Bociany w CK Zamek do 19 lutego
29.01.2012
, aktualizacja: 31.01.2012 11:45
Malował i żył totalnie. Pisał, pił, studiował książki, słuchał Schuberta. Nie ma w Polsce artysty, który czegoś nie zawdzięcza Andrzejowi "Adusiowi" Szewczykowi. Widać to na wystawie w zamku.
- Był prawdziwym artystą i człowiekiem ponoszącym za tę prawdziwość pełne konsekwencje - mówił o Szewczyku Mirosław Bałka, gwiazda polskiej sztuki konceptualnej, którego Szewczyk zaraził miłością do niektórych kompozytorów. I chociaż na zamkowej wystawie "Rezonans. Nad Kaczycami frunie 27 bocianów" pracy Bałki nie zobaczymy, warto pamiętać o tych słowach podczas jej zwiedzania.
A jest co oglądać. Swoje prace, przygotowane specjalnie na wystawę, zorganizowaną w 10. rocznicę śmierci Szewczyka, pokazują artyści, dla których spotkanie z nim było ważnym doświadczeniem. Dla niektórych był nie tylko twórcą, ale też przyjacielem - "Adusiem". Oglądamy prace Krzysztofa M. Bednarskiego, Marka Chlandy, Zbigniewa Gostomskiego, Koji Kamoji, Jarosława Kozłowskiego, Mariusza Kruka, Piotra Kurki, Piotra Lutyńskiego, Hanny Łuczak, Krystyny Pasterczyk, Leona Tarasewicza, Zbigniewa Taszyckiego, Tomasza Wawaka i Jerzego Wrońskiego. Nie zabrakło oczywiście dzieł samego Szewczyka - jest np. jego słynny cykl " Biblioteka dla Marianny Alcoforado" - w trzech wersjach. Drewniane, inkrustowane ołowiem deski w kształcie macewów, zanurzone w białej soli, zajmują trzy amfiladowe sale na pierwszym piętrze zamku. Wszystkie są własnością prywatnych kolekcjonerów, m.in. Grażyny Kulczyk i poznańskiej Galerii Ego. Szkoda, że kiepskie oświetlenie dwóch sal trochę "zjada" obiekty, uciekają gdzieś bardziej uniwersalne, wykraczające poza sztukę znaczenia "biblioteki" - rozumianej przez artystę jako kwintesencja wiedzy i świętości. Ustawione w odpowiednim porządku olchowe tablice miały wywoływać skojarzenia z przestrzenią trójnawowej bazyliki - w zamkowym półmroku trudno to dostrzec.
Jednym z istotnych elementów ekspozycji są filmy - szczególnie ważna wydaje się rejestracja wykładu Szewczyka w Galerii Muzalewska w 2001 roku i spotkanie z artystą w katowickim studiu telewizyjnym z 1994 roku.
To na pewno ważna wystawa - rzadko się zdarza, by artystom przygotowujący prace na specjalną okazję udało się - poza walorami artystycznymi - przekazać w nich też pewną prawdę o źródłach swojej twórczości. Tu się udało - zamiast laurki wystawionej koledze - mamy prawdziwą opowieść o tym, czym jest sztuka wypływająca z rzeczywistych emocji i przeżyć.
Andrzej Szewczyk był jedna z barwniejszych postaci sztuki XX wieku. Podobno do baru Pod Lipkami w Kaczycach chodził z albumem Giotta pod pachą. Górnikom z pobliskiej kopalni opowiadał o włoskim malarzu, a gdy biesiada się przedłużała, oddawał album pod opiekę barmanowi. Ukończył cieszyńską filię Uniwersytetu Śląskiego, przez jakiś czas był tam nawet pedagogiem, choć jego przyjaciele twierdzą, że nie pasował ani do akademickich schematów, ani do polskiej codzienności. Należał do grona twórców Galerii Foksal, obok takich m.in. artystów jak: Henryk Stażewski, Edward Krasiński, Tadeusz Kantor. Swoje prace pokazywał w salach wystawowych Sao Paulo i Paryża. Jest jedynym artystą ze Śląska, wymienionym w książce Andy Rottenberg "Sztuka w Polsce 1945-2000".
Wystawę w zamku wymyśliła Hanna Muzalewska, właścicielka Galerii Muzalewska, która kilkakrotnie organizowała wystawy artysty, ostatnią - w 2001 roku, w roku jego śmierci.
Wystawa "Rezonans. Nad Kaczycami frunie 27 bocianów", CK Zamek, czynna do 19 lutego. Wstęp wolny
A jest co oglądać. Swoje prace, przygotowane specjalnie na wystawę, zorganizowaną w 10. rocznicę śmierci Szewczyka, pokazują artyści, dla których spotkanie z nim było ważnym doświadczeniem. Dla niektórych był nie tylko twórcą, ale też przyjacielem - "Adusiem". Oglądamy prace Krzysztofa M. Bednarskiego, Marka Chlandy, Zbigniewa Gostomskiego, Koji Kamoji, Jarosława Kozłowskiego, Mariusza Kruka, Piotra Kurki, Piotra Lutyńskiego, Hanny Łuczak, Krystyny Pasterczyk, Leona Tarasewicza, Zbigniewa Taszyckiego, Tomasza Wawaka i Jerzego Wrońskiego. Nie zabrakło oczywiście dzieł samego Szewczyka - jest np. jego słynny cykl " Biblioteka dla Marianny Alcoforado" - w trzech wersjach. Drewniane, inkrustowane ołowiem deski w kształcie macewów, zanurzone w białej soli, zajmują trzy amfiladowe sale na pierwszym piętrze zamku. Wszystkie są własnością prywatnych kolekcjonerów, m.in. Grażyny Kulczyk i poznańskiej Galerii Ego. Szkoda, że kiepskie oświetlenie dwóch sal trochę "zjada" obiekty, uciekają gdzieś bardziej uniwersalne, wykraczające poza sztukę znaczenia "biblioteki" - rozumianej przez artystę jako kwintesencja wiedzy i świętości. Ustawione w odpowiednim porządku olchowe tablice miały wywoływać skojarzenia z przestrzenią trójnawowej bazyliki - w zamkowym półmroku trudno to dostrzec.
Jednym z istotnych elementów ekspozycji są filmy - szczególnie ważna wydaje się rejestracja wykładu Szewczyka w Galerii Muzalewska w 2001 roku i spotkanie z artystą w katowickim studiu telewizyjnym z 1994 roku.
To na pewno ważna wystawa - rzadko się zdarza, by artystom przygotowujący prace na specjalną okazję udało się - poza walorami artystycznymi - przekazać w nich też pewną prawdę o źródłach swojej twórczości. Tu się udało - zamiast laurki wystawionej koledze - mamy prawdziwą opowieść o tym, czym jest sztuka wypływająca z rzeczywistych emocji i przeżyć.
Andrzej Szewczyk był jedna z barwniejszych postaci sztuki XX wieku. Podobno do baru Pod Lipkami w Kaczycach chodził z albumem Giotta pod pachą. Górnikom z pobliskiej kopalni opowiadał o włoskim malarzu, a gdy biesiada się przedłużała, oddawał album pod opiekę barmanowi. Ukończył cieszyńską filię Uniwersytetu Śląskiego, przez jakiś czas był tam nawet pedagogiem, choć jego przyjaciele twierdzą, że nie pasował ani do akademickich schematów, ani do polskiej codzienności. Należał do grona twórców Galerii Foksal, obok takich m.in. artystów jak: Henryk Stażewski, Edward Krasiński, Tadeusz Kantor. Swoje prace pokazywał w salach wystawowych Sao Paulo i Paryża. Jest jedynym artystą ze Śląska, wymienionym w książce Andy Rottenberg "Sztuka w Polsce 1945-2000".
Wystawę w zamku wymyśliła Hanna Muzalewska, właścicielka Galerii Muzalewska, która kilkakrotnie organizowała wystawy artysty, ostatnią - w 2001 roku, w roku jego śmierci.
Wystawa "Rezonans. Nad Kaczycami frunie 27 bocianów", CK Zamek, czynna do 19 lutego. Wstęp wolny
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień





