Broadway. Urzędniczka w rudych włosach i koncesja

Piotr Żytnicki
10.02.2012 , aktualizacja: 10.02.2012 13:05
A A A Drukuj
Sąd próbuje dociec, dlaczego urzędniczka Anna F. była tak życzliwa dla właścicieli dzikiej dyskoteki Broadway
Nieistniejący już Club Broadway przy ul. Gwarnej
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Nieistniejący już Club Broadway przy ul. Gwarnej
Hałas i głośna muzyka z Clubu Broadway przez półtora roku utrudniały życie mieszkańcom ul. Gwarnej i Kościuszki. Kłopoty zaczęły się pod koniec 2009 r., gdy Broadway dostał koncesję na sprzedaż alkoholu, choć jego właściciele nie dołączyli do wniosku decyzji sanepidu o spełnianiu wymogów sanitarnych. Nie dołączyli, bo dyskoteka powstała nielegalnie i na taką decyzję nie mieli szans.

Bez tego dokumentu miejscy urzędnicy nie mieli prawa wydać koncesji. Ale Anna F., kierowniczka oddziału zezwoleń, przymknęła oko na braki w dokumentach. Twierdzi, że w dobrej wierze, bo właścicielom klubu śpieszyło się i obiecali, że brakujący dokument dostarczą później. Nie dostarczyli.

Czy urzędniczkę zgubiła życzliwość? Cień na tę wersję rzuciła na poprzedniej rozprawie Oliwia C., wspólniczka braci Ryszarda i Zbigniewa M., którzy prowadzili Broadway. To na jej nazwisko wystawiono koncesję, choć formalności w urzędzie załatwiał Ryszard M.

Kobieta opowiedziała, jak wyglądał odbiór koncesji: - Podjechaliśmy pod urząd samochodem. Ryszard czekał na telefon. Odebrał i po krótkiej rozmowie powiedział, że możemy już wejść na górę. Wszedł do gabinetu sam. Czekałam na korytarzu 15-20 minut. Weszłam tylko po to, by pokwitować odbiór. Ta urzędniczka życzyła Ryszardowi powodzenia w biznesie. On pocałował ją w rękę i zabrał koncesję. Odniosłam wrażenie, że są dobrymi znajomymi. Po wyjściu z urzędu Ryszard powiedział, że jest tu częstym gościem, przychodzi do pań z kwiatkami i bombonierkami. I że wszystko można załatwić, tylko trzeba mieć układy.

Oliwia C. zapamiętała, że urzędniczka, którą spotkała, miała rude włosy - tak jak Anna F. Ona sama jednak zaprzeczyła: - To nie byłam ja. Jest u nas koleżanka, która też ma rude włosy.

Na kolejną rozprawę wezwano więc drugą urzędniczkę. Rozprawa odbyła się w piątek. I rzeczywiście stawiła się kobieta w rudych włosach. - A jakie włosy miała pani w 2009 r.? - dociekała sędzia Renata Żurowska. - Takie jak teraz. Kasztanowo-rude - odpowiedziała urzędniczka.

Ale Oliwia C. zapamiętała jeszcze jeden szczegół: urzędniczka, która wręczała koncesję, przyjęła ich we własnym gabinecie. A taki gabinet - jako kierowniczka - miała Anna F. Sędzia Żurowska pytała więc drugą urzędniczkę: - Czy pani kierownik zapraszała petentów do własnego gabinetu?

- Nie pamiętam - odpowiedziała urzędniczka.

Sędzia spróbowała więc z innej strony: - A czy często osobiście wręcza koncesje?

- Pani kierownik pomaga nam, jak mamy dużo pracy - odpowiedziała urzędniczka.

Anna F. stwierdziła, że "nie pamięta, jak to było z tą koncesją". Choć prokuratura oskarża ją o niedopełnienie obowiązków, urzędniczka nie została zawieszona. Od przełożonych dostała tylko upomnienie i - co ma być karą - nie może ubiegać się o nagrodę.

Następna rozprawa - w marcu.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów