2 mln zł okupu albo wysadzę Biedronki
31.01.2012
, aktualizacja: 01.02.2012 14:34
25-letni poznaniak, który obrabował market na Ratajach, planował następny skok: chciał zażądać 2 mln zł okupu od Biedronki, grożąc zamachami. W jego mieszkaniu znaleziono ponad kilo pentrytu - silnego materiału wybuchowego
ZOBACZ TAKŻE
- Lina holownicza przecięła auto. Nie żyje 50-latka (31-01-12, 18:22)
- W czwartek znów pójdą przeciw ACTA (31-01-12, 16:29)
- Deweloper Jakub P. na razie bez wyroku (31-01-12, 16:01)
- Napadł na Biedronkę, ale co miał w rękach? (08-12-11, 18:17)
- Napadli na Biedronkę, bo solarium nie zarabiało (17-11-11, 18:21)
- Zatrzymano sprawców napadu na Biedronkę [WIDEO] (23-12-10, 13:38)
Październik 2010 r. Z Biedronki na os. Armii Krajowej wychodzą ostatni klienci, pracownicy zamykają sklep, zabierają utarg na zaplecze. Nagle gaśnie światło. Na nagraniach z monitoringu widać zamaskowanego mężczyznę, który w półmroku wypełza zza palet z wodą, terroryzuje pistoletem kasjerki i kierownika sklepu. A potem zabiera 30 tys. zł i ucieka.
Rabusiem okazuje się 25-letni Mariusz K. Kilka miesięcy przed napadem pożyczył w banku kilkadziesiąt tysięcy złotych, by otworzyć solarium na Grunwaldzie. Ale interes szedł kiepsko: solarium miesięcznie przynosiło tysiąc złotych, a rata kredytu była o 600 zł wyższa. Zuchwały napad Mariusz K. zaplanował w szczegółach. Do pomocy wziął młodszych kolegów: jeden stał na czatach, a drugi odciął prąd w sklepie (obaj poddali się karze).
Ale Mariusz K. nie zamierzał na tym poprzestać. Wpadł na pomysł, jak zmusić Biedronkę do zapłacenia 2 mln zł okupu. K. interesował się chemią, a z legalnych produktów kupowanych w internecie konstruował niewielkie ładunki wybuchowe (na jego komputerze policja znalazła nagrania próbnych eksplozji przeprowadzanych w piwnicy). K. postanowił zaszantażować Biedronkę: jeśli nie zapłacą mu okupu, podłoży w sklepach ładunki wybuchowe.
- To domysły, przypuszczenia i hipotezy - przekonywał na wtorkowej rozprawie adwokat Roman Kędziora, obrońca 25-latka. Ale prokurator Sławomir Szymański nie pozostawiał wątpliwości: - W laptopie Mariusza K. odnaleźliśmy zabezpieczone hasłem pliki: projekty listów z pogróżkami i żądaniami, a także spisany harmonogram działań.
O tym, że zamiary 25-latka były poważne, świadczyć ma także odnalezienie w jego mieszkaniu ponad kilograma pentrytu - substancji wybuchowej podobnej do nitrogliceryny, ale o jeszcze większej sile rażenia.
Adwokat Kędziora przekonywał, że zapisów w komputerze Mariusza K. mogli dokonać jego znajomi, którzy korzystali z laptopa w solarium. Oni sami zeznali jednak, że siadali przy komputerze tylko po to, by łączyć się z internetem.
- Tu nie chodzi o kradzież czekolady w sklepie. Oskarżony robił próby z ładunkami wybuchowymi. Chciał je podłożyć pod paletami z wodą. To mu się nie przyśniło - mówił mecenas Wiesław Michalski, reprezentujący w procesie Biedronkę.
- Przygotowywał zamach terrorystyczny - dodawała Agata Olek-Michalska, także reprezentująca Biedronkę. A potem porównała 25-latka do norweskiego zamachowcy Andersa Breivika, który w lipcu ub.r. odpalił ładunek wybuchowy w rządowej dzielnicy Oslo, a potem strzelał do ludzi na wyspie Utoya. Breivik zabił ponad 70 osób. - Plany Mariusza K. na szczęście udaremniła policja - komentowała Olek-Michalska.
Za napad na Biedronkę, konstruowanie ładunków wybuchowych oraz planowanie zamachów, które mogłyby zagrozić "życiu i zdrowiu wielu osób", prokurator Szymański zażądał dla młodego poznaniaka ośmiu lat więzienia.
- To kara drakońsko surowa - komentował obrońca 25-latka.
Mariusz K. przyznał się tylko do napadu na sklep. Twierdzi jednak, że w rękach trzymał nie pistolet, lecz jego atrapę. Pistolet gazowy, na który nie miał zezwolenia, policja znalazła jednak w jego mieszkaniu. Ekspert od balistyki, który oglądał nagrania z monitoringu, stwierdził na rozprawie, że przedmiot trzymany w ręku wygląda dokładnie tak jak zabezpieczony pistolet. Nie można jednak stwierdzić z pewnością, że to ta sama broń.
- Oskarżony złamał prawo i ma tego świadomość. Wie, że tak nie wolno żyć, na wolności chce legalnie pracować - przekonywał jego obrońca.
- Czułem, że przestępstwo jest jedynym wyjściem z finansowych kłopotów. Wiem, że źle zrobiłem - powiedział Mariusz K. Prosił o łagodną karę i możliwość odbywania jej w zakładzie półotwartym.
Wiesław Michalski, reprezentujący Biedronkę, prosił jednak sąd o surowe ukaranie 25-latka: - To nie jest dobry człowiek, który zszedł na złą drogą. To niebezpieczny przestępca, który łamiąc prawo, chciał urządzić sobie życie.
30 tys. zł zrabowanych z Biedronki do dzisiaj nie udało się odnaleźć. Pewne jest tylko, że kilka dni po napadzie Mariusz K. poleciał z dziewczyną na wycieczkę do Egiptu.
Wyrok w piątek.
Rabusiem okazuje się 25-letni Mariusz K. Kilka miesięcy przed napadem pożyczył w banku kilkadziesiąt tysięcy złotych, by otworzyć solarium na Grunwaldzie. Ale interes szedł kiepsko: solarium miesięcznie przynosiło tysiąc złotych, a rata kredytu była o 600 zł wyższa. Zuchwały napad Mariusz K. zaplanował w szczegółach. Do pomocy wziął młodszych kolegów: jeden stał na czatach, a drugi odciął prąd w sklepie (obaj poddali się karze).
Ale Mariusz K. nie zamierzał na tym poprzestać. Wpadł na pomysł, jak zmusić Biedronkę do zapłacenia 2 mln zł okupu. K. interesował się chemią, a z legalnych produktów kupowanych w internecie konstruował niewielkie ładunki wybuchowe (na jego komputerze policja znalazła nagrania próbnych eksplozji przeprowadzanych w piwnicy). K. postanowił zaszantażować Biedronkę: jeśli nie zapłacą mu okupu, podłoży w sklepach ładunki wybuchowe.
- To domysły, przypuszczenia i hipotezy - przekonywał na wtorkowej rozprawie adwokat Roman Kędziora, obrońca 25-latka. Ale prokurator Sławomir Szymański nie pozostawiał wątpliwości: - W laptopie Mariusza K. odnaleźliśmy zabezpieczone hasłem pliki: projekty listów z pogróżkami i żądaniami, a także spisany harmonogram działań.
O tym, że zamiary 25-latka były poważne, świadczyć ma także odnalezienie w jego mieszkaniu ponad kilograma pentrytu - substancji wybuchowej podobnej do nitrogliceryny, ale o jeszcze większej sile rażenia.
Adwokat Kędziora przekonywał, że zapisów w komputerze Mariusza K. mogli dokonać jego znajomi, którzy korzystali z laptopa w solarium. Oni sami zeznali jednak, że siadali przy komputerze tylko po to, by łączyć się z internetem.
- Tu nie chodzi o kradzież czekolady w sklepie. Oskarżony robił próby z ładunkami wybuchowymi. Chciał je podłożyć pod paletami z wodą. To mu się nie przyśniło - mówił mecenas Wiesław Michalski, reprezentujący w procesie Biedronkę.
- Przygotowywał zamach terrorystyczny - dodawała Agata Olek-Michalska, także reprezentująca Biedronkę. A potem porównała 25-latka do norweskiego zamachowcy Andersa Breivika, który w lipcu ub.r. odpalił ładunek wybuchowy w rządowej dzielnicy Oslo, a potem strzelał do ludzi na wyspie Utoya. Breivik zabił ponad 70 osób. - Plany Mariusza K. na szczęście udaremniła policja - komentowała Olek-Michalska.
Za napad na Biedronkę, konstruowanie ładunków wybuchowych oraz planowanie zamachów, które mogłyby zagrozić "życiu i zdrowiu wielu osób", prokurator Szymański zażądał dla młodego poznaniaka ośmiu lat więzienia.
- To kara drakońsko surowa - komentował obrońca 25-latka.
Mariusz K. przyznał się tylko do napadu na sklep. Twierdzi jednak, że w rękach trzymał nie pistolet, lecz jego atrapę. Pistolet gazowy, na który nie miał zezwolenia, policja znalazła jednak w jego mieszkaniu. Ekspert od balistyki, który oglądał nagrania z monitoringu, stwierdził na rozprawie, że przedmiot trzymany w ręku wygląda dokładnie tak jak zabezpieczony pistolet. Nie można jednak stwierdzić z pewnością, że to ta sama broń.
- Oskarżony złamał prawo i ma tego świadomość. Wie, że tak nie wolno żyć, na wolności chce legalnie pracować - przekonywał jego obrońca.
- Czułem, że przestępstwo jest jedynym wyjściem z finansowych kłopotów. Wiem, że źle zrobiłem - powiedział Mariusz K. Prosił o łagodną karę i możliwość odbywania jej w zakładzie półotwartym.
Wiesław Michalski, reprezentujący Biedronkę, prosił jednak sąd o surowe ukaranie 25-latka: - To nie jest dobry człowiek, który zszedł na złą drogą. To niebezpieczny przestępca, który łamiąc prawo, chciał urządzić sobie życie.
30 tys. zł zrabowanych z Biedronki do dzisiaj nie udało się odnaleźć. Pewne jest tylko, że kilka dni po napadzie Mariusz K. poleciał z dziewczyną na wycieczkę do Egiptu.
Wyrok w piątek.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
28 głosów
-
2 mln zł okupu albo wysadzę Biedronki
microb66
31.01.12, 21:11
Ale głup - nie pentryt, tylko napalm (lub termit) i nie w paletach z wodą (tłumi wybuch), ale w oleju rzepakowym, co by się jarało jak trzeba. »
-
2 mln zł okupu albo wysadzę Biedronki
ewa5.0
01.02.12, 09:03
Takich ludzi należy karać bezwzględnie surowo/i nie chodzi tu o pieniądze tylko zagrożenie życia wielu ludzi/maksymalny wymiar kary i to nie w zawieszeniu!»
-
2 mln zł okupu albo wysadzę Biedronki
lala1949
01.02.12, 19:24
Przygłupów jednak w Polsce nie brakuje»
Najczęściej czytane24 htydzień




