Białas o sprawie Litara: Obrażono nas wszystkich

Andrzej Białas*
07.02.2011 , aktualizacja: 07.02.2011 15:30
A A A Drukuj
Kibice Kolejorza podczas meczu Lecha Poznań z Manchesterem City Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta Kibice Kolejorza podczas meczu Lecha Poznań z Manchesterem City
Przeprosiny pana Markowicza to policzek dla mieszkańców Poznania. Brzmi pan niestety niewiarygodnie - o ujawnionym przez "Gazetę" incydencie z udziałem prezesa "Wiary Lecha" pisze Andrzej Białas*
Kibic - powinno brzmieć dumnie. Jesteśmy kibicami w różnych dziedzinach życia i sportu. Co pewien czas jednak przychodzi nam zastanowić się głębiej nad znaczeniem faktu bycia kibicem.

Ostatnie wydarzenia na stadionie miejskim z udziałem prezesa "Wiary Lecha" każą mi zastanowić się nad tym, co dla mnie zawsze było święte i najważniejsze. Nad piłką, klubem i kibicowaniem. Z Lechem Poznań związany jestem bowiem od zawsze - mam to w genach. Mój Ojciec Edmund Białas, legenda poznańskiego Lecha, grał i działał w nim przez blisko 60 lat. Klub i piłka były dla niego sensem życia, my jako rodzina stanowiliśmy ważny tego element i nasza miłość do Lecha i piłki była bezwarunkowa. Coś się jednak zmieniło, wszystko stało się bardziej komercyjne, piłkarze przychodzą i odchodzą - dziś grają z nami, a jutro przeciwko nam - bo przecież chodzi o pieniądze i każdy to rozumie. Kibicowanie to nie tylko fizyczna obecność na stadionie, ale i wierność w szacunku dla klubu, który kochamy i dla kibica stojącego obok.

To, co wydarzyło się na stadionie podczas meczu reprezentacji Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej, tutaj w Poznaniu, tak naprawdę mnie przeraziło i oburzyło. Uzmysłowiłem sobie, że być może nie ma już dla mnie miejsca na jego trybunach, zanim zaczął on na dobre funkcjonować. Chciałbym więc powiedzieć, że ja Andrzej Białas, syn Edmunda Białasa, wyrażam oburzenie zachowaniem "kibica" nazywającego się Krzysztof Markowicz. Uważam, że obrażony w sposób brutalny został nie tylko uczestnik będący na trybunie, jego rodzina, ale my wszyscy, którzy mamy prawo odczuwać gniew związany z tym zdarzeniem.

Niektórzy niestety twierdzą, że nic się nie stało i tutaj różnimy się zasadniczo. Stadion jest miejscem, w którym kumulują się wielkie emocje, padają mocne słowa, a zachowanie nie zawsze poddaje się regułom salonowej etykiety. Ale istnieją granice, których nikomu nie wolno przekroczyć, jeśli chce nazywać się dumnie kibicem! A jeśli już to zrobi, powinien ponieść konsekwencje i odejść - dla dobra nas wszystkich. Bycie kibicem to nie obowiązek, ale zaszczyt, którego można zostać pozbawionym.

Na miejskim stadionie, który stanowić miał chlubę wszystkich mieszkańców Poznania, doszło do wulgarnego zachowania prezesa stowarzyszenia "Wiara Lecha". Na zarejestrowanym materiale z monitoringu stadionowego mogliśmy zobaczyć, jak osoba rozpoznana jako prezes Markowicz pluje kilkakrotnie na mężczyznę w dresie, w narodowych barwach. Rozumiem, że mogło dojść z jakiegoś powodu do ostrej wymiany zdań, ale wyraźnie widać, kto kogo upokarza, czując się bezkarnie w otoczeniu rosłych pacanów. Dzieje się to, w pewnym momencie, także w obecności rodziny i dzieci.

Z uwagą wysłuchałem kilkakrotnie wypowiedzi, które mają być przeprosinami, prezesa "Wiary Lecha". Przeprasza pan nie za to, co pan zrobił, ale opowiada czego nie zrobił. "Nie oplułem kobiety" - zabrakło stwierdzenia - oplułem mężczyznę, ale to nieistotny chyba szczegół. Przeprosiny pana Markowicza to policzek dla mieszkańców Poznania. Tak zapędził się pan w pluciu, że gdy zabrakło śliny, pozostał język, który obraża inteligencję innych ludzi. Brzmi pan niestety niewiarygodnie.

Również, niestety, niewiarygodnie brzmią dla mnie tłumaczenia Stowarzyszenia, które w ten sposób określa swoją tożsamość i wybiera określoną stronę w tej jakże przykrej sprawie. Kupczenie zadośćuczynieniem dla oplutego kibica typu "karnecik", "spotkanko", "przeprosinki" jako element rekompensaty, to dalsze obrażanie nie tylko poszkodowanego, ale i tych, którzy tego słuchają.

Niech "Wiara Lecha" brzmi dumnie! Niech "Wiara Lecha" będzie gwarantem spokoju na trybunach i dumy z poznańskich kibiców! "Wiara Lecha" musi być odpowiedzialna za swojego prezesa, z którym na dzisiaj się utożsamia tak jak i prezes odpowiedzialny jest za stowarzyszenie. Zwracam uwagę, że Stowarzyszenie "Wiara Lecha", co wielokrotnie podkreślało, związane jest z Klubem KKS Lech, klubem Edmunda Białasa, Teodora Anioły i Henryka Czapczyka. Stępczaka, Bilewicza, Henia Wróbla, Napierały, Zygfryda Słomy, Okońskiego i Jasia Domino, całej plejady piłkarskich gwiazd i działaczy, którzy życie poświęcili dla Lecha w walce na murawie, a nie na trybunie.

Na dzisiaj więc wyrządzacie panowie z zarządu "Wiary Lecha" krzywdę "Lechowi" - mojemu klubowi, do czego nie macie prawa i nikt Was do tego nie upoważnił.

Może pora na zmianę nazwy, aby święte słowo "Lech" nie zostało oplute.

*Andrzej Białas - wiceprezes Stowarzyszenia My-Poznaniacy i prezes zarządu osiedla Edwardowo, w wyborach do Rady Miasta Poznania 2010 uzyskał ponad 1400 głosów.

Tekst ukazał się w sobotę na stronie My-poznaniacy.org. Publikujemy go za zgodą autora. Tytuł od redakcji

Podziel się

  • 83 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy