z problemami planowania miasta.
Podobny mechanizm - sądu obywatelskiego - zastosowało niedawno miasto w sprawie spornego fragmentu ul. Umultowskiej. Tam część mieszkańców chciała, by ulica była zamknięta dla ruchu, część - była przeciw. Wybrani poznaniacy z innych dzielnic mieli rozstrzygnąć ten konflikt. Tamten pomysł bardzo mi się podobał. Tyle że to była sprawa lokalna, ważna dla okolicznych mieszkańców, ale bez wpływu na los całego miasta. Z klinami zieleni jest inaczej. Nie ma w tej sprawie sporu między mieszkańcami, jest konflikt interesów wąskiej grupy przedsiębiorców i dobra całego miasta. Jeśli słyszę, że wybrani do rozstrzygnięcia sprawy mieszkańcy poznają "wszystkie uwarunkowania", w tym finansowe, to obawiam się, że informacja, jaką otrzymają, będzie taka: "urządzenie parku kosztowałoby X milionów, a tych pieniędzy nie ma i nie będzie w ciągu 20 lat. Utrzymanie parku kosztuje X zł rocznie. A po zbudowaniu osiedla mieszkaniowego będziemy mieli X zł wpływów rocznie z podatku od nieruchomości, żadnych wydatków". Zgadnijcie, jak zdecydują?
Tyle że to jest myślenie w perspektywie 10-20 lat. A kliny zieleni są na stulecia i nie są na sprzedaż. Wyobraźmy sobie, ile zarobiłaby kasa Nowego Jorku, gdyby władze zgodziły się na zabudowę części Central Parku. Krocie. Ale nikomu nie przychodzi to do głowy. Wiedzą, że w centrum miasta mają skarb. My też możemy go mieć.
- 50 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
22 głosy
-
Prezydent szuka alibi dla bloków przy Szycu
geka
20.02.12, 13:02
co do "reprezentacji: pewien "klasyk " z niedalekiego wschodu zrobił już to odkrycie : "nieważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy". Tak więc wybieranie "reprezentacji" jest delikatnie »
-
Prezydent szuka alibi dla bloków przy Szycu
darkerinside
20.02.12, 13:27
"Stadion Szyca" jest w uzytkowaniu wieczystym dewelopera, więc park tam nie powstanie bo po co miałby go stawiać deweloper? Deweloper jest od tego, żeby zarabiać, a nie żeby spełniać »
-
jak pacjent decydujący o tym co chirurg ma wyciąć
witkowski.architekt
20.02.12, 14:30
Równie dobrze możemy w szpitalu wybrać reprezentantów z grona pacjentów, którzy będą zastępowali lekarzy i podejmowali krytyczne decyzje np. o tym co komu wyciąć... Albo powierzenie »
Najczęściej czytane24 htydzień




