Uliczkami Starego Rynku
15.10.2008
, aktualizacja: 15.10.2008 12:06
Spacer rozpoczynamy oczywiście na Starym Rynku. To tu właśnie Poznań został lokowany w 1253 r. na prawie magdeburskim, na mocy porozumienia Przemysła I z Tomaszem z Gubina. Niemieckie opracowanie podań "W kraju Warty" mówi, że miasto zostało założone przez byłych mieszkańców Gubina, sprowadzonych tu przez Tomasza. Ta historia jednak nie jest prawdziwa. Już bowiem tekst aktu lokacyjnego mówi jasno, że nadanie dotyczyło istniejącego już miasta i jego mieszkańców, a nie tylko części pod nową zabudowę dla przybyszów. Tuż po lokacji wytyczono Stary Rynek. No może nie do końca. Wytyczono Rynek. Bo tak nazywał się aż do początku XX w. Potem dodano mu przedrostek "stary", żeby odróżnić go od powstałego później Nowego Rynku, dzisiejszego placu Kolegiackiego. Stary Rynek to dziś prawdziwa wizytówka Poznania, którą utrwalił nawet na jednym za swoich obrazów Stanisław Wyspiański.

Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Jacek Y. Łuczak oprowadza poznaniaków po Starym Rynku (2008 rok)

Fot. Łukasz Cynalewski / AG

Fot. Jacek Łagowski / AG

Fot. Tomasz Kamiński / AG

Fot. Tomasz Kamiński / AG

Fot. Tomasz Kaminski / AG

Fot. Łukasz Cynalewski / AG

Fot. Andrzej Monczak / AG
10 września , godz. 12:06. Stary Rynek. Marta ze Swarzędza bierze udział w VI Plenerze Malarskim dla uczniów z wielkopolskich gimnazjów. Dziewczyna rysowała już zamek w Kórniku i Pałac Rogalinie.
Na Starym Rynku zaczęli się pojawiać kupcy i rzemieślnicy już w XIII w. W średniowieczu Poznań miał prawo organizowania czterech jarmarków w roku. Szczególnym powodzeniem cieszył się jarmark św. Jana. Przez wiele lat aż do XIX w. jarmarkowi towarzyszyły dodatkowe atrakcje: wyścigi konne, bale, spektakle i występy trup teatralnych. Tradycję tę wskrzesiły władze miasta po 1975 r. Jarmark Świętojański trwa dziś tydzień, od soboty do soboty, w okolicy święta św. Jana, ale pamiętać należy, że w XV w. niekiedy trwał i pięć tygodni.
1. RATUSZ
Kiedy został zbudowany, i czy zawsze był taki, jakim go znamy? Oczywiście, że nie. Po raz pierwszy został wymieniony w dokumentach w 1310 r. Tak stare są obecnie jedynie jego piwnice. A wszystko przez wielki pożar, który w 1536 r. strawił nie tylko Ratusz, ale także większą część miasta. Władze zdecydowały, że przebudową zajmie się Jan (Giovanni) Baptysta Quadro z Lugano. Po 10 latach pracy budynek zyskał wieżę, z której miejski trębacz w nocy co godzinę trąbił i obserwował miasto. Kiedy zauważył pożar, wywieszał latarnię. We wszystkich czynnościach pomagał mu tzw. trębaczyk, zwykle jego syn lub krewny.
Pewnego razu syn trębacza Bolko znalazł na wieży ratusza kruka z przestrzelonym skrzydłem i zaopiekował się nim. Któregoś dnia ptak zamienił się w karła i powiedział, że jest królem kruków. W zamian za pomoc zostawił chłopcu trąbkę, by grał on na niej w razie niebezpieczeństwa. Wiele lat później Poznań został zaatakowany i gdy najeźdźcy zdobywali mury, Bolko zagrał na trąbce. Na jej dźwięk zleciały się kruki i przegoniły napastników. Mimo że trąbka zaginęła, to mieszkańcy zapamiętali hejnał i grali go na pamiątkę zwycięstwa z ratuszowej wieży.
Obecnie poznański hejnał grany jest tylko w niedziele i święta w południe.
Na szczycie Ratusza zobaczymy białego orła. Umieścił go tam po raz pierwszy ślusarz Jakub Brang w 1783 r. Co ciekawe, w czasie zaborów Prusacy orła nie zdemontowali, tylko wyposażyli w koronę królów pruskich. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w 1919 r. koronę z głowy orła odciął ślusarz Żuromski. Imponujące i widowiskowe było to wydarzenie, bo ślusarz dokonał tego bez użycia rusztowania, siedząc okrakiem na czubku wieży.
Zwróćmy uwagę na rzeźby na fasadzie Ratusza. Te na pierwszym piętrze są alegoriami cnót. W attykach ujrzymy poczet królów z dynastii Jagiellonów od Władysława Jagiełły i Jadwigi Andegaweńskiej po Zygmunta II Augusta. Wizerunki te miały być symbolem wierności miasta polskim władcom (po kolejnym remoncie pojawiły się też postacie Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Przemysła I, Przemysła II, Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego). Niegdyś mówiono, że wizerunki królów w dzień śpią, a budzą się nocą. I że potem dwa kamienne posągi wychodzą z Pałacu Działyńskich i obchodzą Ratusz. Słychać wtedy szczęk szabli o kamienie, a westchnienia rozbiegają się po wszystkich wnętrzach.
Na ratuszu znajduje się wieżyczka z zegarem. Kiedyś zegar był chlubą Poznania. Został wykonany przez ślusarza Bartłomieja Wolfa przy okazji przebudowy Ratusza po wielkim pożarze. Dodatkowo zegar, tak było w planach odbudowy, miał zostać wyposażony w jakieś błazeńskie urządzenie. Ślusarz postanowił, że będą to koziołki. Do dziś nie wiadomo, skąd wziął się pomysł, ale jest za to legenda
Legenda mówi, że kiedy Bartłomiej chciał zaprezentować swój zegar, zainteresował się nim wojewoda poznański. Z okazji jego wizyty wydano wielką ucztę z pieczystym z sarny. Jednak przez nieuwagę kuchcika, pieczeń wpadła do ognia i spaliła się. Więc chłopiec ukradł z łąki dwa pasące się tam koziołki i postanowił je upiec w zamian za sarninę. Lecz potknął się na schodach, a koziołki uciekły na dach ratusza i zaczęły się tam trykać rogami. Rozbawiony tym widokiem wojewoda darował kucharzowi błąd i kradzież, a ślusarzowi Bartłomiejowi nakazał dołączyć do zegara mechanizm z trykającymi się koziołkami.
Dziś koziołki są jedną z najważniejszych atrakcji na Starym Rynku. Codziennie o godz. 12 przyciągają tłumy widzów. Z okazji przyznania Polsce, w tym i Poznaniowi, organizacji piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r., koziołki były ubrane w kolorowe stroje z logo imprezy. Wykonaną z brązu rzeźbę koziołków można zobaczyć także na skwerku przed Urzędem Miejskim na placu Kolegiackim.
W jednym z narożników Ratusza jest figura Giovanniego Baptysty di Quadro, jego twórcy. Związane jest z nim podanie, że gdy szukał modelki do namalowania wizerunku wiosny na freskach ratuszowych, zaprosił Kachnę z Górków. O to właśnie była zazdrosna kochanka di Quadro, Włoszka Izabela. Pomówiła Kachnę o czary, za co biedna dziewczyna została skazana na chłostę i spalenie na stosie. Gdy wykonywano karę chłosty, zakochany w niej trębacz Jaśko grał hejnał. Miał też zamiar z żalu podpalić ratusz. Ratusz faktycznie został podpalony tego samego wieczoru, ale przez uderzenie pioruna w czasie burzy. Kachnę uratował sam Giovanni, wstawiając się za nią. Prawda wyszła na jaw. Dziewczynę uratowano, Izabelę zaś skazano na wygnanie. Jaśko dostał złotą trąbkę od króla Zygmunta Augusta, który przysłuchiwał się przypadkiem hejnałowi.
Ponoć ratuszowa wieża była kiedyś o jedną trzecią wyższa. Jednak burze i pioruny zawalały ją co jakiś czas, a każda następna odbudowana była coraz niższa.
Niezwykłą atrakcją Ratusza w czasie zaborów było obserwowanie... linoskoczków, którzy w różnych pozach i na różnych przedmiotach przechodzili po linie rozwieszonej między wieżą kamienicy przy ul. Woźnej a galerią na wieży ratuszowej. Emocje były spore, bo wypadki się zdarzały.
W Ratuszu znajduje się Muzeum Historii Miasta Poznania. Czynne jest we wtorki, czwartki i piątki w godz. 9-16, w środy w godz. 11-18, w soboty w godz. 10-16 i w niedziele w godz. 10-15. Bilety kosztują 5 zł i 3,50 zł. W soboty wstęp jest bezpłatny. Dodatkowo płaci się za możliwość fotografowania wnętrz (12 zł) i za przewodnika (25 zł).
2. PRĘGIERZ
Tuż przed schodami do Ratusza stoi Pręgierz. Jest to kolumna z posągiem rycerza w maksymiliańskiej zbroi. Pierwotnie Pręgierz był drewniany, kamienny jest od XVI w. Został wybudowany z kar nakładanych na służące ubierające się... zbyt bogato lub zbyt wyzywająco. A tego wtedy zabraniała uchwała miejska. Przypomnijmy, że służące nie mogły nosić nie tylko biżuterii, ale nawet szerokich sukien mających więcej niż osiem fałd. Pręgierz był wtedy pierwszą wolno stojącą figurą w Poznaniu. To co widzimy dziś na Rynku, to kopia wykonana w 1925 r. przez rzeźbiarza Marcina Rożka. Oryginał stoi w Ratuszu. Jeden z łacińskich napisów na pręgierzu głosił kiedyś: "Upomniani, uczcie się sprawiedliwości i nie lekceważcie bogów".
Pewnego razu pojawił się w Poznaniu niejaki Rychlik. A było to w czasie, kiedy Władysław III zwany Warneńczykiem zaginął po bitwie pod Warną. Rychlik przyjechał i oznajmił, że jest królem. Ówczesny wojewoda Łukasz Górka poznał, że to nie król i chciał go stracić, ale sprzeciwiła się temu rada starszych, odkładając wyrok na rok „królewski”. Wtedy właśnie królowa dowiodła, że Rychlik kłamał. Za karę musiał stać pod pręgierzem w koronie zrobionej z papieru. Dodatkowo dwa razy dziennie otrzymywał rózgi. Potem został wsadzony do więzienia. Na dożywocie.
Nie wszystkie kary wymierzano pod pręgierzem. Złodziei np. wieszano na szubienicy, która stała nad Wartą za Bramą Wielką, nieopodal kościoła Dominikanów. W XV w. szubienicę przestawiono na drogę do Mosiny. Stała do połowy XIX w. na dzisiejszej Wildzie, w odległości aż 2 km od Bramy Wrocławskiej, na miejscu dzisiejszego szpitala ortopedycznego.
1. RATUSZ
Kiedy został zbudowany, i czy zawsze był taki, jakim go znamy? Oczywiście, że nie. Po raz pierwszy został wymieniony w dokumentach w 1310 r. Tak stare są obecnie jedynie jego piwnice. A wszystko przez wielki pożar, który w 1536 r. strawił nie tylko Ratusz, ale także większą część miasta. Władze zdecydowały, że przebudową zajmie się Jan (Giovanni) Baptysta Quadro z Lugano. Po 10 latach pracy budynek zyskał wieżę, z której miejski trębacz w nocy co godzinę trąbił i obserwował miasto. Kiedy zauważył pożar, wywieszał latarnię. We wszystkich czynnościach pomagał mu tzw. trębaczyk, zwykle jego syn lub krewny.
Pewnego razu syn trębacza Bolko znalazł na wieży ratusza kruka z przestrzelonym skrzydłem i zaopiekował się nim. Któregoś dnia ptak zamienił się w karła i powiedział, że jest królem kruków. W zamian za pomoc zostawił chłopcu trąbkę, by grał on na niej w razie niebezpieczeństwa. Wiele lat później Poznań został zaatakowany i gdy najeźdźcy zdobywali mury, Bolko zagrał na trąbce. Na jej dźwięk zleciały się kruki i przegoniły napastników. Mimo że trąbka zaginęła, to mieszkańcy zapamiętali hejnał i grali go na pamiątkę zwycięstwa z ratuszowej wieży.
Obecnie poznański hejnał grany jest tylko w niedziele i święta w południe.
Na szczycie Ratusza zobaczymy białego orła. Umieścił go tam po raz pierwszy ślusarz Jakub Brang w 1783 r. Co ciekawe, w czasie zaborów Prusacy orła nie zdemontowali, tylko wyposażyli w koronę królów pruskich. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w 1919 r. koronę z głowy orła odciął ślusarz Żuromski. Imponujące i widowiskowe było to wydarzenie, bo ślusarz dokonał tego bez użycia rusztowania, siedząc okrakiem na czubku wieży.
Zwróćmy uwagę na rzeźby na fasadzie Ratusza. Te na pierwszym piętrze są alegoriami cnót. W attykach ujrzymy poczet królów z dynastii Jagiellonów od Władysława Jagiełły i Jadwigi Andegaweńskiej po Zygmunta II Augusta. Wizerunki te miały być symbolem wierności miasta polskim władcom (po kolejnym remoncie pojawiły się też postacie Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Przemysła I, Przemysła II, Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego). Niegdyś mówiono, że wizerunki królów w dzień śpią, a budzą się nocą. I że potem dwa kamienne posągi wychodzą z Pałacu Działyńskich i obchodzą Ratusz. Słychać wtedy szczęk szabli o kamienie, a westchnienia rozbiegają się po wszystkich wnętrzach.
Na ratuszu znajduje się wieżyczka z zegarem. Kiedyś zegar był chlubą Poznania. Został wykonany przez ślusarza Bartłomieja Wolfa przy okazji przebudowy Ratusza po wielkim pożarze. Dodatkowo zegar, tak było w planach odbudowy, miał zostać wyposażony w jakieś błazeńskie urządzenie. Ślusarz postanowił, że będą to koziołki. Do dziś nie wiadomo, skąd wziął się pomysł, ale jest za to legenda
Legenda mówi, że kiedy Bartłomiej chciał zaprezentować swój zegar, zainteresował się nim wojewoda poznański. Z okazji jego wizyty wydano wielką ucztę z pieczystym z sarny. Jednak przez nieuwagę kuchcika, pieczeń wpadła do ognia i spaliła się. Więc chłopiec ukradł z łąki dwa pasące się tam koziołki i postanowił je upiec w zamian za sarninę. Lecz potknął się na schodach, a koziołki uciekły na dach ratusza i zaczęły się tam trykać rogami. Rozbawiony tym widokiem wojewoda darował kucharzowi błąd i kradzież, a ślusarzowi Bartłomiejowi nakazał dołączyć do zegara mechanizm z trykającymi się koziołkami.
Dziś koziołki są jedną z najważniejszych atrakcji na Starym Rynku. Codziennie o godz. 12 przyciągają tłumy widzów. Z okazji przyznania Polsce, w tym i Poznaniowi, organizacji piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r., koziołki były ubrane w kolorowe stroje z logo imprezy. Wykonaną z brązu rzeźbę koziołków można zobaczyć także na skwerku przed Urzędem Miejskim na placu Kolegiackim.
W jednym z narożników Ratusza jest figura Giovanniego Baptysty di Quadro, jego twórcy. Związane jest z nim podanie, że gdy szukał modelki do namalowania wizerunku wiosny na freskach ratuszowych, zaprosił Kachnę z Górków. O to właśnie była zazdrosna kochanka di Quadro, Włoszka Izabela. Pomówiła Kachnę o czary, za co biedna dziewczyna została skazana na chłostę i spalenie na stosie. Gdy wykonywano karę chłosty, zakochany w niej trębacz Jaśko grał hejnał. Miał też zamiar z żalu podpalić ratusz. Ratusz faktycznie został podpalony tego samego wieczoru, ale przez uderzenie pioruna w czasie burzy. Kachnę uratował sam Giovanni, wstawiając się za nią. Prawda wyszła na jaw. Dziewczynę uratowano, Izabelę zaś skazano na wygnanie. Jaśko dostał złotą trąbkę od króla Zygmunta Augusta, który przysłuchiwał się przypadkiem hejnałowi.
Ponoć ratuszowa wieża była kiedyś o jedną trzecią wyższa. Jednak burze i pioruny zawalały ją co jakiś czas, a każda następna odbudowana była coraz niższa.
Niezwykłą atrakcją Ratusza w czasie zaborów było obserwowanie... linoskoczków, którzy w różnych pozach i na różnych przedmiotach przechodzili po linie rozwieszonej między wieżą kamienicy przy ul. Woźnej a galerią na wieży ratuszowej. Emocje były spore, bo wypadki się zdarzały.
W Ratuszu znajduje się Muzeum Historii Miasta Poznania. Czynne jest we wtorki, czwartki i piątki w godz. 9-16, w środy w godz. 11-18, w soboty w godz. 10-16 i w niedziele w godz. 10-15. Bilety kosztują 5 zł i 3,50 zł. W soboty wstęp jest bezpłatny. Dodatkowo płaci się za możliwość fotografowania wnętrz (12 zł) i za przewodnika (25 zł).
2. PRĘGIERZ
Tuż przed schodami do Ratusza stoi Pręgierz. Jest to kolumna z posągiem rycerza w maksymiliańskiej zbroi. Pierwotnie Pręgierz był drewniany, kamienny jest od XVI w. Został wybudowany z kar nakładanych na służące ubierające się... zbyt bogato lub zbyt wyzywająco. A tego wtedy zabraniała uchwała miejska. Przypomnijmy, że służące nie mogły nosić nie tylko biżuterii, ale nawet szerokich sukien mających więcej niż osiem fałd. Pręgierz był wtedy pierwszą wolno stojącą figurą w Poznaniu. To co widzimy dziś na Rynku, to kopia wykonana w 1925 r. przez rzeźbiarza Marcina Rożka. Oryginał stoi w Ratuszu. Jeden z łacińskich napisów na pręgierzu głosił kiedyś: "Upomniani, uczcie się sprawiedliwości i nie lekceważcie bogów".
Pewnego razu pojawił się w Poznaniu niejaki Rychlik. A było to w czasie, kiedy Władysław III zwany Warneńczykiem zaginął po bitwie pod Warną. Rychlik przyjechał i oznajmił, że jest królem. Ówczesny wojewoda Łukasz Górka poznał, że to nie król i chciał go stracić, ale sprzeciwiła się temu rada starszych, odkładając wyrok na rok „królewski”. Wtedy właśnie królowa dowiodła, że Rychlik kłamał. Za karę musiał stać pod pręgierzem w koronie zrobionej z papieru. Dodatkowo dwa razy dziennie otrzymywał rózgi. Potem został wsadzony do więzienia. Na dożywocie.
Nie wszystkie kary wymierzano pod pręgierzem. Złodziei np. wieszano na szubienicy, która stała nad Wartą za Bramą Wielką, nieopodal kościoła Dominikanów. W XV w. szubienicę przestawiono na drogę do Mosiny. Stała do połowy XIX w. na dzisiejszej Wildzie, w odległości aż 2 km od Bramy Wrocławskiej, na miejscu dzisiejszego szpitala ortopedycznego.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Uliczkami Starego Rynku
aniak-w
16.10.09, 08:47
ładne zdjęcie, ale na pewno nie Poznania!!! »
Najczęściej czytane24 htydzień



więcej zdjęć