http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tam gdzie wiatr zawieje

Rozmawiała Joanna Bosakowska
2008-11-28, ostatnia aktualizacja 2008-11-28 00:00

Anna Grebieniow do redakcji przyszła z psem. Znalazła go na śmietniku w Ułan Bator i przywiozła do Polski. Suczka dostała imię Gobi - na pamiątkę wyprawy, którą poznanianka odbyła z przyjaciółmi


Fot. .
W Mongolii pokonali żaglowozami (żaglówkami na kółkach) 1500 km Pustyni Gobi. W trasę ruszyli 19 września, na metę w Mandal Gobi dotarli 1 listopada. Kilka dni temu wrócili do Poznania. W wyprawie, oprócz pani Anny, wzięli udział: Bogumił Grebieniow, Światosław Rojewski, Andrzej Waluk, Ireneusz Kiełb, Tomasz Pawlik, Xenia Starzyńska, Piotr Malczewski i Esmedekh Altangerel.



Joanna Bosakowska: I jak było?

Anna Grebieniow, organizatorka wyprawy: - Fajnie! Wiatr nam sprzyjał.

A pogoda?

- Do Ułan Bator przyjechaliśmy w sierpniu. Był upał, w bezwietrzne dni trudno było wytrzymać. Na Gobi wyruszyliśmy we wrześniu, bo spóźnił się kontener ze sprzętem, który koleją jechał z Polski. Podczas wyprawy najbardziej zaskoczyły mnie nagłe zmiany pogody. Jednego dnia upał, żółte, piękne wydmy, a na drugi dzień budzimy się i widzimy śnieg.



Kraina stepów i dzikiej przestrzeni, najmniej zaludnione miejsce na świecie. To tutaj mają swój początek wiatry, tutaj najjaśniej świecą nocą gwiazdy*.



Wasza wyprawa odbyła się w rocznicę podobnej, sprzed 30 lat. Wówczas Wojciech Skarżyński, Bogdan Pigłowski i Ryszard Łuniewski pokonali żaglowozami 800 km Gobi. Jeden z wehikułów został wówczas w Ułan Bator. Próbowaliście go odnaleźć...

- Tak, polscy podróżnicy podarowali żaglowóz Pałacowi Junnych Techników. Ale ślad po nim zaginął, pewnie ktoś go rozebrał na części.

Drugi żaglowóz - z 1978 r. - wyremontowaliście. Uczestniczył w wyprawie wraz z nowym pojazdem, który zbudowaliście w tym roku. Jak się sprawował?

- Lepiej niż nowy żaglowóz. Ale i tak nie obyło się bez usterek. Przetarł się nam do połowy szot od grota, zszyliśmy linę - i jakoś działała. Na 70 km przed metą, w wirze szalonej jazdy, pękło sześć szprych w jednym z kół żaglowozu - weterana. Załataliśmy koło. Po chwili wpadliśmy żaglowozami w dziury - pękły kolejne cztery szprychy. Na szczęście usterki nie były na tyle poważne, byśmy nie mogli jechać dalej.

Ile kilometrów dziennie pokonywaliście?

- To zależało od wiatru, czasem trzy kilometry, innym razem 80. Bywało, że żaglowóz pędził z prędkością 75 km na godz. Oczywiście nie cały czas, bo zdarzały się na trasie rowy, rozpadliny, krzaki, trzeba było więc zatrzymywać pojazd, by ominąć przeszkody. A bywało i tak, że wiatr nie wiał, więc pchaliśmy żaglowozy. Było ciężko, bo grzęzły w piachu. Jak tubylcy reagowali na żaglówki na pustyni?

- Większość o nas słyszała, widziała w telewizji, bo przed wyprawą mieliśmy konferencję prasową. Byli przyjaźni, gościnni. Spotkaliśmy i takich, którzy pamiętali jeszcze wyprawę sprzed 30 lat. Mongołowie dość dużo wiedzą o Polsce, wiedzą, kto jest prezydentem, co się u nas dzieje. Zresztą w każdej niemal jurcie jest generator prądu i telewizja satelitarna.

Zafundowaliście im też kino...

- Tak, mieliśmy ze sobą sprzęt do projekcji filmów w trójwymiarze. Wieszaliśmy ekran na samochodzie, który towarzyszył wyprawie. Pokazywaliśmy im filmy przyrodnicze: o zmianach klimatu, czy o Puszczy Białowieskiej.



Na horyzoncie pojawiły się podejrzane chmury, Bajra, nasz kierowca, mówi, że znów będzie śnieg. Na dodatek zostało już ostatnie opakowanie pumpernikla. Co jeszcze wymyśli Pustynia Gobi, aby nas tu zatrzymać na dłużej?



Gdzie spaliście?

- Pod gołym niebem, gdy było ciepło. Z namiotów zaczęliśmy korzystać, gdy na pustyni zrobiło się zimno. Samochód wiózł sprzęt, wieczorem rozkładaliśmy obóz.

Co jedliście?

- Mieliśmy bardzo dużo żywności od sponsorów z Polski, przywieźliśmy ją pociągiem. Na miejscu kupowaliśmy warzywa lub miejscowe specjały. W gościach częstowali nas baraniną.

Widzieliście osobliwy pomnik...

- Ogromny pomnik konia, jeszcze w fazie budowy. Upamiętnia rumaka, który wsławił się niecałe 300 lat temu szczególnymi osiągnięciami w wyścigach. Pokonał inne konie mongolskie oraz chińskie. Teraz za pomnikiem znajduje się symboliczny koński cmentarz, gdzie przynosi się czaszki tych zwierząt.

Wybraliście się też na dinozaury...

- Przyjechał do nas Wojciech Skarżyński, który w latach 60. pracował w Instytucie Paleontologii w Warszawie, w Mongolii był sześć razy. W Cagan Chuszu opowiadał nam i pokazywał miejsce, w którym w 1964 r. polscy paleontolodzy, w tym pan Wojciech, odkryli kości dinozaura ptasiodziobego. Został opisany jako nowy gatunek Gallimimus bullatus.

I znaleźliście Gobi...

- Na psa, młodą suczkę, natknęliśmy się w Ułan Bator. Mieszkała na śmietniku, była wychudzona, brudna i śmierdząca. Postanowiliśmy zabrać ją do Polski. Błyskawicznie udało się dopełnić niezbędnych formalności, wyrobić papiery, wszczepić mikroczipa. W drodze powrotnej jechaliśmy pociągiem - Gobi podróżowała w sportowej torbie kupionej na mongolskim "zachu", czyli targu. Podbiła serca wszystkich, jadła to, co przynosili nam pasażerowie pociągu. Bywało, że chłopcy zazdrościli jej tych frykasów, zwłaszcza końskiej, syberyjskiej kiełbasy.



Na mecie, na drewnianej belce widnieją nasze imiona. Marker nie jest trwały, trzeba będzie raz na jakiś czas wracać, by odnowić napisy.



W zeszłą niedzielę wróciliście do Poznania. Chcecie zorganizować wystawę. Kiedy będzie można ją zobaczyć?

- W warszawskim metrze można już oglądać krótki film o naszej wyprawie. Ale wystawę planujemy na wczesną wiosnę. Chcemy, by zdjęcia z niej można było oglądać w jurtach, a te dopiero zamówiliśmy w Mongolii. Przez miesiąc będą je szyć, potem będzie można zamówić ich transport.

A co z żaglowozami?

- Zostały na razie w Mongolii, bo zabrakło nam pieniędzy, żeby przywieźć je do Polski. Mieliśmy przykry wypadek, w jednej z wiosek zginęła nam dość duża suma. Chcemy po żaglowozy wrócić wiosną albo latem, może uda się jeszcze gdzieś pojechać. Posmakowaliśmy wiatru we włosach, tej dziczy, zakochaliśmy się w tej formie podróżowania. Myślimy o innych krajach. Bardzo bym chciała przejechać żaglowozami Patagonię. Oczywiście z moimi przyjaciółmi.



Obozujemy pod ostatnimi skałami - ścianami suchej rzeki z wyspą na środku. Na kolację znów chleb pieczony w kociołku i zupa z czosnku i cebuli. Wokół cisza. Dobrej nocy.

* Cytaty pochodzą z zapisków z podróży Anny Grebieniow

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

1 głos