Kogo reprezentuje "Litar"?
31.01.2011
, aktualizacja: 01.02.2011 00:20
List od czytelnika
ZOBACZ TAKŻE
- Lech milczy, Wiara szuka oplutej rodziny (31-01-11, 08:00)
- UEFA strofuje Polskę: Kibole się panoszą (31-03-11, 08:00)
- Rzeczpospolita kibolska (04-02-11, 10:42)
- Pluł na kobietę. Pozostanie szefem Wiary Lecha (01-02-11, 07:30)
- Opluli rodzinę, bo była w biało-czerwonych barwach (29-01-11, 07:00)
- Pierwszy kibol RP (28-01-11, 01:00)
- Poznańscy radni o skandalu na stadionie (28-01-11, 21:41)
- Poznańscy kibole prą do władzy (25-03-11, 07:00)
- Dość plucia na poznańskim stadionie! (28-01-11, 10:00)
- Oddaliśmy Litarowi trybunę. Eksperyment się nie udał (31-01-11, 08:00)
Na pierwszy rzut oka, "Wiara Lecha" to twór w polskiej piłce pionierski i niedościgniony. Stowarzyszenie jest współtwórcą unikatowej atmosfery poznańskiego stadionu, a na europejskie wyjazdy wysyła - dzięki relatywnie ostrej selekcji - rzeszę fanów znakomicie prezentującą klub i miasto, pracującą ku polepszeniu tragicznego wizerunku polskiego kibica. Do tego warto dodać akcje społeczne - krwiodawstwo, akcje dla domów dziecka, lokalny patriotyzm. Listopadowy wybryk szefa "WL" nie przekreśla całości tych dokonań.
Pytanie które nasuwa mi się od lat brzmi: jak bardzo aktywność społeczna "Wiary Lecha", chociaż często autentycznie wspomagająca potrzebujących i krzewiąca wielkopolskie wartości, służy jedynie odwróceniu uwagi od działalności pierwszorzędnej - kibolskiej, znaczy się.
Szefowie "WL" organizują - znakomicie zresztą - obchody rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego, zachłystując się polskością i wartościami narodowymi, ale nie mają problemu z agresją wobec pomalowanych w biało-czerwone barwy "za bardzo" i "nie po kibolsku". Urządzają zbiórki dla domów dziecka, zbiorowo wygrywając dla nich internetowe aukcje i konkursy, ale nie cofną się przed opluciem kobiety na oczach dzieci. Głoszą teorie honoru i tradycji, ale jak przyjdzie co do czego - osaczą i zelżą jednego z "nie swoich" całą grupą, tak by poczuć się plemiennie mocniej. Honor pełną gębą.
Swoją drogą żałuję, że taki skandal zdarzył się już teraz, a nie podczas Euro 2012. Wtedy oplucie za przesadny malunek czy "niekibolskie" maniery groziłoby np. holenderskiej albo francuskiej rodzinie. Sprawa rozeszłaby się szerszym echem, a wstyd dla Poznania, "Wiary Lecha" i PZPN-u byłby zapewne większy. Za układanie się z prostactwem, władze mojego miasta i mojego klubu na taki wstyd zasługują.
Nie można też nie przyjrzeć się liczbom: Stowarzyszenie skupia poniżej 2000 osób, mniej niż 10 proc. średniej frekwencji na stadionie i trzykrotnie mniej niż liczba kibiców na największych wyjazdach (Praga, Turyn, Manchester). Statystycznie nawet większość bywalców osławionej II trybuny nie jest członkami "WL". Markowicz to zatem żaden szef poznańskich kibiców, a co najwyżej herszt ich procentowo nieznacznego wycinka.
Nie znam wszystkich powodów wstrętu kibiców do "WL", znam te swoich przyjaciół i znajomych. Oni - niekoniecznie dobrze wykształceni, ale ambitni i kulturalni - brzydzą się plemienną kulturą "Kotła", nie hołdują wartości siły, nie mają w d... reszty stadionu. Jedno co mają to narzucane przez kogokolwiek reguły kibicowania. Na mecze przychodzą dla Lecha, adrenaliny i dobrej piłki. Mentalnie i cywilizacyjnie czują się na innej planecie niż "Wiara Lecha" i jej krewki, prymitywny przywódca. Identyfikują się z klubem i określeniem "Kibice Lecha" - i oni też będą czuli się prostacko opluci, bo cierpi ich wizerunek. A Markowicz wielokrotnie występował publicznie jako ich przedstawiciel.
Dlatego uważam, że rola "Wiary Lecha" w Lechu jest przeceniana, a klub i kibice - ci szanujący się nawzajem, bez ideologii i zapędów plemiennych - obejdą się bez niej doskonale. Kultura kibicowania bez przemocy jest w Poznaniu zakorzeniona lepiej niż gdziekolwiek indziej w kraju i poradzi sobie bez średniowiecznych zasad. Może obędzie się nawet bez publicznego opluwania kobiet.
A do ludzi pokroju "Litara" idealnie pasuje brytyjskie porzekadło: "możesz wyciągnąć człowieka z getta, ale nigdy nie wyciągniesz getta z człowieka". Niech więc wraca tam skąd przyszedł, na ławeczkę przed blokiem na poznańskich Ratajach. Tam będzie kompromitował tylko siebie.
Pytanie które nasuwa mi się od lat brzmi: jak bardzo aktywność społeczna "Wiary Lecha", chociaż często autentycznie wspomagająca potrzebujących i krzewiąca wielkopolskie wartości, służy jedynie odwróceniu uwagi od działalności pierwszorzędnej - kibolskiej, znaczy się.
Szefowie "WL" organizują - znakomicie zresztą - obchody rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego, zachłystując się polskością i wartościami narodowymi, ale nie mają problemu z agresją wobec pomalowanych w biało-czerwone barwy "za bardzo" i "nie po kibolsku". Urządzają zbiórki dla domów dziecka, zbiorowo wygrywając dla nich internetowe aukcje i konkursy, ale nie cofną się przed opluciem kobiety na oczach dzieci. Głoszą teorie honoru i tradycji, ale jak przyjdzie co do czego - osaczą i zelżą jednego z "nie swoich" całą grupą, tak by poczuć się plemiennie mocniej. Honor pełną gębą.
Swoją drogą żałuję, że taki skandal zdarzył się już teraz, a nie podczas Euro 2012. Wtedy oplucie za przesadny malunek czy "niekibolskie" maniery groziłoby np. holenderskiej albo francuskiej rodzinie. Sprawa rozeszłaby się szerszym echem, a wstyd dla Poznania, "Wiary Lecha" i PZPN-u byłby zapewne większy. Za układanie się z prostactwem, władze mojego miasta i mojego klubu na taki wstyd zasługują.
Nie można też nie przyjrzeć się liczbom: Stowarzyszenie skupia poniżej 2000 osób, mniej niż 10 proc. średniej frekwencji na stadionie i trzykrotnie mniej niż liczba kibiców na największych wyjazdach (Praga, Turyn, Manchester). Statystycznie nawet większość bywalców osławionej II trybuny nie jest członkami "WL". Markowicz to zatem żaden szef poznańskich kibiców, a co najwyżej herszt ich procentowo nieznacznego wycinka.
Nie znam wszystkich powodów wstrętu kibiców do "WL", znam te swoich przyjaciół i znajomych. Oni - niekoniecznie dobrze wykształceni, ale ambitni i kulturalni - brzydzą się plemienną kulturą "Kotła", nie hołdują wartości siły, nie mają w d... reszty stadionu. Jedno co mają to narzucane przez kogokolwiek reguły kibicowania. Na mecze przychodzą dla Lecha, adrenaliny i dobrej piłki. Mentalnie i cywilizacyjnie czują się na innej planecie niż "Wiara Lecha" i jej krewki, prymitywny przywódca. Identyfikują się z klubem i określeniem "Kibice Lecha" - i oni też będą czuli się prostacko opluci, bo cierpi ich wizerunek. A Markowicz wielokrotnie występował publicznie jako ich przedstawiciel.
Dlatego uważam, że rola "Wiary Lecha" w Lechu jest przeceniana, a klub i kibice - ci szanujący się nawzajem, bez ideologii i zapędów plemiennych - obejdą się bez niej doskonale. Kultura kibicowania bez przemocy jest w Poznaniu zakorzeniona lepiej niż gdziekolwiek indziej w kraju i poradzi sobie bez średniowiecznych zasad. Może obędzie się nawet bez publicznego opluwania kobiet.
A do ludzi pokroju "Litara" idealnie pasuje brytyjskie porzekadło: "możesz wyciągnąć człowieka z getta, ale nigdy nie wyciągniesz getta z człowieka". Niech więc wraca tam skąd przyszedł, na ławeczkę przed blokiem na poznańskich Ratajach. Tam będzie kompromitował tylko siebie.
Czekamy na Wasze listy. Piszcie: czytelnicy@poznan.agora.pl
>.- 81 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
49 głosów
-
Kogo reprezentuje "Litar"?
finn0
31.01.11, 22:09
Ładnie napisane, ale to jest demagogia. (Demagogia ma zwykle to do siebie, że ładnie brzmi). Czy, gdyby Wiara Lecha zasłynęła bohaterskim czynem, powiedzielibyśmy, że splendor należy się jej»
-
Amen!
macipowieka
31.01.11, 23:03
Nic dodac nic ujac Panie Autorze, mlot na hordy osiedlowych szumowin.»
-
Apel przeciwko postawie WL
kelner10
02.02.11, 12:11
Zapraszam do przyłączenia się do poniższego apelu. Ma on na celu ukazanie, że nie każdy kibic jest ślepo zapatrzony w działalność WL: »
Najczęściej czytane24 htydzień




