Dasz sobie radę z dziećmi
07.10.2011
, aktualizacja: 29.09.2011 16:08
Teresa zabiła się prawie rok po śmierci Piotrusia. Wieczorem przyjechał kolega Andrzej. Piliśmy, rozmawialiśmy o wszystkim, tylko nie o śmierci. W pewnej chwili Teresa poszła na górę, była zmęczona. Kiedy goście już wychodzili, poszedłem po nią, żeby się zeszła pożegnać. Powiesiła się na biustonoszu - rozmowa z Bohdanem Smoleniem
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Johnny Depp. Romans jego życia zaczął się od słów: ''Z drogi, padalce'' (05-01-12, 01:00)
- Pomaganie przyjemne jak seks (18-11-11, 01:00)
- Bezczas, bezruch, bezrobocie (15-11-11, 01:00)
- Zaspokojony Andrzej Chyra (21-10-11, 01:00)
- Mateusz Stach: ćwiczę śpiew na Schubercie (14-10-11, 01:00)
- Daphne Oram - pani, która namalowała dźwięk (11-10-11, 01:00)
- Alicja Majewska: Choroba i śmierć mojej mamy (12-09-11, 01:00)
- Show w TV, śmierć w realu (23-08-11, 10:55)
- Witkacy: oszalej i wyjdź za mnie (02-07-11, 00:00)
- Pratchett: Zobaczcie dobrą śmierć (09-06-11, 09:00)
- Kiedy umrzeć znaczy zasnąć (24-05-09, 01:00)
- Kiedy umrzesz, te buty będą moje (07-04-08, 11:00)
- Mamo Igora! (26-11-07, 11:00)
- 5 sierpnia 1962 r. Wszystko zostało wyprane (07-08-07, 01:00)
Po rocznym rozstaniu przyjeżdżają do ciebie, do Poznania, Tereska i chłopcy.
Pierwsze mieszkanie było przy ulicy Gwardii Ludowej 10/4. Dwa wysokie pokoje w starej kamienicy. Mieliśmy tam nawet kominek. Estrada się ciągle odgrażała, że załatwi mi lokum, ale ostatecznie po prostu zamieniłem moje krakowskie mieszkanie na poznańskie. I tak osiedliśmy się na Wildzie (dzielnica Poznania). Ale najpierw, jak Teresa przyjechała z chłopakami do Poznania, to kilka dni mieszkaliśmy u Wojtka Michalskiego - kolegi z Teya. Okazało się, że za wcześnie dotarli, remont mieszkania jeszcze nie był skończony. A Wojtek był akurat po rozwodzie i kilka dni u niego byliśmy. Zaraz mój Maciek miał pierwszą pamiątkę z Poznania, bo przebiegał pod skrzynką na listy, pierdaknął głową i miał dziurę. Z dziećmi było dużo różnych przygód. Kiedyś wieczorem byli już w łóżkach, mogliśmy z Tereską usiąść chwilę sami. Zrobiło się cicho w pokoju dzieci, myślałem, że nareszcie posnęły. Nagle słychać wrzask: 'Auuuuuu!!!'. Wpadam do pokoju, chłopcy w łóżkach ponakrywani kołdrami na głowę. Pytam, co się stało. Cisza. Rozglądam się po pokoju, a w kontakt jest wciśnięty taki wielki gwóźdź. Pytam się, kto to zrobił. Nikt. Mówię do Piotrusia: 'Wyciągnij to'. 'Nie, bo boli'. Później kupiłem ziemię i dom w Przeźmierowie. Sad, łąka. A koło domu zbudowaliśmy oranżerię. To było takie spełnienie marzeń.
Przeglądam rachunki, faktury, umowy z czasów remontu i budowy. Różne ci pseudonimy fachowcy dawali: Bogumił, Bogusław, Bogdan, ale jakoś im ten Bohdan nie pasował. W 1983 zarejestrowaliście, a właściwie twoja żona, działalność gospodarczą. Otworzyła sklep.
To było rozszerzenie mojego hobby. Zawsze miałem akwaria, lubiłem to. W naszym sklepie było inaczej niż w innych sklepach zoologicznych wtedy. Nie było czuć zwierząt, było elegancko. Miałem rybki nawet z Tajlandii. Wymyśliłem taką akcję marketingową - w Dzień Dziecka na Starym Rynku były różne konkursy, występy. Wysłałem pracownika z wiadrem pełnym rybek. No i on dzieciom dawał w woreczku po dwie rybki, po trzy. I stoją dzieci z tymi rybkami w rękach. I co teraz? Rodzice mówią: 'Przecież nie mamy w domu akwarium'. A mój sklep był sto metrów od Rynku. I wszyscy przyszli do mnie kupić dla rybek wyposażenie: akwarium, roślinkę, piasek, jedzenie. Dla pana Zenka to było niewyobrażalne, żeby artysta kabaretowy handlował rybkami. Mój pomysł polegał na tym, żeby była jakaś alternatywa dla kabaretu. Teresa bardzo dobrze prowadziła ten sklep. A nie było wtedy łatwo inicjatywie prywatnej. Urząd skarbowy prowadził na przykład tak zwane kontrole z nasłuchu. Stał pan w kolejce i nasłuchiwał, że ktoś kupił trzy gupiki i dwie zeberki. A później wpadał i pytał: 'Gdzie to jest odnotowane?!'. Remanent roczny - gupik samiczka, gupik samczyk, mieczyk, platynka, brzana - każde zwierzątko i każda smycz: ile sztuk i gdzie te rybki. Urząd skarbowy dbał o prywatną inicjatywę, tak jak teraz. Z czułością dużą. Kontrole i podatki. Ale niektórzy urzędnicy lubili rybki. I kupowali taniej, a nawet dostawali za darmo. A to chyba nie było zgodne z przepisami. Ja się mogłem zawsze wytłumaczyć, że coś tam było pomylonego, że mogło mi się coś źle podliczyć.
Zrobiliśmy też kiedyś z Tereską interes życia. Kupiliśmy w Tajlandii ponad trzy tysiące krabów, takich malutkich, akwariowych. I wszystkie te kraby padły w ciągu kilku dni. Przewoziliśmy je w plastikowych mydelniczkach. Zostaliśmy z tymi setkami mydelniczek.
Kiedy tak opowiadasz o intensywności waszego życia na przełomie lat 70. i 80., to trudno uwierzyć, że dałeś radę być jeszcze troskliwym ojcem trzech synów.
To okrutny paradoks. Chcesz utrzymać dom, musisz pracować. Im więcej pracujesz, tym większe pieniądze. I coraz więcej bankietów, 188 znajomych. Możesz powiedzieć 'stop'? Nie. Bo to jest tak rozpędzone, że jak zahamuje, to zgniecie i ciebie, i innych. Ja powiem: nie jadę, nie pracuję! A koledzy, którzy są ze mną w zespole? A ci, którzy przygotowywali koncert? Nasze życie polega na tym, że nie ma ośmiu godzin pracy. Na przykład: tata jest rano w domu i odprowadza dzieci do szkoły. A ja rano mam odespać, bo pracuję w nocy. A jeśli po koncercie jest bankiecik, to wiadomo, że muszę dłużej spać. Albo wyjazd w trasę. Wtedy mnie nie ma w domu przez tydzień albo miesiąc. Teresa była bardzo związana z chłopcami. Wszystko o sobie wiedzieli, ona była od problemów w szkole, od życia codziennego. Ja tylko kiedy byłem w domu, mogłem się nimi zajmować. I wtedy pracowaliśmy w ogrodzie, w sadzie. Rozmawialiśmy, znałem ich marzenia, potrzeby. Udawało się nawet wyjeżdżać na wakacje. Niezbyt często, ale jeździliśmy.
Helka [piosenkarka Eleni] zorganizowała dla nas wakacje w Grecji, na Korfu. Ona z rodziną, z córką Afrodytą, i my wszyscy: Teresa, Maciek, Piotrek, Bartek. Ledwie przyjechaliśmy i Maciek na skale rozwalił stopę. Pojechaliśmy na pogotowie. A tam lekarz chciał uparcie ze mną po angielsku mówić, więc ja do niego: 'Katastrofi!', krzyczę i igłę mu do ręki wkładam - szyj, nie gadaj! Maciek do końca wakacji chodził w bandażu, nie mógł do morza wchodzić.
Na zdjęciach z Grecji jest Afrodyta, Teresa, Piotrek. Uśmiechnięci, opaleni. Byliście tam w 1985 roku. Jeszcze pięć lat i wszystko się zmieni. Powiedz mi, jaka jest twoja wiara w Boga? Jest, nie ma jej? Wiara mi w niczym nie przeszkadza. Jest kilka religii, które mi się podobają. Buddyzm na przykład.
A ślub kościelny miałeś?
Nie, jestem jeszcze przed ślubem kościelnym.
Synowie byli chrzczeni?
Tak, poszli sobie piechotą do chrztu. Zdecydowaliśmy, że jak skończą co najmniej szesnaście lat i będą chcieli być ochrzczeni w wierze katolickiej, to wtedy sobie pójdą do kościoła. Załatwiałem im kościół, księdza. Chciałem, żeby zadecydowali sami, a nie żeby ktoś ich wodą polewał zimną po głowie - nieświadomych.
We wszystkich sprawach tak świadomie wychowywaliście dzieci?
Raczej tak. Maciek urodził się w 1973, Piotrek w 1974, a później dłuższa przerwa. Ale tatuś sobie przypomniał, jak się dzieci robi, i jeszcze sobie jedno zrobiliśmy. Bartek urodził się w 1979 w Poznaniu.
Z twoją rodziną związana jest tragedia. Nigdy nie chciałeś mówić o tym publicznie. Ale zawsze byłeś podpytywany, spekulowano, co się właściwie stało. W 1989 roku wasz środkowy syn, Piotr, odebrał sobie życie. Czy rozmawialiście, roztrząsaliście z Maćkiem i Bartkiem, jak to się stało, że zginął? Że stracił wiarę w to, że może przyjść do braci, do rodziców, powiedzieć coś ważnego, szukać pomocy?
Teraz nie jest to tajemnicą między nami, wiedzą tyle co ja. Ale... Bardzo chciałbym się dowiedzieć, jak wyglądały te ostatnie godziny życia Piotrka. Miał piętnaście lat. Wyszedł po taśmy z Teya, które pożyczył koledze. I już nie wrócił do domu.
A dlaczego pożyczył? Chłopcy pożyczali kolegom te taśmy?
Chyba się chciał ojcem pochwalić.
Skąd miał odebrać kasety?
Pierwsze mieszkanie było przy ulicy Gwardii Ludowej 10/4. Dwa wysokie pokoje w starej kamienicy. Mieliśmy tam nawet kominek. Estrada się ciągle odgrażała, że załatwi mi lokum, ale ostatecznie po prostu zamieniłem moje krakowskie mieszkanie na poznańskie. I tak osiedliśmy się na Wildzie (dzielnica Poznania). Ale najpierw, jak Teresa przyjechała z chłopakami do Poznania, to kilka dni mieszkaliśmy u Wojtka Michalskiego - kolegi z Teya. Okazało się, że za wcześnie dotarli, remont mieszkania jeszcze nie był skończony. A Wojtek był akurat po rozwodzie i kilka dni u niego byliśmy. Zaraz mój Maciek miał pierwszą pamiątkę z Poznania, bo przebiegał pod skrzynką na listy, pierdaknął głową i miał dziurę. Z dziećmi było dużo różnych przygód. Kiedyś wieczorem byli już w łóżkach, mogliśmy z Tereską usiąść chwilę sami. Zrobiło się cicho w pokoju dzieci, myślałem, że nareszcie posnęły. Nagle słychać wrzask: 'Auuuuuu!!!'. Wpadam do pokoju, chłopcy w łóżkach ponakrywani kołdrami na głowę. Pytam, co się stało. Cisza. Rozglądam się po pokoju, a w kontakt jest wciśnięty taki wielki gwóźdź. Pytam się, kto to zrobił. Nikt. Mówię do Piotrusia: 'Wyciągnij to'. 'Nie, bo boli'. Później kupiłem ziemię i dom w Przeźmierowie. Sad, łąka. A koło domu zbudowaliśmy oranżerię. To było takie spełnienie marzeń.
Przeglądam rachunki, faktury, umowy z czasów remontu i budowy. Różne ci pseudonimy fachowcy dawali: Bogumił, Bogusław, Bogdan, ale jakoś im ten Bohdan nie pasował. W 1983 zarejestrowaliście, a właściwie twoja żona, działalność gospodarczą. Otworzyła sklep.
To było rozszerzenie mojego hobby. Zawsze miałem akwaria, lubiłem to. W naszym sklepie było inaczej niż w innych sklepach zoologicznych wtedy. Nie było czuć zwierząt, było elegancko. Miałem rybki nawet z Tajlandii. Wymyśliłem taką akcję marketingową - w Dzień Dziecka na Starym Rynku były różne konkursy, występy. Wysłałem pracownika z wiadrem pełnym rybek. No i on dzieciom dawał w woreczku po dwie rybki, po trzy. I stoją dzieci z tymi rybkami w rękach. I co teraz? Rodzice mówią: 'Przecież nie mamy w domu akwarium'. A mój sklep był sto metrów od Rynku. I wszyscy przyszli do mnie kupić dla rybek wyposażenie: akwarium, roślinkę, piasek, jedzenie. Dla pana Zenka to było niewyobrażalne, żeby artysta kabaretowy handlował rybkami. Mój pomysł polegał na tym, żeby była jakaś alternatywa dla kabaretu. Teresa bardzo dobrze prowadziła ten sklep. A nie było wtedy łatwo inicjatywie prywatnej. Urząd skarbowy prowadził na przykład tak zwane kontrole z nasłuchu. Stał pan w kolejce i nasłuchiwał, że ktoś kupił trzy gupiki i dwie zeberki. A później wpadał i pytał: 'Gdzie to jest odnotowane?!'. Remanent roczny - gupik samiczka, gupik samczyk, mieczyk, platynka, brzana - każde zwierzątko i każda smycz: ile sztuk i gdzie te rybki. Urząd skarbowy dbał o prywatną inicjatywę, tak jak teraz. Z czułością dużą. Kontrole i podatki. Ale niektórzy urzędnicy lubili rybki. I kupowali taniej, a nawet dostawali za darmo. A to chyba nie było zgodne z przepisami. Ja się mogłem zawsze wytłumaczyć, że coś tam było pomylonego, że mogło mi się coś źle podliczyć.
Zrobiliśmy też kiedyś z Tereską interes życia. Kupiliśmy w Tajlandii ponad trzy tysiące krabów, takich malutkich, akwariowych. I wszystkie te kraby padły w ciągu kilku dni. Przewoziliśmy je w plastikowych mydelniczkach. Zostaliśmy z tymi setkami mydelniczek.
Kiedy tak opowiadasz o intensywności waszego życia na przełomie lat 70. i 80., to trudno uwierzyć, że dałeś radę być jeszcze troskliwym ojcem trzech synów.
To okrutny paradoks. Chcesz utrzymać dom, musisz pracować. Im więcej pracujesz, tym większe pieniądze. I coraz więcej bankietów, 188 znajomych. Możesz powiedzieć 'stop'? Nie. Bo to jest tak rozpędzone, że jak zahamuje, to zgniecie i ciebie, i innych. Ja powiem: nie jadę, nie pracuję! A koledzy, którzy są ze mną w zespole? A ci, którzy przygotowywali koncert? Nasze życie polega na tym, że nie ma ośmiu godzin pracy. Na przykład: tata jest rano w domu i odprowadza dzieci do szkoły. A ja rano mam odespać, bo pracuję w nocy. A jeśli po koncercie jest bankiecik, to wiadomo, że muszę dłużej spać. Albo wyjazd w trasę. Wtedy mnie nie ma w domu przez tydzień albo miesiąc. Teresa była bardzo związana z chłopcami. Wszystko o sobie wiedzieli, ona była od problemów w szkole, od życia codziennego. Ja tylko kiedy byłem w domu, mogłem się nimi zajmować. I wtedy pracowaliśmy w ogrodzie, w sadzie. Rozmawialiśmy, znałem ich marzenia, potrzeby. Udawało się nawet wyjeżdżać na wakacje. Niezbyt często, ale jeździliśmy.
Helka [piosenkarka Eleni] zorganizowała dla nas wakacje w Grecji, na Korfu. Ona z rodziną, z córką Afrodytą, i my wszyscy: Teresa, Maciek, Piotrek, Bartek. Ledwie przyjechaliśmy i Maciek na skale rozwalił stopę. Pojechaliśmy na pogotowie. A tam lekarz chciał uparcie ze mną po angielsku mówić, więc ja do niego: 'Katastrofi!', krzyczę i igłę mu do ręki wkładam - szyj, nie gadaj! Maciek do końca wakacji chodził w bandażu, nie mógł do morza wchodzić.
Na zdjęciach z Grecji jest Afrodyta, Teresa, Piotrek. Uśmiechnięci, opaleni. Byliście tam w 1985 roku. Jeszcze pięć lat i wszystko się zmieni. Powiedz mi, jaka jest twoja wiara w Boga? Jest, nie ma jej? Wiara mi w niczym nie przeszkadza. Jest kilka religii, które mi się podobają. Buddyzm na przykład.
A ślub kościelny miałeś?
Nie, jestem jeszcze przed ślubem kościelnym.
Synowie byli chrzczeni?
Tak, poszli sobie piechotą do chrztu. Zdecydowaliśmy, że jak skończą co najmniej szesnaście lat i będą chcieli być ochrzczeni w wierze katolickiej, to wtedy sobie pójdą do kościoła. Załatwiałem im kościół, księdza. Chciałem, żeby zadecydowali sami, a nie żeby ktoś ich wodą polewał zimną po głowie - nieświadomych.
We wszystkich sprawach tak świadomie wychowywaliście dzieci?
Raczej tak. Maciek urodził się w 1973, Piotrek w 1974, a później dłuższa przerwa. Ale tatuś sobie przypomniał, jak się dzieci robi, i jeszcze sobie jedno zrobiliśmy. Bartek urodził się w 1979 w Poznaniu.
Z twoją rodziną związana jest tragedia. Nigdy nie chciałeś mówić o tym publicznie. Ale zawsze byłeś podpytywany, spekulowano, co się właściwie stało. W 1989 roku wasz środkowy syn, Piotr, odebrał sobie życie. Czy rozmawialiście, roztrząsaliście z Maćkiem i Bartkiem, jak to się stało, że zginął? Że stracił wiarę w to, że może przyjść do braci, do rodziców, powiedzieć coś ważnego, szukać pomocy?
Teraz nie jest to tajemnicą między nami, wiedzą tyle co ja. Ale... Bardzo chciałbym się dowiedzieć, jak wyglądały te ostatnie godziny życia Piotrka. Miał piętnaście lat. Wyszedł po taśmy z Teya, które pożyczył koledze. I już nie wrócił do domu.
A dlaczego pożyczył? Chłopcy pożyczali kolegom te taśmy?
Chyba się chciał ojcem pochwalić.
Skąd miał odebrać kasety?
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
148 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




odtwórz