Pestka? To moje dziecko - opowieść budowniczego
27.01.2012
, aktualizacja: 27.01.2012 18:27
We wtorek Pestka skończy 15 lat. Z czym kojarzy mi się hasło Poznański Szybki Tramwaj? Pierwsza myśl: "to moje dziecko", a wobec dziecka rodzic zawsze żywi gorące uczucia. Opowiada Zygmunt Nowak, projektant Poznańskiego Szybkiego Tramwaju
Zaczęło się na początku lat 70. Razem z moim zespołem w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej projektowałem wtedy układ komunikacyjny Poznania, w tym - szybki tramwaj, jako kręgosłup tego układu .
Według tamtych planów trasa PST miała kształt krzyża. Na północy miała prowadzić do Murowanej Gośliny, na południe - do Lubonia, na zachodzie do lotniska, a na wschodzie - aż za Franowo . Dzięki temu poznańskie śródmieście zyskałoby szybkie połączenie z całą aglomeracją.
W 1976 r. opracowaliśmy pierwszy etap budowy - z planowanej zajezdni na ul. Trójpole do pętli na moście Teatralnym. Tam tramwaje miały zawracać. Koniec końców ani zajezdnia, ani pętla nigdy nie powstały, choć po tej ostatniej przez wiele lat widać było jeszcze ślady - niewykorzystane słupy trakcyjne.
Cały projekt techniczny tego odcinka robiliśmy jakieś półtora roku. Dziś projektanci potrzebowaliby na to kilku, może nawet kilkunastu lat. Musieliśmy zaprojektować kilkanaście dużych obiektów inżynierskich, w tym 700-metrową estakadę nad Bogdanką. To było olbrzymie przedsięwzięcie, i spory wyczyn. Ale udało się, zmieściliśmy się w czasie.
Gorzej było z pracami budowlanymi, te trwały prawie 17 lat.
Budowa rozpoczęła się w kwietniu 1980 r. W tamtych czasach wyglądało to inaczej niż dziś. Przedsiębiorstwa budowlane nie startowały w przetargach. Ba, wręcz broniły się przed zleceniami.
Dyrektor takiej firmy mówił: dajcie mi ludzi, materiały i sprzęt, to będę budował. No i ruszała cała machina. Jeden urzędnik dzwonił do drugiego: Włodek, załatwiaj dźwig, Heniek, potrzebuję koparkę! Dochodziło do takich sytuacji, że np. żwir utknął na stacji PKP, bo chcieli go zabrać na inną budowę. Cement też był towarem deficytowym. Kto wie, ile domków jednorodzinnych powstało z cementu przeznaczonego na Pestkę?
Początki budowy szły prężnie, do Poznania przyjeżdżały wizytacje z innych miast, inwestycja budziła powszechny podziw i zazdrość. Szybkie tramwaje planowało wiele polskich miast, ale budować zaczęliśmy tylko my.
Potem budowa zaczęła się ślimaczyć, brakowało materiałów i pieniędzy. Niektórzy żartowali nawet, żeby do wykopu nalać wody i zrobić z Pestki kanał żeglowny. Wiele osób nie wierzyło, że budowa się skończy. Ja nigdy się tego nie obawiałem. Wiedziałem, że projekt jest tak zaawansowany, że trzeba go doprowadzić do końca.
W latach 90. wszystko ruszyło z kopyta, dzięki załatwionemu przez polityków zastrzykowi finansowemu z budżetu centralnego . Wreszcie 31 stycznia 1997 r. Pestką pojechali pierwsi pasażerowie. Tłok był tak olbrzymi, że ludzie jechali przyklejeni twarzami do szyb. Ja patrzyłem na to z boku, i cieszyłem się.
Czy dziś jestem dumny z Pestki? Częściowo. Na pewno ze względu na funkcjonalność trasy, że korzysta z niej mnóstwo pasażerów. Z tego, jak wiele czasu ludzie oszczędzają na podróży, że nie muszą stać w korkach. I że zbudowano trasę przyjazną dla pasażerów i otoczenia, z udogodnieniami dla niepełnosprawnych. To dla mnie duża satysfakcja.
Ale wiele rzeczy mnie boli. Najbardziej to, że budowa Pestki skończyła się na tym pierwszym etapie, że przez wiele lat nic się w tej sprawie nie działo. Dopiero w tym roku tramwaje przedłużoną trasą PST dojadą do dworca PKP.
Chcieliśmy, aby każda stacja miała inny kolor. Mało tego, obok w wykopie chcieliśmy zasadzić rośliny w takiej samej kolorystyce - np. niebieskiej, czerwonej, żółtej. Gdy pokazałem ten projekt w Japonii, byli zachwyceni. Niestety, przystanki są siermiężne, z surowego betonu. A po remoncie schodów na "zielonej" stacji Słowiańska, wstawiono pomarańczowe poręcze. Żal na to patrzeć.
Planując PST, trochę porywaliśmy się z motyką na słońce, to prawda. Ale wierzyliśmy, że się uda. Dziś takiego projektu prawdopodobnie nie udałoby się zrealizować. I to nie tylko ze względów finansowych. Może gdyby w Poznaniu było więcej planistów i decydentów z wizją i otwartą głową...
Zygmunt Nowak, rocznik 1934. Przez kilkadziesiąt lat kierował zespołami projektowymi w Łodzi i Poznaniu, m.in. kierował pracami nad projektem PST. Od 1992 roku prowadzi firmę planistyczno-projektową, wykłada również na UAM.
Według tamtych planów trasa PST miała kształt krzyża. Na północy miała prowadzić do Murowanej Gośliny, na południe - do Lubonia, na zachodzie do lotniska, a na wschodzie - aż za Franowo . Dzięki temu poznańskie śródmieście zyskałoby szybkie połączenie z całą aglomeracją.
W 1976 r. opracowaliśmy pierwszy etap budowy - z planowanej zajezdni na ul. Trójpole do pętli na moście Teatralnym. Tam tramwaje miały zawracać. Koniec końców ani zajezdnia, ani pętla nigdy nie powstały, choć po tej ostatniej przez wiele lat widać było jeszcze ślady - niewykorzystane słupy trakcyjne.
Cały projekt techniczny tego odcinka robiliśmy jakieś półtora roku. Dziś projektanci potrzebowaliby na to kilku, może nawet kilkunastu lat. Musieliśmy zaprojektować kilkanaście dużych obiektów inżynierskich, w tym 700-metrową estakadę nad Bogdanką. To było olbrzymie przedsięwzięcie, i spory wyczyn. Ale udało się, zmieściliśmy się w czasie.
Gorzej było z pracami budowlanymi, te trwały prawie 17 lat.
Budowa rozpoczęła się w kwietniu 1980 r. W tamtych czasach wyglądało to inaczej niż dziś. Przedsiębiorstwa budowlane nie startowały w przetargach. Ba, wręcz broniły się przed zleceniami.
Dyrektor takiej firmy mówił: dajcie mi ludzi, materiały i sprzęt, to będę budował. No i ruszała cała machina. Jeden urzędnik dzwonił do drugiego: Włodek, załatwiaj dźwig, Heniek, potrzebuję koparkę! Dochodziło do takich sytuacji, że np. żwir utknął na stacji PKP, bo chcieli go zabrać na inną budowę. Cement też był towarem deficytowym. Kto wie, ile domków jednorodzinnych powstało z cementu przeznaczonego na Pestkę?
Początki budowy szły prężnie, do Poznania przyjeżdżały wizytacje z innych miast, inwestycja budziła powszechny podziw i zazdrość. Szybkie tramwaje planowało wiele polskich miast, ale budować zaczęliśmy tylko my.
Potem budowa zaczęła się ślimaczyć, brakowało materiałów i pieniędzy. Niektórzy żartowali nawet, żeby do wykopu nalać wody i zrobić z Pestki kanał żeglowny. Wiele osób nie wierzyło, że budowa się skończy. Ja nigdy się tego nie obawiałem. Wiedziałem, że projekt jest tak zaawansowany, że trzeba go doprowadzić do końca.
W latach 90. wszystko ruszyło z kopyta, dzięki załatwionemu przez polityków zastrzykowi finansowemu z budżetu centralnego . Wreszcie 31 stycznia 1997 r. Pestką pojechali pierwsi pasażerowie. Tłok był tak olbrzymi, że ludzie jechali przyklejeni twarzami do szyb. Ja patrzyłem na to z boku, i cieszyłem się.
Czy dziś jestem dumny z Pestki? Częściowo. Na pewno ze względu na funkcjonalność trasy, że korzysta z niej mnóstwo pasażerów. Z tego, jak wiele czasu ludzie oszczędzają na podróży, że nie muszą stać w korkach. I że zbudowano trasę przyjazną dla pasażerów i otoczenia, z udogodnieniami dla niepełnosprawnych. To dla mnie duża satysfakcja.
Ale wiele rzeczy mnie boli. Najbardziej to, że budowa Pestki skończyła się na tym pierwszym etapie, że przez wiele lat nic się w tej sprawie nie działo. Dopiero w tym roku tramwaje przedłużoną trasą PST dojadą do dworca PKP.
Chcieliśmy, aby każda stacja miała inny kolor. Mało tego, obok w wykopie chcieliśmy zasadzić rośliny w takiej samej kolorystyce - np. niebieskiej, czerwonej, żółtej. Gdy pokazałem ten projekt w Japonii, byli zachwyceni. Niestety, przystanki są siermiężne, z surowego betonu. A po remoncie schodów na "zielonej" stacji Słowiańska, wstawiono pomarańczowe poręcze. Żal na to patrzeć.
Planując PST, trochę porywaliśmy się z motyką na słońce, to prawda. Ale wierzyliśmy, że się uda. Dziś takiego projektu prawdopodobnie nie udałoby się zrealizować. I to nie tylko ze względów finansowych. Może gdyby w Poznaniu było więcej planistów i decydentów z wizją i otwartą głową...
Zygmunt Nowak, rocznik 1934. Przez kilkadziesiąt lat kierował zespołami projektowymi w Łodzi i Poznaniu, m.in. kierował pracami nad projektem PST. Od 1992 roku prowadzi firmę planistyczno-projektową, wykłada również na UAM.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Pestka? To moje dziecko - opowieść budowniczego
mmmmmm000
28.01.12, 12:32
No i wygląda na to, że mimo kryzysu, za "komuny" udało się w Poznaniu zrobić więcej niż po jej upadku ;-DZatem do dzieła - trzeba udowodnić, że "komuna" nie była jednak lepsza i dobudować »
-
Pestka? Budowa bez pieniędzy na inwestycję
spinaker206
29.01.12, 12:03
Bez pieniędzy nic się nie wybuduje?Końcówka lat siedemdziesiątych, Wojewoda był Stanisław Cozaś. Piątkowo rozbudowywało się i zaistniała pilna potrzeba usprawnienia komunikacji miejskiej. »
Najczęściej czytane24 htydzień







więcej zdjęć