Sylwetka tygodnia - Tomasz Dmochowski

Maria Bielicka
2006-12-27 , aktualizacja: 27.12.2006 00:00
A A A Drukuj
Ginekolog i położnik z poznańskiego Szpitala im. Raszei. Anioł. Na taki tytuł zasłużył sobie w opinii kobiet - uczestniczek akcji ?Rodzić po ludzku?, która właśnie dzisiaj ma swój finał.

Rys. Boguslaw Lepiesza/ AG
Z całej Wielkopolski takie wyróżnienie dostał jako jedyny. Dr Dmochowski zapewnia, że wyróżnienie kompletnie go zaskoczyło. - Uważam, że nie robię nic nadzwyczajnego. Staram się po prostu uczciwie i rzetelnie wykonywać swoją pracę - mówi.

Koledzy po fachu twierdzą, że ma specyficzną grupę pacjentek. Koledzy mówią o nich "plecaczkowiczki", co ma się kojarzyć z plecaczkiem i pielgrzymką. Dmochowski wcale się tego nie wypiera: - Jestem jednoznaczny światopoglądowo. Trafiają więc do mnie kobiety, które chcą stosować naturalne metody planowania rodziny - tłumaczy. Przyznaje też, że - jako katolik - środków antykoncepcyjnych nie zapisuje, chyba że w celach leczniczych. Nie ukrywa, że z tego powodu spotyka się ze zdziwieniem, a nawet z oburzeniem. - Jeśli komuś to nie odpowiada, może znaleźć sobie innego lekarza - argumentuje.



Jest absolwentem LO nr VI w Poznaniu. Uczył się w klasie o profilu matematyczno-fizycznym i marzył o studiach w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. Zdanie zmienił dopiero przed maturą. - Moja wychowawczyni powiedziała, że widzi mnie tylko w roli lekarza.

Po studiach trafił na staż, właśnie do Szpitala im. Raszei. Wówczas zaczął myśleć o ginekologii. - Widok rodzących, które musiały leżeć na plecach, przywiązane, do aparatury KTG, budził mój sprzeciw - wspomina. - Lekarz jest po to, żeby pomóc rodzącej, więc zachęcam do wszystkiego, co może kobiecie ulżyć. Czasem jest to poród w wodzie, czasem pozycja w kucki lub na boku. Kobieta ma prawo wybrać to, co jej odpowiada - przekonuje.

Pacjentki mają do niego słabość. Widać to na stronie: www.cafebocian.pl. Internautka Gosia zapewnia, że dr Dmochowski jest przede wszystkim spokojnym, cierpliwym człowiekiem. Nachwalić się go nie może też Sylwia, która przez całą ciążę dojeżdżała do niego na wizyty po 100 km. - Doskonały specjalista, właściwy człowiek na właściwym miejscu. A świeżo upieczeni rodzice Dominika i Tomasz zwracają uwagę na jego ciepło i duże poczucie humoru.



Znajomi twierdzą jednak, że jest mało towarzyski. - Przychodzi na imprezy, ale rzadko się odzywa - mówią. Dmochowski przyznaje, że woli rozmowy w mniejszym gronie. - Kiedyś dużo udzielałem się publicznie, ale w gruncie rzeczy w publicznych kontaktach jestem nieśmiały - tłumaczy. - Tomek nieśmiały? - dziwi się Maria Jędraszak, koleżanka po fachu jeszcze z czasów studiów. - Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie: zawsze mówi to, co myśli. Przede wszystkim jest jednak rzetelnym lekarzem, nigdy nie odmawia pomocy i nie zapomina o zobowiązaniach - zapewnia Jędraszak. A wie, co mówi, bo oboje pracują w tym samym szpitalu.

Chwali go też szef, prof. Jacek Koźlik: - Życzliwy, otwarty, kompetentny - wymienia. I dodaje: - Potrafi łatwo dotrzeć do pacjentki i przekonać ją do swoich racji.



Z żoną Basią, pianistką, są razem od ponad 20 lat. - Przedstawił nas sobie wspólny kolega. Od niego usłyszałam, że Tomek jest prymusem, omnibusem, człowiekiem renesansu. I że na dodatek zmienia pieluchy o 12 lat młodszemu bratu. Byłam tą jego doskonałością przerażona - wspomina po latach ze śmiechem pani Barbara. - Dziś mogę powiedzieć, że okazał się najwspanialszym mężem na świecie. Jest też fantastycznym ojcem. Podziwiam go, gdy wraca po dyżurze i na czworakach biega z dziećmi do podłodze.

Państwo Dmochowscy mają trzy córki: najstarsza, dziewięcioletnia Aniela uczy się w szkole muzycznej, a sześcioletnia Julia i pięcioletnia Rozalia chodzą do przedszkola artystycznego.

Rodzina to największa pasja Tomasza Dmochowskiego. Druga to żeglarstwo. Obie pasje stara się łączyć w czasie letnich wakacji. Zimą państwo Dmochowscy wyjeżdżają w góry i - też całą rodziną - uczą się jeździć na nartach. - W tej dziedzinie na razie mistrzem nie jestem - przyznaje Dmochowski. - Ale umiem naprawdę dobrze pływać - chwali się.



Gdy znajdzie chwilę tylko dla siebie, chętnie czyta Conrada i książki historyczne. Gra też na gitarze. - Zadziwia mnie jego pamięć. Ja, jak nie ćwiczę, od razu zapominam utwór, a on pamięta go latami - mówi żona.

Na co dzień nie rozstaje się z laptopem. Mówi, że ma w nim cały gabinet, czyli kartoteki pacjentek. Często korzysta też z internetu, ale - jak podkreśla - od komputera nie czuje się uzależniony. Ma natomiast problem z komórką. - Jak komuś daję swój numer, zaznaczam, że można dzwonić w każdej sprawie, niezależnie od pory.

To uzależnienie to jedyna cecha męża, z którą pani Barbara próbuje walczyć. Bezskutecznie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów