Jak skutecznie udaremnić napad na bank?
18.03.2010
, aktualizacja: 18.03.2010 19:57
Po ubiegłorocznej czarnej serii napadów policjanci prowadzą specjalne szkolenia dla pracowników banków.
- Pieniądze w małych agencjach wręcz proszą "weź mnie". Zabezpieczenia są słabe. Nie odstraszają rabusiów - denerwują się poznańscy policjanci, którzy potem muszą szukać sprawców napadów. Często nie mają żadnego punktu zaczepienia.
W ostatnim roku placówki bankowe w Poznaniu i okolicach obrabowano aż 20 razy. Policji udało się złapać sprawców pięciu napadów. W tym roku napadów było już pięć. Na celowniku rabusiów są też agencje pocztowe, kantory, a nawet zakłady bukmacherskie i salony gier.
Od kilku dni policja szkoli ich właścicieli w poznańskich komisariatach. - Im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju - cytuje wojskowe motto podinsp. Henryk Gabryelczyk.
Byliśmy wczoraj na takim szkoleniu w komisariacie na Starym Mieście. Policjanci namawiali do inwestycji w bezpieczeństwo. - To wcale nie jest takie drogie. Monitoring z dwiema kamerami i twardym dyskiem można zainstalować za 1,5 tys. zł. Stawki z firmą ochroniarską, która ma patrole interwencyjne, można negocjować. Np. jedna poczta na Nowym Mieście płaci miesięcznie 50 zł. A za to ma codzienny odbiór gotówki - mówił Gabryelczyk.
Policjanci tłumaczyli, że warto wywiesić duże informacje o monitoringu czy ochronie, bo to odstrasza rabusia. Tak samo jak informacja, że w placówce jest sejf otwierany z kilkuminutowym opóźnieniem. Dzisiaj agencje bankowe o tym nie informują.
Najważniejsze jednak jest szkolenie pracowników. Każdy napad poprzedza krótsze lub dłuższe rozpoznanie. Rabuś kręci się pod bankiem, zagląda przez okno, może robić zdjęcia. - Musicie zwracać uwagę na podejrzane osoby i samochody. Jedno dobre spojrzenie może wystraszyć napastnika. O wszystkich podejrzeniach należy nas informować - tłumaczył Robert Hybiak z wielkopolskiej policji.
A co jeśli dojdzie już do napadu? Pracownicy powinni zapamiętać jak najwięcej szczegółów, nie zacierać śladów i natychmiast wezwać policję. Na dowód, że bywa inaczej, pokazano film z napadu. Kasjerka jest w takim szoku, że przycisk antynapadowy naciska dopiero po dwóch minutach, a policję wzywa po czterech.
Policjanci rozwiali też obiegową opinię, że bandyci napadają na banki w kominiarkach. Najczęściej maskują twarz szalikiem, zakładają ciemne okulary i czapkę z daszkiem. Ale we Wrocławiu zdarzyło się, że rabuś ubrał kask motocyklowy, a potem odjechał na skuterze. Najczęściej sprawcy uciekają jednak pieszo, dlatego tak ważne jest zapamiętanie wyglądu, ubioru i szybkie powiadomienie policji.
Teoretyczne szkolenie trwało dwie godziny. Policjanci chcą też zorganizować praktyczne zajęcia. Będzie symulacja napadu na bank - w rabusia wcieli się policjant - i ćwiczenia ze sporządzania rysopisu.
W ostatnim roku placówki bankowe w Poznaniu i okolicach obrabowano aż 20 razy. Policji udało się złapać sprawców pięciu napadów. W tym roku napadów było już pięć. Na celowniku rabusiów są też agencje pocztowe, kantory, a nawet zakłady bukmacherskie i salony gier.
Od kilku dni policja szkoli ich właścicieli w poznańskich komisariatach. - Im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju - cytuje wojskowe motto podinsp. Henryk Gabryelczyk.
Byliśmy wczoraj na takim szkoleniu w komisariacie na Starym Mieście. Policjanci namawiali do inwestycji w bezpieczeństwo. - To wcale nie jest takie drogie. Monitoring z dwiema kamerami i twardym dyskiem można zainstalować za 1,5 tys. zł. Stawki z firmą ochroniarską, która ma patrole interwencyjne, można negocjować. Np. jedna poczta na Nowym Mieście płaci miesięcznie 50 zł. A za to ma codzienny odbiór gotówki - mówił Gabryelczyk.
Policjanci tłumaczyli, że warto wywiesić duże informacje o monitoringu czy ochronie, bo to odstrasza rabusia. Tak samo jak informacja, że w placówce jest sejf otwierany z kilkuminutowym opóźnieniem. Dzisiaj agencje bankowe o tym nie informują.
Najważniejsze jednak jest szkolenie pracowników. Każdy napad poprzedza krótsze lub dłuższe rozpoznanie. Rabuś kręci się pod bankiem, zagląda przez okno, może robić zdjęcia. - Musicie zwracać uwagę na podejrzane osoby i samochody. Jedno dobre spojrzenie może wystraszyć napastnika. O wszystkich podejrzeniach należy nas informować - tłumaczył Robert Hybiak z wielkopolskiej policji.
A co jeśli dojdzie już do napadu? Pracownicy powinni zapamiętać jak najwięcej szczegółów, nie zacierać śladów i natychmiast wezwać policję. Na dowód, że bywa inaczej, pokazano film z napadu. Kasjerka jest w takim szoku, że przycisk antynapadowy naciska dopiero po dwóch minutach, a policję wzywa po czterech.
Policjanci rozwiali też obiegową opinię, że bandyci napadają na banki w kominiarkach. Najczęściej maskują twarz szalikiem, zakładają ciemne okulary i czapkę z daszkiem. Ale we Wrocławiu zdarzyło się, że rabuś ubrał kask motocyklowy, a potem odjechał na skuterze. Najczęściej sprawcy uciekają jednak pieszo, dlatego tak ważne jest zapamiętanie wyglądu, ubioru i szybkie powiadomienie policji.
Teoretyczne szkolenie trwało dwie godziny. Policjanci chcą też zorganizować praktyczne zajęcia. Będzie symulacja napadu na bank - w rabusia wcieli się policjant - i ćwiczenia ze sporządzania rysopisu.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Plan B gotowy. Jeśli remonty nie skończą ...
- Trasa na Franowo na ostatniej prostej. ...
- Fanatyk gry Diablo III chciał zabijać ludzi
- Tramwaje nie jeździły, bo policjanci nie ...
- Na FB nawołują do bojkotu pubów. Bo ...
- Usunął balkony bez pozwolenia. Ale mają wrócić
- Jeśli macie dość remontów, nie czytajcie ...




