Co ma myśliwy do kruka?

Rozmawiał Jacek Łuczak
2006-01-26 , aktualizacja: 26.01.2006 00:00
A A A Drukuj
Strzelać do kruków czy nie strzelać - to pytanie wraca co roku. Myśliwi uważają, że trzeba ograniczyć ich liczebność, przeciwni temu są naukowcy
Rodzina ptaków krukowatych (m.in. kruk, gawron, wrona, sroka, orzechówka, sójka, wieszczek, wrończyk) ma pecha. Gatunki te nie są lubiane przez ludzi i powszechnie uważa się je za szkodniki. Doskonale przystosowały się bowiem do życia w pobliżu siedzib ludzkich, na terenach rolniczych, a także w miastach. W ostatnich latach o potrzebie ograniczenia ich liczebności szczególnie chętnie mówią myśliwi. Co roku składają u wojewódzkiego konserwatora przyrody wnioski o odstrzał. Miesiąc temu do Urzędu Wojewódzkiego wpłynął kolejny taki wniosek - myśliwi zaproponowali w Wielkopolsce odstrzał 10 tys. sztuk. Uważają bowiem, że duża liczba kruków i innych ptaków z tej rodziny ma związek ze zmniejszeniem liczby zajęcy i kuropatw. - Populacja zająca jest osłabiona, mioty nie są tak częste, jak kiedyś. Zmiany w naszym środowisku zaszły za daleko, dlatego trzeba ingerować, ale mądrze - mówi Jerzy Wachowiak, myśliwy z Poznania.

Czy kruki są szkodnikami? - W nadmiernej ilości tak. Ich presja na środowisko jest tak duża, że nie można tego zostawić i powiedzieć sobie, że przyroda sobie z tym sama poradzi - uważa Wachowiak. Myśliwy twierdzi jednak, że odstrzał nie może być prowadzony "na żywioł", czyli indywidualnie, ale w zorganizowany sposób, poprzez polowanie zbiorowe. - Wtedy nikt nie odważy się odstrzelić jastrzębia czy myszołowa i będzie można wszystko kontrolować - dodaje.

Takim podejściem do krukowatych oburzają się specjaliści z dziedziny ornitologii, którzy udowadniają, że ptaki te nie mogą wpływać na populację zająca i kuropatwy. O zdanie na ten temat zapytaliśmy jednego z najbardziej znanych w Europie naukowców zajmujących się krukowatymi.



Rozmowa z Janem Bednorzem z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Jacek Łuczak: Czy krukowate to szkodniki?

JAN BEDNORZ: W przyrodzie w ogóle nie ma szkodników. "Szkodniki" stworzył człowiek. Nazywa w ten sposób zwierzęta, które na skutek swojej liczebności lub działalności są konkurentami człowieka w walce o jakieś dobra. Z ptakami jest jak z owadami leśnymi. Kiedyś wszystkie lasy były gatunkowo bardzo zróżnicowane i owad nie mógł się rozmnożyć w tak szybkim tempie, by wyrządzić widoczne szkody. Na jednym hektarze łatwiej było znaleźć 50 gatunków drzew niż dwa drzewa tego samego gatunku. A więc przenoszenie się z drzewa na drzewo takiego "szkodnika" było bardzo trudne. Lecz człowiek wprowadził monokultury, które owady potrafią rzeczywiście zniszczyć. Tam, gdzie nie ma człowieka, tam nie ma czegoś takiego, jak szkodnik.

Wszystko w przyrodzie ma plusy i minusy. Nie ma w niej bieli i czerni, wszystko jest mniej lub bardziej szare. To tak jak u ludzi: nawet najgorszy człowiek ma jakieś dobre cechy. Poza tym szkody w przyrodzie i szkody w myślistwie to dwie różne rzeczy. W naturze każdy drapieżnik jest potrzebny. Co na przykład zrobili Amerykanie, chcąc chronić jelenia w Kolorado? Wybili wszystkie drapieżniki. Po kilku latach jeleni już nie było, bo się po prostu zdegenerowały.

Ale rolnikom ptaki potrafią życie uprzykrzyć...

- Kruk może lokalnie jakieś szkody wyrządzić, ale zwykle to nie jego wina. Na przykład koło Grodziska Wlkp. wywożono z rzeźni resztki na pola. Według przepisów trzeba je bronować, by nie były dostępne dla zwierząt. Tego nie zrobiono i rolnicy dziwili się, że nagle kruki się pojawiły. Pisali pismo do konserwatora przyrody, że kruki wyjadają ziemniaki. Poparł to nawet profesor łowiectwa z Akademii Rolniczej, który kiedyś napisał, że jak kruk się naje zajęcy, to musi zagryźć ziemniakiem!

Od kiedy to kruk je ziemniaki? Surowy ziemniak to jest szczyt trucizny. Tego żaden zwierz nie ruszy! Kruk może jedynie powyrywać pędy w poszukiwaniu pędraków. Bo gdy wyrwie jednego ziemniaka i znajdzie pędraka, to pomyśli, że pod drugim też znajdzie. Kruki bardzo szybko się uczą. Chłopi mają wtedy wprawdzie stratę, ale niech pamiętają, że kruki pojawiły się tam ze względu na padlinę. I kto jest winny? Nie rzeźnia, tylko kruki.

Myśliwi mówią, że krukowate szkodzą zającom i kuropatwom, wyjadają młode, jajka z gniazd.

- A skąd myśliwi to wiedzą? To tak jakby zagraniczny turysta zobaczył Polaka jedzącego lody i uznał, że Polacy żywią się wyłącznie lodami. Krukowaty nie jest w zasadzie drapieżnikiem, jest wszystkożerny i idzie na łatwiznę w zdobywaniu pokarmu. Nie jest stworzony, by polować, on tego nie umie. Jest przede wszystkim padlinożercą i - o czym ludzie zapominają - roślinożercą. Młode osobniki odżywiają się tylko roślinami i owadami, a nie zajączkami. To nieprawda, że sroka wcina zajączki, bo ona występuje przede wszystkim w miastach, a w miastach nie ma zajęcy.

Każdy krukowaty inaczej czatuje na zdobycz. Gawron lubi sobie pospacerować, a jak coś znajdzie, to sobie zje. Jeśli znajdzie gniazdo ptaka na ziemi, bo tylko takie wchodzą w rachubę, to jasne, że zje jajko. Tylko, że to jajko będzie jedno na kilka tysięcy innych potraw. Człowiek powie: o, cholera, szkodnik, bo wybiera młode z gniazda! Oczywiście, że mu się to zdarza, nawet krukowi. Ale kruk robi mniej "szkody" niż bocian. Bo największym szkodnikiem jest bocian, którego wszyscy kochają. To on wyjada kuropatwy i zajączki.

W żadnych badaniach nie ma nic o tym, by kruk złapał kuropatwę. Natomiast kilka razy znaleziono szczątki zająca pod gniazdem kruka. Ja sam przez 25 lat badań miałem dwa takie przypadki: raz była to noga zająca, którą kruk zdobył od borsuka, a druga nie wiadomo skąd się wzięła. Kruk nie jest w stanie upolować dorosłego zająca. On może jeść tylko padlinę, więc jeśli nawet znajdziemy kość zająca pod gniazdem, to nie będzie to upolowany przez kruka zając. Zresztą na świecie nikt nigdy nie widział polującego kruka. Kruk, nawet gdyby chciał, to nie może odżywiać się wyłącznie zającem czy kuropatwami, bo by z głodu umarł. Gdyby Pan się chciał odżywiać tylko kawiorem, to by Pan też nie wyglądał tak dobrze.

Kruki to zbieracze i czyściciele. Zbierają wszystko, co ludzie wyrzucą. Przedsiębiorstwa komunalne nie są w stanie zebrać tyle, ile ptaki. Wrona, gawron i kruk wędrują po całej Europie i osiadają tam, gdzie człowiek jest niechlujny. Trzymają się tylko krajów, w których jest nieporządek. Dlatego u nas jest ich tak wiele. W porządnych miasta nie ma krukowatych, bo tam nie ma co jeść. Siedzą jedynie przy szosach, gdzie padliny jest dość. I z tego żyją. Poza miastami, czyli tam, gdzie żyją kuropatwy i zające, krukowatych jest niewiele.

Skąd wobec tego ta zbieżność: większa liczba kruków, a mniejsza zajęcy?

- Znamy winowajcę. Są nimi dwie choroby, odpowiedniki naszego AIDS. To wykończyło zająca, a nie żaden kruk czy inny krukowaty. A dowodem na to jest wschodnia Polska. Tam zajęcy przybywa, krukowatych jest dużo i one sobie zupełnie nie szkodzą. A w naszym regionie to zupełny zbieg okoliczności. Ale teraz populacja zająca już idzie w górę. Te, które przeżyły, są zdrowiutkie. To nawet dobrze, że te wszystkie chore poszły w diabły.

To co tak naprawdę przeszkadza myśliwym w krukach?

- Myśliwy, kiedy coś upoluje, to musi rozciąć zwierzaka i wypatroszyć. Zwykle robi to i potem przyjeżdża po tuszkę samochodem. A w tym czasie kruki wyjedzą już najlepsze kąski. Kruk jest cwany i cały czas obserwuje, co człowiek robi. Mądry myśliwy wnętrzności wyrzuci na otwartą przestrzeń, żeby kruk miał się czym zająć, a tuszę zostawi ukryte w krzakach. To nie kruk jest wstrętny, tylko człowiek nierozsądny. Ale ktoś musi być winien. I wtedy najlepiej obwinić tego, który się nie może bronić.

Myśliwi chcieliby policzyć krukowate, by...

- Oni nawet nie znają metod liczenia! My to robimy co roku, ale liczymy tylko ptaki lęgowe, bo tylko te da się policzyć. Ale przekładanie liczby krukowatych na liczbę kuropatw czy zajęcy to absurd. Czytałem na ten temat jeden artykuł. Autor, nawet o tym nie wiedząc, robił badania na tym samym terenie, co ja. A tam nie ma zajęcy! Pisanie takiej pracy jest nieuczciwe.

Poza tym badania wykazują, że liczebność jakiegoś gatunku najpierw wzrasta do pewnego poziomu, a potem spada i się wyrównuje. Rozmnaża się, a dopiero po przekroczeniu bezpiecznego progu zaczyna zauważać, że młode umierają z głodu, bo nie ma co jeść. W Wielkopolsce jesteśmy już po maksimum liczebności krukowatych.

A zatem: ograniczać liczbę krukowatych czy nie?

- Nie ma to absolutnie żadnego sensu. W latach 30. XX w., najtrudniejszym dotychczas okresie dla kruka, w Wielkopolsce były trzy pary, które pozostały z kilku tysięcy! Wtedy działo się to, co teraz - nagonka na krukowate. Ludzie je truli i mordowali wszelkimi sposobami. Z myślistwem to nie miało nic wspólnego, raczej z barbarzyństwem. Teraz znów się do nich strzela, nawet do wysiadujących samic na gnieździe. Co to ma wspólnego z myślistwem? Chodzi tylko o zabijanie, o nic więcej.



Prof. Jan Bednorz pracuje w Zakładzie Taksonomii i Ekologii Ptaków na Wydziale Biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Jest specjalistą z zakresu wiedzy o liczebności, występowaniu i zwyczajach ptaków krukowatych, autorem książek i publikacji.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos