Jak Ślosarczykowie zacieraj ślad klimatyczny
2009-05-10
, aktualizacja: 10.05.2009 19:43
- Nie do wiary! - Małgorzata i Jakub Ślosarczykowie przeglądają rachunki za energię. - Zużycie prądu spadło nam o 10 procent! - mówią. Dziennikarka zagląda do salonu: - No tak, a telewizor jest, niestety, zostawiony na stand-by...
Ile dwutlenku węgla emituje rocznie statystyczna polska rodzina? A konkretnie Ślosarczykowie ze Swarzędza, czyli Małgorzata (agent ubezpieczeniowy), Jakub (właściciel firmy internetowej) oraz ich dzieci: Agata (pracownik biurowy), Ola (studiuje w Cambridge, ale część ferii i wakacji spędza u rodziców) i Kajtek (gimnazjalista).
Liczeniem tak zwanego śladu klimatycznego zajęli się Joanna Mieszkowicz i Mariusz Gackowski z Fundacji Aeris Futuro na zakończenie szczytu klimatycznego ONZ, który odbywał się w Poznaniu w grudniu ubiegłego roku. Wyszło, że jedna rodzina emituje do atmosfery 37 ton dwutlenku węgla rocznie (odpady, zużyta energia, transport).
Policzyliśmy, że Ślosarczykowie - żeby zniwelować szkodliwą emisję, czyli mówiąc fachowo "zoffsetować się" - powinni posadzić 50 drzew, które w ciągu stu lat pochłoną dwutlenek węgla wyprodukowany przez nich tylko w jednym roku. Ale przecież wiadomo, że nie wszystkie drzewa dożyją stu lat, dlatego trzeba by posadzić przynajmniej 490 sadzonek.
Pan domu Jakub Ślosarczyk drapał się po głowie: - To chyba nierealne. Co robimy?
"Gazeta" postanowiła ufundować rodzinie dziesięć żarówek energooszczędnych i posadzić w jej ogrodzie dziesięć drzewek.
W minioną sobotę "zalesialiśmy" ogród Ślosarczyków. Wkopaliśmy między innymi kalinę Aureum (znosi dobrze zanieczyszczenia i mrozy), trzmielinę, sosnę górską, berberys brodawkowaty (zimozielony, może rosnąć w półcieniu). A żeby wiosną było czym nacieszyć oko, zasadziliśmy pod oknem magnolię Susan i różową azalię japońską.
Pod betonowym płotem, który odgradza dom od ulicy, wkopaliśmy rośliny pnące: zimozielone bluszcze, dzikie wino i wiciokrzew.
Ślosarczykowie są z zawodu leśnikami. Kilka lat temu przy swojej ulicy w Swarzędzu posadzili klony, rokitniki i jarzębiny. - Sadzonki rozdaliśmy sąsiadom. Tych jarzębin było 150. Zostało sześć, bo pracownicy miejskiej zieleni, kosząc przy szosie trawę, skosili też nasze drzewka - opowiada Małgorzata.
Jakub: - Trzeba się modlić, żeby nam teraz po bluszczu kosiarką nie przejechali.
Dziesięć świetlówek energooszczędnych (są pięć do dziesięciu razy trwalsze niż zwykłe żarówki i zużywają pięć razy mniej prądu) rodzina dostała od nas w grudniu. - Zużycie energii spadło nam od razu o 10 procent - Małgorzata pokazuje rachunki. - Sami też oszczędzamy prąd, ciepło i wodę.
I tak ładowarki do telefonów nie tkwią już cały czas w kontakcie, bo to strata energii. Lodówka nie bywa oszroniona, bo "zżera" wtedy mnóstwo prądu. - A telewizor w salonie wyłączamy z klawisza. Zdarza się jednak, że ciągu dnia pali się w nim lampka stand-by - przyznają Ślosarczykowie. I zapewniają: - Pracujemy nad tym!
Liczeniem tak zwanego śladu klimatycznego zajęli się Joanna Mieszkowicz i Mariusz Gackowski z Fundacji Aeris Futuro na zakończenie szczytu klimatycznego ONZ, który odbywał się w Poznaniu w grudniu ubiegłego roku. Wyszło, że jedna rodzina emituje do atmosfery 37 ton dwutlenku węgla rocznie (odpady, zużyta energia, transport).
Policzyliśmy, że Ślosarczykowie - żeby zniwelować szkodliwą emisję, czyli mówiąc fachowo "zoffsetować się" - powinni posadzić 50 drzew, które w ciągu stu lat pochłoną dwutlenek węgla wyprodukowany przez nich tylko w jednym roku. Ale przecież wiadomo, że nie wszystkie drzewa dożyją stu lat, dlatego trzeba by posadzić przynajmniej 490 sadzonek.
Pan domu Jakub Ślosarczyk drapał się po głowie: - To chyba nierealne. Co robimy?
"Gazeta" postanowiła ufundować rodzinie dziesięć żarówek energooszczędnych i posadzić w jej ogrodzie dziesięć drzewek.
W minioną sobotę "zalesialiśmy" ogród Ślosarczyków. Wkopaliśmy między innymi kalinę Aureum (znosi dobrze zanieczyszczenia i mrozy), trzmielinę, sosnę górską, berberys brodawkowaty (zimozielony, może rosnąć w półcieniu). A żeby wiosną było czym nacieszyć oko, zasadziliśmy pod oknem magnolię Susan i różową azalię japońską.
Pod betonowym płotem, który odgradza dom od ulicy, wkopaliśmy rośliny pnące: zimozielone bluszcze, dzikie wino i wiciokrzew.
Ślosarczykowie są z zawodu leśnikami. Kilka lat temu przy swojej ulicy w Swarzędzu posadzili klony, rokitniki i jarzębiny. - Sadzonki rozdaliśmy sąsiadom. Tych jarzębin było 150. Zostało sześć, bo pracownicy miejskiej zieleni, kosząc przy szosie trawę, skosili też nasze drzewka - opowiada Małgorzata.
Jakub: - Trzeba się modlić, żeby nam teraz po bluszczu kosiarką nie przejechali.
Dziesięć świetlówek energooszczędnych (są pięć do dziesięciu razy trwalsze niż zwykłe żarówki i zużywają pięć razy mniej prądu) rodzina dostała od nas w grudniu. - Zużycie energii spadło nam od razu o 10 procent - Małgorzata pokazuje rachunki. - Sami też oszczędzamy prąd, ciepło i wodę.
I tak ładowarki do telefonów nie tkwią już cały czas w kontakcie, bo to strata energii. Lodówka nie bywa oszroniona, bo "zżera" wtedy mnóstwo prądu. - A telewizor w salonie wyłączamy z klawisza. Zdarza się jednak, że ciągu dnia pali się w nim lampka stand-by - przyznają Ślosarczykowie. I zapewniają: - Pracujemy nad tym!
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Jak Maria Strzałko Poznań konserwowała ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Minęło 100 dni Term Maltańskich: ...





